Wywiad z dr Wojciechem Wasilewskim – ekspertem ds. bezpieczeństwa, wykładowcą akademickim, autorem wielu publikacji z zakresu bezpieczeństwa oraz oficerem 6 Mazowieckiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej
Sytuacja w Ukrainie wywołała wiele konsekwencji dotyczących każdego z nas oraz państwa jako organizacji. Obnażyła to, że nasze poczucie bezpieczeństwa jest zachwiane, a jego zagwarantowanie może być trudne. Co jeszcze pokazała nam ta wojna?
Sytuacja w Ukrainie pokazała nam wiele obszarów, w których powinniśmy podjąć jakieś działania. Wojna przede wszystkim uświadomiła nam, że nie żyjemy w czasach bezpiecznych. Nasze środowisko bezpieczeństwa jest zmienne, a zmiany te są bardzo dynamiczne. Wydarzenia z ostatnich lat: kryzys uchodźczy, pandemia, gwałtowne zjawiska meteorologiczne czy obecny konflikt zbrojny o skali, której przecież nikt się nie spodziewał uzmysłowiły nam, że powinniśmy cały czas podejmować adekwatne działania w obszarze bezpieczeństwa. Mogą mieć one różnych adresatów, charakter i skalę. Mogą dotyczyć wielu różnych rodzajów bezpieczeństwa: publicznego, powszechnego, ekonomicznego, militarnego czy ekologicznego.
Sytuacja w Ukrainie pokazała, że nie jesteśmy wolni od tego, o czym zapomnieliśmy jakiś czas temu - o wojnie. O konfliktach w Iraku, Afganistanie czy wcześniej na Bałkanach, słyszeliśmy jedynie z doniesień medialnych. Teraz okazało się, że dosłownie kilkaset kilometrów od Płocka mamy regularną wojnę i wszystko to, co ona z sobą niesie. Giną tam ludzie, miasta są niszczone, kobiety są gwałcone, panuje głód, a ludzie masowo opuszczają swoje domy i miejscowości. To przypomina zdjęcia czy filmy z czasów II wojny światowej. Konflikt na tak dużą skalę i o tak dużym potencjale agresji jest czymś niespotykanym w Europie na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Ta sytuacja rodzi wiele pytań o nasze bezpieczeństwo, bo uświadomiła wszystkim w sposób bardzo dobitny, że wojna jest czymś realnym i namacalnym, a nie jedynie reliktem przeszłości.
Chyba każdy z nas w związku z konfliktem na Ukrainie zadał sobie pytanie, czy nasze państwo jest przygotowane na taką sytuację? I czy my, jako obywatele, wiemy, co robić, gdyby doszło do zagrożenia bezpieczeństwa w naszym miejscu zamieszkania?
Jeżeli chodzi o przygotowanie ludności do różnego rodzaju zagrożeń, nie tylko tych ekstremalnych jak wojna, to moje obserwacje wskazują, że nie do końca jesteśmy na to gotowi. Lata życia w przekonaniu, że jesteśmy bezpieczni sprawiły, że zapomnieliśmy o zupełnie podstawowych rzeczach takich jak np. to, żeby mieć w domu zapas wody, alternatywne źródło światła i ciepła, żywność czy apteczkę. Nie myślimy o tym, że w naszym domu może zabraknąć prądu. A kiedy taka sytuacja się zdarza i trwa kilka dni to np. po trzech dniach okazuje się, że potrzebujemy agregatu prądotwórczego i pędzimy do sklepu, żeby go kupić. A tam też może go nie być, bo gdy sytuacja dotyka większej ilości osób to wszyscy wpadają na taki sam pomysł. Takie sytuacje miały miejsce w naszym regionie po przejściu zeszłorocznych wichur. Podobnie reagowaliśmy, kiedy pojawił się covid-19 czy newsy o wojnie w Ukrainie. Brak towarów w sklepach, kolejki na stacjach paliw czy do bankomatów. Widzieliśmy to na własne oczy. Powiedziałbym nawet, że w obydwu momentach u wielu osób pojawiła się panika. Zdaję sobie sprawę, że nie są to sytuacje, które wprost zagrażają naszemu życiu, ale zdecydowanie obniżają poczucie bezpieczeństwa (tak niezbędnego przecież) i komfortu życia. Zatem, jak widać większość z nas kompletnie nie jest przygotowanych na takie sytuacje, co pociąga za sobą konsekwencje w postaci lęku, strachu, obaw, a w niektórych przypadkach nawet paniki.
(...)
Eliza Kinalska

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze