Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

19/08/2014 10:30

W sezonie ogórkowym mile widziane są zjawiska, które mogą zastąpić wydarzenia polityczne czy gospodarcze, czyli to, czym żyją media przez cały rok. Potwór z Loch Ness, kręgi w zbożu pozostawione przez gości z kosmosu, wizerunek świętej osoby na szybie… I mamy taki przypadek! W Polsce pojawiła się deflacja! Zjawisko równie mało prawdopodobne, jak wyżej opisane. A jednak! Ceny w lipcu spadły w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego o dwie dziesiąte procenta! Niby niewiele, ale… Wystarczy by wzbudzić niepokój specjalistów od gospodarki. Bo deflacja to coś, co cieszy konsumentów (kto nie lubi kupować taniej?), ale martwi producentów i handlowców. A także budżet państwa, rzecz jasna. Niższe ceny – mniejsze wpływy z podatków… Z czego to zjawisko wynika? Jak większość zjawisk gospodarczych, z kondycji psychicznej uczestników tej gry. Ceny spadają, bo ludzie niechętnie wydają pieniądze! W efekcie sprzedawcy towarów i usług zmuszeni są do takich dramatycznych decyzji… W odpowiedzi konsumenci jeszcze bardziej ograniczają zakupy. Po co kupować dziś, jeśli jutro towar będzie jeszcze tańszy? Rezultat tego procesu to spowolnienie wzrostu gospodarczego.
To jak to w końcu jest? Inflacja dla gospodarki nie jest dobra, deflacja też. To może równowaga? Starsi Czytelnicy pamiętają takie czasy, choćby epoka gomułkowska, kiedy ceny były doskonale stabilne. Ustalało je państwo i latami nie zmieniało. Chleb kosztował osiem złotych, cukier dwanaście, oranżada zloty sześćdziesiąt… Trudno powiedzieć, by gospodarka w tym okresie znajdowała się w stanie kwitnącym! Wniosek? Chyba tylko taki, że najlepiej zostawić te ceny w spokoju. Niech je ustala tak nie lubiany przez postępowych ekonomistów wolny rynek! Wiadomo, nie jest on lekarstwem na wszystkie bolączki. Ale takiego lekarstwa po prostu nie ma! A dotychczasowe doświadczenia historyczne pokazują, że próby aplikowania ludzkości rozmaitych cudownych recept szybko prowadziły do mało optymistycznego spostrzeżenia, że właśnie stosujemy lekarstwo gorsze od choroby!
Zatem zamiast straszyć się nawzajem odkryciem kolejnego potwora, cieszmy się że ceny niskie, z radością udajmy się na rynek po tanie towary, a z deflacją będzie tak, jak z przysłowiowym katarem, co to nie leczony trwa tydzień, a leczony siedem dni… Oczywiście ekonomiści, podobnie jak lekarze, nie mogą zalecać tak prostego rozwiązania. Jeszcze byśmy pomyśleli, że są zbędni… I tak niektórzy twierdzą, że ich wpływ na gospodarkę jest mniej więcej taki, jak wpływ astronomów na ruch ciał niebieskich…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości