Okoliczności wymuszają kontynuację tematów, które ostatnio wypełniają to miejsce w Tygodniku. Doszło bowiem do, jak mówią specjaliści, naruszenia przestrzeni powietrznej Polski poprzez wtargnięcie kilkanastu (pada tu liczba dziewiętnaście, choć do tej pory znaleziono szczątki szesnastu) rosyjskich (?) dronów.
Znak zapytania stąd, że rosyjskie media twierdzą, iż to Ukraina skierowała nad Polskę te drony przy pomocy środków walki elektronicznej. Taka prowokacja w celu wciągnięcia NATO do wojny…
„Jak tam było, tak tam było”, istotna jest reakcja wojsk obrony powietrznej oraz polityków w kraju i za granicą. Zatem garść faktów. Według informacji ministra obrony narodowej „polskie i sojusznicze systemy radiolokacyjne śledziły kilkanaście obiektów, które naruszyły przestrzeń powietrzną”. „Te drony, które stanowiły bezpośrednie zagrożenie, zostały zestrzelone” – to wypowiedź premiera.
Rzecznik rządu poinformował, że na wniosek Polski odbyły się konsultacje w ramach art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego. W rezultacie sojusznicy wyrazili solidarność z Polską i potępili działania Rosji – oświadczył sekretarz generalny NATO Mark Rutte. Klasyka! I na koniec nasz najważniejszy sojusznik. Na pytanie amerykańskiej dziennikarki o rosyjskie drony nad Polską prezydent Trump nie odpowiedział. Zamieścił natomiast wpisy w mediach społecznościowych. „O co chodzi z naruszaniem przez Rosję przestrzeni powietrznej Polski? Zaczyna się” i drugi:” To mógł być błąd. Ale niezależnie od tego, nie jestem zadowolony z czegokolwiek związanego z tą sytuacją”. Odbyła się też rozmowa telefoniczna prezydentów USA i Polski. „To była dobra rozmowa, stosunkowo długa” i „Dzisiejsze rozmowy potwierdziły jedność sojuszniczą”. Tyle mniej więcej wiemy…
To fakty, czas na komentarz. Z dziewiętnastu (?) obiektów, które wtargnęły na polskie terytorium zestrzelono trzy, które według premiera stanowiły bezpośrednie zagrożenie. To znaczy, że dron, który zniszczył dom w Wyrykach, takiego zagrożenia nie stanowił? Trochę naciągane to wyjaśnienie, ale zrozumiałe jest, że trzy zestrzelone obiekty na dziewiętnaście (około 15 procent) to skuteczność, którą trudno się chwalić. Jeśli na dodatek uwzględnimy fakt, że do tej operacji użyto myśliwców najnowszej generacji (holenderskie F-35), to mamy czarno na białym wykazane, że system obrony przeciwdronowej w naszym pięknym kraju nie istnieje. Oczywiście to żadne odkrycie, ale nic tak nie działa na wyobraźnię jak liczby. Piętnaście procent w tym wypadku to mizeria…
I na koniec pytanie. Wobec obrazu naszych zdolności obronnych, którego fragment ujrzeliśmy przy okazji omawianego incydentu, kluczowe. Zadałem je tydzień temu. Czy „USA będą broniły Polski”, jeśli oznaczałoby to bezpośrednią konfrontację z „drugą armią świata”? Odpowiedź na dziś: pomidor...
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze