Wakacje, gorąco, wypoczynek, turysta, emeryt… Taki ciąg skojarzeń nie jest przypadkowy. A został wywołany przez zapowiedź kolejnej zmiany w systemie emerytalnym. Kolejnej, bo jedna, zapowiedziana w kampanii wyborczej, wciąż czeka na realizację. I można sobie teraz zadawać pytanie, która zostanie zrealizowana wcześniej? Narzuca się odpowiedź, że ta druga, bowiem polega ona na „zagospodarowaniu” reszty pieniędzy pozostałych w Otwartych Funduszach Emerytalnych po „skoku” poprzedniej ekipy. Stosunkowo łatwy pieniądz do przejęcia, więc czemu nie? Losem OFE mało kto się interesuje. Po kolejnych „modyfikacjach” rola kapitałowego filaru systemu emerytalnego stała się marginalna. I marzenia o „wakacjach pod palmami” można z całą pewnością między bajki włożyć. Oczywiście ten los był im pisany od początku. Na takie wycieczki owszem, stać emerytów, ale w krajach rozwiniętych gospodarczo, w których zarobki są na tyle wysokie, że pozwalają zaoszczędzić na odpowiednio wysokie emerytury. System kapitałowy tylko daje szansę na pomnażanie tych oszczędności poprzez inwestowanie wpłacanych do niego środków. Ale jego wydajność zależy przede wszystkim od tego, ile inwestujemy. Są to bowiem inwestycje niskiego ryzyka. A w ekonomii cudów nie ma. Z małych pieniędzy można zrobić duże, ale trzeba zaryzykować (na przykład grając w totolotka). Przyszły emeryt oczywiście tak ryzykować nie może. Zatem na milionowe zyski też liczyć nie powinien.
To tyle, jeśli chodzi o raj dla przyszłego emeryta. Po zejściu na Ziemię powstaje pytanie, o co chodzi w tej nowej grze pieniędzmi, które ludzie uzbierali w OFE w nadziei, że oszczędzają na przyszłą emeryturę? Z grubsza jest tak, że jedną czwartą państwo zabierze na Fundusz Rezerwy Demograficznej, który ma być wykorzystywany wtedy, gdy ZUS popadnie w jeszcze większe tarapaty w związku z faktem, że przybywa emerytów, a ubywa pracujących i tym samym płacących składki. Czyli z przyczyn demograficznych. A pozostałe trzy czwarte, czyli sto miliardów z kawałkiem trafią „na indywidualne konto emerytalne czyli IKE (obecnie to III, dobrowolny filar emerytalny). Mają nimi zarządzać wyspecjalizowane firmy, które będą je inwestować”. W co i z jakim skutkiem, to oczywiście czas pokaże! Czyli jest tak, że 25 procent państwo przyszłym emerytom „skasuje” już teraz (cóż, dobry interes wymaga kosztów…), a co do reszty, to na razie zajmą się nią „wyspecjalizowane firmy” (nie brak „specjalistów” na tym świecie…), a potem się zobaczy…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze