Tytuł nie jest przenośnią. Przeżywamy moment działań wojennych na obszarze całego kraju. I to na dwóch frontach, jak w trzydziestym dziewiątym. Wojnę oficjalnie wypowiedziały panie działające pod szyldem Strajku Kobiet. I toczy się wojna niewypowiedziana, z niewidzialnym wrogiem. A ponieważ jest niewidzialny, to nie wszyscy wierzą, że w ogóle istnieje… Życzę Szanownym Czytelnikom, wierzącym i niedowiarkom, by nie dane im było przeżyć tak dramatycznego doświadczenia, jak śmierć najbliższych w szpitalu na wiadomym oddziale. Zapewniam, że wiem o czym mówię! Pan premier właśnie obwieścił, że wygraliśmy bitwę! Oby się tym razem nie mylił (dla przypomnienia – kiedyś już ogłaszał, że wygraliśmy wojnę!).
W drugim przypadku mamy do czynienia z wojną pozycyjną (miał być chyba blitzkrieg, ale nie wyszło…). Jak w pierwszej wojnie światowej strony okopały się na swoich pozycjach i ostrzeliwują szańce przeciwnika od czasu do czasu. Przy czym coraz więcej oznak wskazuje raczej na „dziwną wojnę” (zainteresowanych historią wojskowości odsyłam do Wikipedii).
Niejako przy okazji rozwija się ofensywa na froncie otwartym przez protesty przeciwko wiadomemu orzeczeniu – brudów w Kościele. To już konflikt o zasięgu światowym. Trzecia wojna? Jeśli wybuchnie, to znów początek będzie w naszym pięknym kraju. Przyczyna jest oczywista – rola jaką odgrywał przez ponad ćwierć wieku polski papież. W tak długim czasie musiało się nazbierać wiele zjawisk dobrych i złych. I naturalna rzeczą jest, że po okresie budowy pomników przychodzi czas ich burzenia, a co najmniej oblewania farbą. Wychodzą na jaw historie, które w tak ogromnej instytucji musiały się pojawić (sutanna nie czyni z ludzi aniołów). Można ją zatrzymać? Nie, taka jest natura lawiny. Niemniej jednak po jej przejściu i zebraniu mniejszej lub większej liczby ofiar góry stoją tak jak stały…
A ludzie nie stają się mądrzejsi i nadal popełniają te same błędy, nadal lekceważą ostrzeżenia. Nawet z najbardziej miarodajnych źródeł. „Ratzinger przegrał ze zmową milczenia, której przewodził Jan Paweł II” – to jeden z tygodników. „Sprawa jest jasna. Jan Paweł II, mając przed oczyma dokumenty, które przyniósł mu najbliższy współpracownik, najpotężniejszy w Watykanie kardynał, nie zareagował na nie”. Jeśli to prawda, to nie sposób nie zauważyć, że ów najpotężniejszy w Watykanie kardynał też został później papieżem. I co? Jakiś wielki przełom nastąpił? Wypalono zło gorącym żelazem? Władza papieża jest teoretycznie nieograniczona. Teoretycznie! Jak to zrobić w praktyce, kiedy się zarządza instytucją obejmującą ponad miliard ludzi? Nie wiem, ale trzeba…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze