Reklama

Czekam z utęsknieniem na spotkanie z widzami. Rozmowa z aktorką Sylwią Krawiec

20/05/2020 08:15

Wyobrażam sobie taką scenę: świeżo upieczona dyplomantka Studium Aktorskiego przy Teatrze Jaracza w Olsztynie jeszcze nie zdążyła powysyłać cv do teatrów, gdy zjawia się dyrektor – reżyser z Płocka i proponuje główną rolę w sztuce Szekspira.

Miałam niesamowite szczęście, że na moje spektakle dyplomowe do Olsztyna przyjechał pan Marek Mokrowiecki. Niedługo po pokazach otrzymałam telefon z zaproszeniem na próby. Okazało się, że dyrektor widział mnie w roli Matki w „Pelikanie” Strindberga w reżyserii Andrzeja Majczaka i dostrzegł we mnie złośnicę. Przyjechałam na rozmowę nie wiedząc nawet do jakiego spektaklu jestem zaangażowana. Szybko się nauczyłam, że dyrektor płockiego teatru kocha utrzymywać takie informacje w tajemnicy. Dosłownie cztery dni przed próbami dowiedziałam się, że chodzi o rolę Katarzyny w „Poskromieniu złośnicy”. Nawet przez chwilę się nie wahałam. W tę gościnną rolę włożyłam ogrom serca i pokory, a za to czekała mnie najpiękniejsza nagroda – wymarzony etat w teatrze. Marek Mokrowiecki dał mi również niezwykłą możliwość rozwoju w różnych kierunkach dramatycznych. Za to będę mu już zawsze niezwykle wdzięczna.
Rzadko się zdarza tak udany, zagrany i wytańczony debiut. Nie dała się pani poskromić?
Dziękuję bardzo za miłe słowa. Katarzyna była niewątpliwie wyróżnieniem, ale także ogromnym wyzwaniem. Cieszę się, że nie tylko moja rola została doceniona przez widzów i jury na festiwalach, ale także cały spektakl oraz reżyseria. Owszem było to zadanie wbrew moim warunkom, ale takie role są właśnie najciekawsze. Jestem delikatniejsza od Katarzyny, mniej konfliktowa i agresywna, więc musiałam się od niej tego nauczyć. Ja za to dałam jej sporo mojej dojrzałości, uporu oraz siły. Ta wybuchowa mieszkanka spowodowała, że Katarzyna ostatecznie nie dała się poskromić, pokazując tym samym, że kobiety mają prawo do własnego głosu.
Lejtmotivem spektaklu jest tango. Jego pulsujący rytm dynamizuje akcję przedstawienia, a główna bohaterka świetnie się w tym czuje.
Dzięki choreografce Katarzynie Małachowskiej i scenografowi Krzysztofowi Małachowskiemu powstał pomysł, aby Złośnica poruszała się w rytmie tanga, aby swój bunt i niezgodę na przedmiotowe traktowanie wyrażała tańcem. Zakochałam się w tym pomyśle podobnie jak większość zespołu i wkrótce taniec wypełnił prawie cały spektakl. Nawet ślubny Mendelssohn był poprowadzony w rytmie tanga. Nic mnie tak nie uspokaja i nie daje tyle radości co taniec. Praktykowałam taniec współczesny, tańce latynoamerykańskie, które skradły w pełni moje serce, zasmakowałam tańca brzucha i stepowania. Intuicyjnie najpierw szukam roli w ciele i emocjach, potem dopiero w głowie i słowach.
Podbiła pani płocką publiczność nie tylko rolą Katarzyny – również już jako  aktorka etatowa – fryzjerki Barbary w „Szalonych nożyczkach”. W 2018 przyszło wyróżnienie w postaci przyznawanej przez Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru Srebrnej Maski. Co jest pani bliższe? Komedia czy dramat?
Jestem bardzo otwarta na różnorodne formy i każdą traktuję jak nową przygodę. Uwielbiam grać w  mądrych komediach ze zwartymi błyskotliwymi dialogami takimi jak „Prawda” F. Zellera czy „Berek, czyli upiór w moherze” M. Szczygielskiego. Postacie dramatyczne niosą odmienny ładunek emocjonalny bez względu na to czy jest to szekspirowska Katarzyna, czy Daisy z „Nosorożca”. Darzę sympatią również farsy, które wymagają jeszcze innych środków wyrazu. Do dzisiaj z sentymentem wspominam na przykład spektakl „Nic nie gra” wyreżyserowany przez Stefana Friedmanna. Czekam aż wrócimy do „Hotelu Westminster” w reżyserii Jerzego Bończaka. Każda forma uczy aktora czegoś nowego i jest wyzwaniem.
… dodajmy jeszcze „Pchłę Szachrajkę“, „Kopciuszka“, „Królewnę Śnieżkę”, Mary z „Tajemniczego ogrodu” – spektakle dla młodszej widowni. Teraz online doszły bajki.
Uwielbiam grać dla dzieci! I wszystkie swoje bajkowe bohaterki niezwykle lubię – od Colombiny w „Pinokiu” po Mary z „Tajemniczego ogrodu”, ale przyznam szczerze, że „Pchła Szachrajka” w reżyserii Cezarego Żołyńskiego skradła moje serce w pełni. Podczas grania tej niezwykle wdzięcznej postaci literackiej sama czuję się jak dziecko. Najmłodsza widownia jest bardzo wymagająca i niezwykle ujmująca w reakcjach.  Gdy jestem Śnieżką, prawie zawsze podczas próbowania jabłka dzieci krzyczą, że nie powinnam go jeść. Jak więc nie kochać takiej widowni? Dlatego w trakcie pandemii z przyjemnością czytamy na youtube nowatorskie bajki Weroniki Jóźwiak. Zachęcam szczególnie do wysłuchania „Bajki o dzielnej krawcowej”, opowieści dedykowanej Walecznej Zosi.
W pani biografii teatralnej znalazłam informację o gościnnym występie na rosyjskiej scenie w spektaklu „Wiara“ w reżyserii Andrieja Szymko w Szkole Rosyjskiej Dramy w Sankt Petersburgu.


Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie.  W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości