Wróbelki ćwierkają, trawy się zielenią, a ogrodnicy, którzy dysponują ogrzewanymi szklarniami, właśnie rozpoczynają „wiosenne żniwa”. Pomimo prowadzonej od wielu lat kampanii antyazotanowej ciągle znajdują na swoje towary licznych nabywców. Nadzwyczaj trudno oprzeć się pokusie ubogacenia naszych posiłków w jaskrawozielone listki sałaty czy też w czerwone rzodkiewki. Jednakże, całą radość z jedzenia tych „zwiastunów wiosny” niezmiennie psują informacje o nagromadzonych w nich związkach azotowych. A przecież zgodnie z polskim Kodeksem Dobrej Praktyki Rolniczej sporządzonym przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwo Środowiska w uprawie roślin przyjęto zasadę, że zabiegów uprawowych powinno się stosować „tak dużo, jak to jest konieczne, a zarazem tak mało, jak to jest możliwe”. Zatem mając takie wytyczne, ogrodnicy szklarniowi powinni wiedzieć, jak postępować, abyśmy mogli ze spokojem kupować nowalijki. My zaś powyższą zasadę powinniśmy stosować również do ilości spożywanych wiosennych warzyw. Wówczas z całą pewnością nam nie zaszkodzą.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze