Reklama

Dokąd prowadzisz, Kościele? [FELIETON]

22/05/2019 13:24

Można mieć wiele pretensji do filmu Tomasza Sekielskiego. Że nie chodzi w nim tylko o dobro dzieci, bo gdyby chodziło, to twórcy oraz wspierające ich środowiska z równą determinacją robiliby wszystko, by uderzyć w inne czynniki, które niszczą nasze dzieci, jak łatwo dostępna pornografia, czy natrętna propaganda homoseksualna, która wykrzywia wyobrażenie dzieci o rodzinie, płciowości, sensie małżeństwa i rodziny. Dalej, że nie chodzi w filmie o bezinteresowne dążenie do oczyszczenia Kościoła, że raczej powstał z wyrachowania i na polityczne zamówienie przeciwników obecnej władzy sprzymierzonej z Kościołem, aby uderzyć w tę władzę, uderzając w Kościół. Przemawia za tym przede wszystkim termin i forma jego publicznej prezentacji w Internecie. Można filmowi stawiać zarzut, że urąga pewnym zasadom obowiązującym w filmowej dokumentalistyce, pomija pewne fakty, jak to, że trzech z pięciu bohaterów współpracowało z SB i nie docieka, jaki to mogło mieć wpływ na ich postępowanie, a tym samym zwalnia ze współodpowiedzialności za krzywdę dzieci organy państwa. Dalej, że nie operując datami, pozostawia wątpliwości, kiedy zaistniało ukazane zło, zaciemniając widzenie problemu we właściwych proporcjach – dawniej i dziś.
I że wreszcie urąga zasadom praworządności obowiązującym w demokratycznym państwie prawa, takim jak zasada domniemania niewinności, prawo oskarżonych do obrony i ochrony danych osobowych, w tym danych wrażliwych w myśl ustawy o RODO, nie uwzględnia kwestii przedawnienia przestępstw, nie tłumaczy, dlaczego ofiary po osiągnięciu pełnoletności nie zawiadamiały organów ścigania. Razi też tendencyjnym kierowaniem uwagi na osobę Jana Pawła II, sugerując jego współwinę za zaistniałe zło, bez wskazania dowodów w tym zakresie. Jednak wszystkie te uchybienia nie zmienią faktu, że mamy do czynienia z obrazem demaskującym rzeczywiste i wyjątkowo perfidne zło popełnione przez dwie kategorie ludzi w Kościele – słabych, niedojrzałych i zdemoralizowanych duchownych, którzy dopuścili się przemocy seksualnej wobec nieletnich, stosując wobec nich mechanizm zastraszania i szantażu. Wskazuje też drugą kategorię odpowiedzialnych, biskupów, którzy – z pełną lub częściową wiedzą, tego nie wiemy – kryli przestępców, lekceważyli powagę problemu, tuszowali zło – przynajmniej do pewnego momentu.
W szystko to, co zostało ujawnione, uczciwie czy nie, stawia zasadnicze pytania o nasz Kościół, o dalsze losy naszej wspólnoty kościelnej, rozumianej jako wspólnota wiernych i duchownych. Podkopany został autorytet duchownych, naszych pasterzy, tych, których mamy za przewodników na drogach wiary i moralności. Grzechy może nawet nielicznych upadłych księży kładą się cieniem na wszystkich. Zaniedbania może nawet nielicznych hierarchów podkopują wiarygodność wszystkich. Czy mogą i dokąd mogą poprowadzić naród słabi, niedojrzali, zdemoralizowani księża? Czy zadają sobie dziś takie pytanie? Czy zadają sobie takie pytanie biskupi, którzy stracili nasze – wiernych – zaufanie? Czy wiedzą, że stracili to zaufanie? I co zamierzają z tym zrobić? Padły słowa przeprosin pod adresem ofiar, nie padły, jak dotąd, słowa przeprosin pod adresem zawiedzionych, oszukanych wierzących. To nie wróży dobrze na przyszłość. Czy istnieje w polskim Kościele gotowość do oczyszczenia przez prawdziwy rachunek sumienia, pokutę i zadośćuczynienie? I kto tym procesem byłby zdolny pokierować, bo chyba nie ci, którzy zawiedli?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości