Trwają intensywne prace nad ustawą, która ma zmienić kształt rynku medialnego w naszym pięknym kraju. Tu mała dygresja. Zapewne niektórzy spośród Szanownych Czytelników zadają sobie pytanie, skąd ta powtarzana przez mnie z uporem maniaka fraza? Otóż zaczerpnąłem ją z rysunku Andrzeja Mleczki. „Morze, góry, lasy – panie, jaki to mógłby być piękny kraj!”… Ale do rzeczy! O co chodzi? O zbyt duży udział kapitału zagranicznego w mediach działających w Polsce. Szczególnie na szczeblu lokalnym, gdzie udział ten sięga dziewięćdziesięciu procent („Tygodnik” należy do elitarnych dziesięciu procent, proszę Szanownych Czytelników)! I to jest niedobrze, zdaniem pomysłodawców ustawy, bo media te realizują w naszym kraju interesy państw, z których pochodzą właściciele. Przede wszystkim, tak się nieszczęśliwie złożyło, naszego zachodniego sąsiada! Zaradzić temu ma wprowadzenie zapisów ustawowych ograniczających możliwość koncentracji w jednych rękach zbyt dużego fragmentu rynku. Tak jest ponoć (nie sprawdzałem osobiście) w innych krajach unijnych.
Problem w tym, jak zmienić istniejący układ własności? Zmusić ustawowo do odsprzedaży posiadanych udziałów? I kto je ma kupować? I tu pojawiają się pomysły, które budzą poważne zastrzeżenia. Wśród przyszłych właścicieli wymienia się (to głosy z mediów) samorządy czy spółki Skarbu Państwa. W tym momencie trzeba postawić pytanie o relacje świata mediów i polityki, w szczególności o tak zwane media publiczne. Moje stanowisko jest jasne: te światy powinny być rozdzielone. Za uzasadnienie takiej tezy mogłaby posłużyć choćby monteskiuszowska zasada trójpodziału władz, poszerzona o „czwartą władzę”, która nie odgrywała większej roli w czasie, gdy zasadę ową sformułowano. Inne argumenty padły już na tym miejscu przy okazji konfliktu o zmianę zasad funkcjonowania mediów na terenie parlamentu. Powtórzę zatem jeszcze raz. Politycy powinni zajmować się pracą, a nie brylowaniem w mediach. O jakości pracy rządu powinny świadczyć efekty, a nie kanonada propagandowa mediów „publicznych” i ostrzał z okopów opozycji, uzbrojonej w armaty w postaci mediów prywatnych (w ogromnej większości). Ot, taki przykład. Słucham sobie podczas jazdy samochodem jednej z największych prywatnych rozgłośni w kraju. Prowadzący namawiają słuchaczy do udziału w akcji „Cała Polska sadzi drzewa”, organizowanej przez to medium. Będą rozdawać sadzonki drzew w różnych miejscach kraju i tak dalej. Bez żadnej polityki, dodaje prowadzący audycję! No jasne, z miłości do przyrody…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze