Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

02/09/2014 09:19

Rzadko piszę felietony w odcinkach, ale tym razem odstąpię od reguły. Poprzedni „odcinek” wywołał bowiem reakcję Czytelnika, znanego płockiego miłośnika, kolekcjonera i znawcy podręczników szkolnych. Przyczyną było powołanie się w tekście sprzed tygodnia na słynny elementarz Falskiego. W kontekście niezbyt pochlebnym, nie ma co ukrywać. Był bowiem ów elementarz ilustracją monopolu państwa w obszarze edukacji. Mogłem oczywiście przywołać każdy inny podręcznik ze słusznie minionego okresu, ale Falski to jest nadal, co tu kryć, nazwisko. Czego nie da się powiedzieć o zdecydowanej większości innych autorów podręczników z tamtych czasów. Marketing po prostu… Ale wróćmy do rzeczy. Nie zamierzam zabierać głosu na temat walorów merytorycznych rzeczonego elementarza. Nie znam się na metodyce nauczania wczesnoszkolnego i choć zapoznałem się z materiałami udostępnionymi przez Szanownego Polemistę, nie czuję się powołany do występowania w roli eksperta.
I nie ma takiej potrzeby, bowiem mój tekst dotyczył czegoś innego. Podtrzymuję w całej rozciągłości zawartą w nim tezę! Co więcej, wspomniane powyżej materiały, autorstwa samego Falskiego zresztą, moje stanowisko jeszcze wzmacniają! Pisze on bowiem, że jego elementarz był przed wojną jednym z kilku używanych w szkołach, korzystała z niego „…mniej więcej 1/3 ogółu uczniów klasy I, czasami więcej”. Występował w wersji odrębnej dla dzieci wiejskich i miejskich, wspólnej dla obu grup, były też wersje dla dorosłych i dla żołnierzy! Oczywiście cała ta mozaika znika w peerelu. Mamy jedną, jedynie słuszną wersję dla wszystkich! Starsi spośród Szanownych Czytelników świetnie ją pamiętają. Ja też…
I do takiej sytuacji właśnie wracamy. Jeden elementarz dla wszystkich! Jaki? A, to już najlepiej wie resortowy urzędnik. Wsparty oczywiście autorytetami ekspertów, teoretyków i praktyków edukacji. Wszelkie dyskusje na temat wad i zalet tego „dzieła” są bez sensu. Cały ten koncept nie zasługuje na polemikę. Szkoda papieru! Prawdziwym weryfikatorem wszelkich rozwiązań jest bowiem konkurencja i, mówiąc górnolotnie, życie. I ten mechanizm został właśnie wyłączony. Nie powstaną, jak przed wojną alternatywne elementarze, bo ich pisanie jest bez sensu. Skoro i tak nie wejdą do szkół... Nie będzie też różnych wersji, zakładających różnorodność „targetu”. Dla urzędnika najwyraźniej wszystkie dzieci są jednakowe (jak wycieczka Chińczyków). Pomijając oczywiście przypadki niepełnosprawności. Powtarzam zatem: powodzenia!

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości