Zanim przekroczysz bramę i wejdziesz do środka białego miasta, zatrzyma cię widok na morze rozpościerające się pomiędzy dwoma fortami: Bokar i Lovrijenac. I turyści przy ochronnej balustradzie. Czy ten tłum wpatruje się w piękny różowo-fioletowy zachód słońca? Skąd, przecież nie wszyscy „lubią poezję”. Błyski fleszy i podniecone głosy z całego świata wskazują, że to już tutaj, w błękitnej zatoce rozgrywały się sceny z „Gry o tron”.
Niewielkie lotnisko oddalone jest 19 km od miasta. Można wziąć taksówkę albo poczekać na autobus (bilet kosztuje 50 kun), który dowiezie nas do dworca. Dalej trzeba przesiąść się na inny, tańszy, zatrzymujący się przy bramie do starego miasta albo wybrać niespieszny półgodzinny spacer (miejscami pod górę, ale za to z postojami na zrobienie zdjęć klifów).
Widziana po raz pierwszy kamienna twierdza robi ogromne wrażenie. Wysokie, masywne mury skrywają wyjątkowy Stari Grad. Kierowani przez uprzejme napisy, które zapobiegają zderzaniu się wchodzących i wychodzących ze starówki, zatrzymujemy się przy fontannie Onufrego. Z kilkunastu otworów-masek leci woda pitna. Chłodzi twarz, a zabrana do butelki pomoże w dalszej wędrówce. Fontanna powstała w XV wieku na zakończenie budowy wodociągu, który dostarczał miastu wodę z rzeki Dubrovački. Jeżeli umyjemy ręce pod wszystkimi szesnastoma kranami idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara, spełni się nasze życzenie (nie sprawdzałyśmy). Pod stopami ciągle biały, wyślizgany kamień. Temperatura 35 stopni w cieniu. Dobrze, że nie pada, bo strach pomyśleć, co mogłaby sobie złamać para w japonkach. Ludzi ciągle przybywa.
Nawet nie znając dobrze ani bohaterów serialu ani opowieści George’a R.R. Martina „Pieśń lodu i ognia”, na której oparto scenariusz, nie możesz nie dzielić tej wielkiej eksytacji. Wyłaniające się z każdego zakrętu sklepiki z oficjalnymi pamiątkami z „GoT” (kubki, koszulki, magnesy) i ludzie fotografujący się na schodach „do Wielkiego Septu Baelora”, na schodach, gdzie zbierały się „Wróble”, na schodach „Czerwonej Twierdzy” (175 na szczyt) nie dadzą ci zapomnieć, że chodzisz po filmowym planie.
Dubrownickie uliczki zwróciły uwagę już w „Gwiezdnych wojnach”, ale to nic w porównaniu z „Grą o tron”. Mający kilka sezonów serial podbił ogromną widownię na całym świecie. I wydaje się, że właśnie najechała miasto, tropiąc ślady swoich ulubionych postaci. Smoków (oprócz tych na sprzedawanych gadżetach) nie widać, zaszyły się bliżej Makarskiej, ale można usiąść na replice żelaznego tronu i zrobić sobie zdjęcie (naturalnie za opłatą). Nawet historyk, właściciel niedawno otwartego hostelu, w którym nocujemy, okazał się statystą. Jeffrey wystąpił w trzech sezonach i, jak sam żartuje, wspiął się w hierarchii bohaterów od wieśniaka poprzez kupca, aż do stanu szlacheckiego. Na tablicy korkowej przy recepcji wiszą zdjęcia z planu. Jest miecz i zaproszenie na spacer, podczas którego nie tylko pokazuje fanom miejsca, gdzie kręcono poszczególne sceny, ale również opowiada o historii miasta. Do Dubrownika trafił z Nowego Jorku, kupił jedną z wysokich kamienic na Starym Mieście. Zapłacił za dużo, ale za to teraz może cieszyć się domem o blisko 600-letniej historii i wspaniałym widokiem z ostatniego piętra.
Jak trafił do obsady „GoT”?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze