W rozkręcającej się powoli kampanii wyborczej komitety zaczynają nieśmiało prezentować swoje programy, którymi będą kusić wyborców. Nie będzie to łatwe, bo programu partii rządzącej i tak nic nie przebije.
Kogo stać, by dać więcej niż „500+” na dzieci, „500+” dla niepełnosprawnych, „300+” na wyprawkę szkolną, „888” na dodatkową emeryturę, a do tego „mieszkanie+” i jeszcze nie wiadomo co („1000” dla nauczycieli?). Kto da więcej, ten wygra wybory, a jeśli nie da, to nie wygra. Wiedzą o tym rywale, a ponieważ krytykują na potęgę socjalne programy rządzących, to siłą rzeczy nie mogą wystąpić z podobnymi. Pozostaje im albo ośmieszać albo wywoływać afery, ale to i tak na razie nie przynosi żadnego pożytku. Pozostaje więc tylko obiecywać niebo gejom i lesbijkom, no bo komu innemu można by jeszcze cokolwiek obiecać. Ale to też na nic, bo geje i lesbijki występują w naszym kraju jeszcze dosyć rzadko, stąd trudno liczyć z ich strony na jakieś szczególne poparcie. Nawet „marsze równości” się ludziom przejadły. W takim Zabrzu zjawił się na tęczowej hecy jeden uczestnik (organizator!), którego pilnowało kilkudziesięciu policjantów. Istny mózg wariata na scenie, jak mawiał zakopiański zagwazdraniec Witkacy. Świat mu się jawił jako czysty absurd, na co dowodów znalazłby i w naszych czasach sporo.
Taki choćby program wyborczy Lewicy, grupującej i frustratów z SLD, i filutów z Wiosny, którzy chcą kochać bez żadnych hamulców moralnych, i tradycyjnych socjalistów z partii Razem, przypomina raczej manifest dekadentów niż program wyborczy dla społeczeństwa, które myśli o przyszłości. Sama Lewica zachwala swój program jako bardzo przyszłościowy. Ale jaka przyszłość czeka pod rządami Lewicy na przykład wyabortowane dzieci, którym ta Lewica chce umożliwić rozwiązanie problemów egzystencjalnych już przed ukończeniem 12 tygodnia życia w łonie matki na jej osobiste żądanie? Strasznie mnie dziwi ta beztroska lewicowych filutków w ich podejściu do życia i moralności. Nawet wolność, o którą tak zabiegają, musi mieć rozsądne granice. Takiego programu raczej należałoby się wstydzić niż się z nim publicznie obnosić. Ani w tym rozumu, ani przyzwoitości. Aż strach opowiedzieć dzieciom.
Nie dziwią w tej sytuacji inne punkty programu Lewicy. Jak już puszczą w nas hamulce i zgodzimy się na życzeniowe abortowanie zawadzających nam dzieci, to trzeba jeszcze innych pozbawić sumienia, żeby nam realizację naszego szatańskiego planu umożliwili. Stąd przymusowa likwidacja wszelkich „klauzul sumienia”. Na deser zaś sztandarowy punkt programu lewicowego, czyli bezpłatne „środki antykoncepcyjne”, żeby nie tylko gzić się bez sumienia, ale jeszcze na koszt podatników, także w ramach tzw. „jednopłciowych związków partnerskich”, które pod rządami Lewicy zostaną ustanowione (po co jednak Biedroniowi w tych związkach pigułka „dzień po”?). Ten cholernie socjalny program okraszony został jeszcze likwidacją religii w szkołach, która zostanie zastąpiona przymusową edukacją seksualną, żeby biedne szkolne dziatki do tego nieetycznego programu przekonać. W mniemaniu samej Lewicy te postulaty to „nowa jakość w skali co najmniej dekady”. W moim przekonaniu, to antyspołeczny i demoralizujący program dla społeczeństwa, które nie chce się rozwijać i które nie wierzy w swoją przyszłość. W tej sytuacji inne punkty brzmią na tyle utopijnie, że nawet szkoda dla nich czasu. I tak wszyscy zapamiętają „ulgi” w dziedzinie seksu i z tym Lewicę będą kojarzyć, ale to już nie mój problem.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dlaczego tak naprawdę lewica chce aborcji i czego naprawdę chce kościół:
https://tiny.pl/t1lwp
Dlaczego tak naprawdę lewica chce aborcji i czego naprawdę chce kościół:
https://tiny.pl/t1lwp