Konsekwencje przyjęcia mandatu karnego
Każdy, kto kiedykolwiek był uczestnikiem zdarzenia drogowego, doskonale wie, że ilu jest świadków, tyle wersji wydarzenia. Wydaje się, że jest łatwiej, gdy w okolicy działa monitoring, zwykle jednak okazuje się, że kamera akurat w tym momencie była skierowana w drugą stronę lub obraz jest pod takim kątem, że trudno o wyciągnięcie jednoznacznych wniosków.
Bywa też tak, że zdarzenie drogowe ma miejsce na małej, wiejskiej drodze, jest jeden świadek albo nie ma żadnego, a wszelkie ślady z powodu choćby pogody zostały zatarte. Jeśli do tego powołany przez sąd biegły nie jest w stanie jednoznacznie określić, kto jest sprawcą, a kto poszkodowanym, to orzeczenie sądu jest nieprzewidziane.
Czasem jednak wszystko jest jasne, sprawca przyznaje się do winy, opinia biegłego jest jednoznaczna, a sprawa ciągnie się przez wiele lat. W końcu sąd stwierdza, że umarza postępowanie, a wznowi je tylko wtedy, gdy pojawią się nowe dowody.
Właśnie takie zdarzenie z udziałem trzech samochodów miało miejsce 22 października 2013 roku w Rogozinie. Ulicą Wiejską jechał wolno volkswagen golf, za nim toyota, a w pewnym momencie ze sporą prędkością wpadło na nią bmw. Golf zatrzymał się sygnalizując skręt w lewo, a zza toyoty wynurzyło się bmw, którego kierowca nie zdążył wykonać odpowiedniego manewru, by ominąć volkswagena i uderzył w jego tył.
[sociallocker id=121491]Za kierownicą bmw siedział młody, 18-letni chłopak, niemający uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych, który podczas przesłuchania przeprowadzonego 31 maja 2015 roku przyznał się do winy. Powiedział: „Uderzyłem w tył jadącego przede mną samochodu (…) Zdarzenie to działo się na jezdni na prawym pasie ruchu” – czytamy w protokole z przesłuchania.
Przesłuchanie z 31 maja było pierwszym po wydarzeniu w październiku 2013 roku. Wcześniej policja nie rozmawiała z prowadzącym bmw, nie spisała także zeznań kobiety kierującej toyotą. Z dokumentów wynika, że od razu uznano za winnego kierowcę golfa, który zdaniem policjantów przybyłych na miejsce zdarzenia dokonał nieprawidłowego manewru.
Mandat za spowodowanie wypadku
Pan D. zszokowany tym, co go spotkało na ul. Wiejskiej, od razu po zdarzeniu przyjął od policjantów mandat karny, w którym napisano, że został nałożony za spowodowanie kolizji drogowej. Zdaniem funkcjonariuszy było to przyznanie się do winy, co skutkowało brakiem konieczności przesłuchania pozostałych uczestników zdarzenia.
Państwo D. od tamtej pory walczą o swoje prawa, odbyło się 11 posiedzeń sądu, ale przewodniczący składu nie uznał ich racji. Nie wziął pod uwagę, że w pojeździe siedziała synowa pana D., która w wyniku wypadku doznała obrażeń skutkujących niezdolnością do pracy powyżej 7 dni. Nie wezwał na posiedzenie świadka, kierującej toyotą, która widziała dokładnie całe zdarzenie. A ponieważ sprawa ciągnie się już cztery lata, ciężko dojść do prawdy i odtworzyć wydarzenia tamtego poranka.
Państwo D. dziwią się, że sąd nie bierze pod uwagę wykonanej 27 czerwca 2014 roku ekspertyzy kryminalistycznej z zakresu badań wypadków i kolizji drogowych, w której jasno napisano: „Przeprowadzona analiza przedmiotowa kolizji drogowej pozwala na stwierdzenie, że sposób jazdy kierowcy samochodu osobowego BMW, tj. podjęcie manewru wyprzedzania samochodów poprzedzających był nieprawidłowy i stanowił naruszenie dyrektyw wynikających z art. 19, 24 i 30 p. r. d. Kierowca BMW stworzył stan zagrożenia w ruchu drogowym dla innych jego uczestników. Stanowiło to przyczynę zaistnienia przedmiotowej kolizji drogowej i powstania jej skutków”.
Ale taka ekspertyza nie stanowiła dowodu dla sądu, który nie potrzebował również przesłuchać bezpośredniego świadka zdarzenia. Na wniosek pana D. sąd przyjrzał się działaniom na miejscu zdarzenia komendanta posterunku i jego pracowników, ale nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. Umorzył postępowanie i zdecydował, że może je wznowić tylko wtedy, gdy pojawią się nowe dowody.
Zgodnie z prawem?
Państwo D. nie zamierzają składać broni, chcą sprawiedliwości. Napisali skargę do prezesa Sądu Rejonowego w Płocku, punktując wszelkie ich zdaniem popełnione błędy. Z podpisanej przez sędzię Małgorzatę Ostrowską odpowiedzi wynika, że w tej sprawie wszystko toczyło się zgodnie z prawem.
Każdy obywatel, który musi stanąć twarzą w twarz z wymiarem sprawiedliwości, rozpatrując nieścisłości, bierze wszystko „na rozum” lub „zdrowy rozsądek”, wskazujący na jego rację. Tymczasem przepisy prawa są jednoznaczne. Mówiąc prosto, „jeśli coś się zdarzyło, to musi być konsekwencja czynu”. Jeśli pan D. przyjął nałożony mandat, to oznacza, że popełnił wykroczenie i sąd nie będzie się zajmował tym, czy mandat został nałożony słusznie, czy nie.
„Przyjmując mandat karny, ukarany godzi się na szybkie zakończenie sprawy i łagodne z zasady potraktowanie w zakresie sankcji, jednocześnie pozbawiając się możliwości miarkowania jego winy w takiej sprawie, możliwości uwzględnienia przyczynienia się drugiego uczestnika kolizji, a także pozbawia się możliwości zabezpieczenia istotnych dowodów w sprawie. Te okoliczności skutkują tym, że uchylenie mandatu karnego może nastąpić w wyjątkowych okolicznościach” – czytamy w odpowiedzi prezes sądu rejonowego.
Państwo D. po raz pierwszy w życiu uczestniczyli w zdarzeniu drogowym, nigdy wcześniej nawet nie byli świadkami wypadku drogowego. Kierowca golfa po tym, jak bmw wjechało w tył jego samochodu, jak można się spodziewać, był w szoku i nie myśląc przyjął mandat. Nawet mu do głowy nie przyszło, że w ten sposób pozbawia się możliwości obrony, całkowicie uniewinniając kierowcę bmw, który nawet nie miał prawa jazdy, a także przyznał się do winy.
Po czterech latach walki okazuje się, że przyjęcie mandatu jest podstawą do umorzenia postępowania przeciwko młodemu kierowcy. Owszem, sprawę można ponownie rozpatrzyć ale tylko wtedy, gdy pojawią się nowe dowody. A tych na pewno nie uda się zdobyć bez pomocy profesjonalistów.
Jaki wniosek z tej sprawy?
Pan D. nie przyjmie teraz mandatu, a każdy dokument, który otrzyma od policjanta do podpisania, obejrzy dziesięć razy. Być może poprosi nawet o opinię adwokata.
Po czterech latach walki w sądzie o sprawiedliwość, po 11 rozprawach, których przedmiotem było – wydawałoby się – niegroźne zdarzenie na jednej z wiejskich ulic, po setkach zapisanych kartek papieru, opinii, ekspertyz, wniosków do sądu, skarg i uzasadnień, sprawa stoi w miejscu, i pewnie tak pozostanie. Jola Marciniak[/sociallocker]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze