Tydzień temu pisałem o problemach wymiaru sprawiedliwości. A dokładniej o jego najważniejszym segmencie, za jaki trzeba uznać „kastę”, jak sami siebie chcą nazywać, czy też bardziej „naukowo”, korporację sędziowską. Wrócę jeszcze do tego terminu, ale teraz do rzeczy! W ostatnich dniach tematyka wyżej wspomniana ustąpiła miejsca w mediach innej ważnej kwestii – poruszaniu się po kraju najważniejszych osób w państwie. Tak się złożyło, że podróże VIP –ów urastają powoli do rangi jednego z najpoważniejszych zagrożeń dla zdrowia, życia i wreszcie kondycji ekonomicznej obywateli. Ledwo zakończył się, obym nie okazał się złym prorokiem, festiwal „zdarzeń drogowych” z udziałem VIP –owskich limuzyn, a już opozycja wyciągnęła na światło dzienne temat wykorzystywania samolotów wojskowych Casa (swoją drogą należy pogratulować odwagi i odporności na przesądy) przez szefową rządu oraz prezydenta RP do prywatnych przelotów w okolice miejsc stałego zameldowania.
I tu należałoby, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, powrócić do użytego w innym kontekście terminu „korporacja”. Otóż o ile różne środowiska, jeśli można tak powiedzieć zawodowe, w naszym pięknym kraju funkcjonują na zasadach wynikających ze znaczenia tego słowa, czyli kierują się ludową mądrością „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”, to politycy w swoim zacietrzewieniu kompletnie ignorują tę, oczywistą zdawałoby się, prawdę. Jakby zakładali, że stan obecny będzie trwał wiecznie. My będziemy rządzić po wsze czasy, a oni będą wieczną opozycją. Albo odwrotnie... Jakże zabawnie brzmią dziś oskarżenia o latanie obecnej szefowej rządu na weekendy w strony rodzinne na koszt podatnika i odpowiedź strony atakowanej, która przypomina podróże byłego premiera nad polskie morze... A wystarczyło pamiętać w swoim czasie wspomniane powyżej powiedzenie, by dziś nie trzeba było sięgać po inną mądrość ludową głoszącą, iż „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”!
Czas na podsumowanie. Naprawdę trudno pojąć skąd taki brak wyobraźni u ludzi, którzy zajmują się tą akurat dziedziną działalności. A właściwie powinienem wykorzystać tę sytuację do stwierdzenia, że wszystkiemu winien ustrój, który ma być ponoć najlepszym z możliwych, a po raz kolej ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Tak, Szanowny Czytelniku! Polityków wyłania się w demokratycznych wyborach. By zostać sędzią czy lekarzem trzeba przez lata zdobywać odpowiednią wiedzę i umiejętności. Selekcja naturalna... Kto się solidnie na swoją pozycję napracuje, ten jest zdeterminowany, by jej wszelkimi środkami bronić. Solidarność zawodowa jest z pewnością taki środkiem, bardzo skutecznym, jak pokazuje życie. Inaczej: sędzią czy lekarzem się jest, posłem czy ministrem się bywa...
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze