Do redakcji przyszedł list. Zwykle ludzie proszą o pomoc w ich własnych sprawach, ale tym razem nasz czytelnik poprosił o interwencję w sprawie osób pracujących w kioskach Ruchu. W sklepach, marketach właściciele dbają o swoich pracowników, ale co ma zrobić kioskarka, którą od klientów nie dzieli żadna bariera?
Czytelnik poprosił o interwencję w sprawie osób pracujących w kioskach Ruchu. – Sprawa dotyczy mojej znajomej, pracującej w kiosku na Podolszycach. Widzę, że nie została ona wyposażona w żadne środki dezynfekcyjne ani nawet gumowe rękawiczki. Pracuje po kilkanaście godzin bez możliwości umycia rąk czy wyjścia do łazienki. W obecnej sytuacji zarówno ta kobieta, także ja, jako osoba korzystająca z usług kiosków, martwimy się o zakażenie koronawirusem przy tak ewidentnym braku podstawowych środków ostrożności. Sprawa była zgłaszana do sanepidu i inspekcji pracy, ale jedni odsyłają do drugich – donosi.
Odwiedziliśmy panią, która od wielu lat pracuje w kiosku Ruchu na osiedlu Podolszyce. Nasza rozmowa miała zupełnie inny przebieg niż się spodziewałam. Oczekiwałam potwierdzenia braku dbałości o pracownika, a tymczasem usłyszałam, że największy problem jest z niektórymi klientami.
Rozmowa zaczęła się od stwierdzenia, że niewiele się zmieniło w pracy kiosku Ruchu od czasu wybuchu epidemii. – Problem nie jest w tym, że firma nas nie wyposażyła w środki dezynfekujące. Jestem uczuleniowcem i mogę korzystać tylko z tych płynów dezynfekujących, które sama przyniosłam. Większym problemem jest zachowanie niektórych klientów, traktujących mnie jak trędowatą – tłumaczy.
Klientów jest mniej, bo ludzie praktycznie nie wychodzą z domów. To widać doskonale po wynikach sprzedaży, ale widać też jak bardzo zmienili swoje zachowanie.
– Boją się, wszyscy się boją, ja też, ale to nie uprawnia mnie do niegrzecznego zachowania się. Podaję klientom gazety, paczki, które u mnie są do odebrania. Najgorzej jest, jak ktoś chce płacić za kupione artykuły. Jestem pouczana, że nie mogę się dotykać do klienta, żebym położyła resztę, a oni sami sobie wezmą. Nieważne, że też płacą gotówką, moja jest na pewno zakażona, a ich zupełnie czyste. Jedna pani wczoraj, moja stała klientka, z drugiego końca ulicy krzyczała do mnie, co mam zrobić. Ja wiem, że każdy się boi, ale momentami to się robi śmieszne – dodaje.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie. W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.
tekst i fot. Jola Marciniak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To niech nie kupują, skoro się boją. Litości, ludzie nie dajcie sie zwariowac. Nie rozumiem , skoro tez Pani jest uczulona na płyny to rękawice chyba może nosić i psiukac w celu dezynfekcji rękawice.
Raz miałam okazję odebrać tam paczkę, i nigdy więcej... ta Pani do uprzejmych raczej nie należy...
To niech nie kupują, skoro się boją. Litości, ludzie nie dajcie sie zwariowac. Nie rozumiem , skoro tez Pani jest uczulona na płyny to rękawice chyba może nosić i psiukac w celu dezynfekcji rękawice.
Raz miałam okazję odebrać tam paczkę, i nigdy więcej... ta Pani do uprzejmych raczej nie należy...