Innym razem wybrałem się na górną Gwdę, na utworzony rok wcześniej niewielki zbiornik retencyjny powstały w wyniku uruchomienia budzącej wiele kontrowersji małej elektrowni wodnej. Wybrałem się, ponieważ zalany odcinek rzeki słynął wcześniej z łowionych w nim dużych pstrągów potokowych i lipieni. Pięć godzin bezowocnych łowów i piękny, bardzo ciepły, słoneczny majowy dzień sprawił, że zaczynałem mieć dość. I kiedy już zniechęcenie do wędkowania zaczęło przeradzać się w frustrację i coraz częściej i poważniej myślałem o powrocie, postanowiłem nieco osłodzić sobie porażkę złowieniem kilku okoni. Zmieniłem wobler na małą wiróweczkę – matowosrebrzysty „Colonel” nr 1 – i wykonując kilkunastometrowej długości rzuty, skupiłem się na penetracji niezbyt głębokiej sporej zatoki. Ryby jednak tego dnia najwyraźniej nie przejawiały najmniejszej ochoty do żerowania i trudno było nawiązać kontakt choćby ze zwykle ciekawskimi i zazwyczaj chętnymi do współpracy kilkunastocentymetrowymi okoniami. Byłem już w połowie zatoki, kiedy po kolejnym rzucie coś przytrzymało błystkę w miejscu. Sądziłem, że to zaczep, o który przy nieuważnym prowadzeniu przynęty było tu nietrudno, więc nieco poirytowany mocniej szarpnąłem wędziskiem.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze