Reklama

Czarnogórska pogoń za Kurkiem

17/10/2012 08:19
Czarnogórę w kontekście wyjazdów turystycznych przywykło się uważać za uboższą siostrę Chorwacji. Wielu pewnie chciałoby tam pojechać na wymarzone wakacje, ale albo droga daleka, albo adresy niesprawdzone... W efekcie wybieramy Chorwację, którą nasi znajomi już sprawdzili i wystawili jej pozytywną i oczywiście zasłużoną opinię. Tymczasem warto zaryzykować, warto być pierwszym wśród znajomych, by abstrahując od kwestii niewątpliwego uroku tego młodego kraju, po prostu zaoszczędzić!
Kiedy logicznie zastanowić się nad powodami rozpadu Serbii i Czarnogóry, to nasuwa się wniosek, że Czarnogórcy innego wyjścia po prostu nie mieli. W samej Serbii bezrobocie sięga 25%, z kolei Chorwacja kwitnie po otwarciu się na zachodnich turystów. Mądrzy ludzie, których w Czarnogórze zapewne nie brakuje, szybko doszli do wniosku, że chorwacki przykład jest dla nich najlepszy. Wybrzeże tak samo piękne, mieszkańcy bardziej życzliwi dla turystów, trzeba zatem tych ostatnich jak najszybciej przyciągnąć do swojego kraju. Jak? Infrastrukturą się na razie nie da, bo ta u chorwackiego sąsiada jest dużo lepsza. Zatem po pierwsze dużo niższymi cenami, po drugie polityką walutową. Czarnogóra nie ma własnej waluty – ona sobie pieniądze po prostu kupiła. Wybrała euro, nie patrząc na protesty unijnych urzędników i wychodząc z założenia, że zachodnim turystom będzie po prostu łatwiej. Zamiast wymieniać kuny w Chorwacji, można płacić euro w Czarnogórze. Prawda, że proste? Polityka ta zaczyna powoli przynosić rezultaty. Wprawdzie w dalszym ciągu najbardziej popularnym językiem jest rosyjski, a turystami mieszkańcy byłego ZSRR, ale widać coraz więcej Austriaków, szczególnie emerytów, którzy wybierają tańsze hotele czarnogórskie zamiast chorwackich.
Jak dojechać
Planując podróż do Czarnogóry, najlepiej wybrać stosunkowo długą kilometrowo, ale za to najszybszą trasę przez czeskie Ostrawę i Brno, austriackie Wiedeń i Graz, słoweński Maribor oraz praktycznie całą Chorwację autostradą A1, z noclegiem po drodze w pensjonacie Gec w Zapresicu koło Zagrzebia bądź w hotelu Oekotel w austriackim Kalsdorfie. Ten pierwszy jest absolutnie godny polecenia, ten drugi już niekoniecznie. W Chorwacji zapłacimy w sumie prawie 270 kun za autostradę, niemniej komfort jazdy mamy gwarantowany. Po drodze doskonale zaopatrzone stacje benzynowe i skracające drogę oświetlone i wentylowane tunele. Tych ostatnich Czarnogóra może Chorwacji tylko pozazdrościć. Tuż przed czarnogórskim kurortem – Budvą tunel spowity był dymem samochodowych spalin. Niestety, wentylacja nie działa tak dobrze jak w Chorwacji. Radzimy także nie wsiadać na polecany przez googlowskie mapy prom z Ploce do Dubrownika. Nie wiadomo dlaczego “maps google” nie daje nam wytyczyć drogi przez krótki odcinek wiodący przez Bośnię i Hercegowinę. A okazuje się, że warto. Ceny paliwa rewelacyjne, inne koszty także niższe; ogólnie jest nawet taniej niż w Czarnogórze. Ze znajomymi zastanawiamy się właśnie, czy kolejnego urlopu nie spędzić w położonym nad Adriatykiem bośniackim Neum.
Kierując się do Czarnogóry, niektórzy wybierają drogę przez Węgry i Serbię (mniej kilometrów). Ta opcja też jest warta rozważenia, bo trasa jest na pewno bardziej zróżnicowana. Poza tym Węgry dadzą nam możliwość poczynienia okazjonalnych zakupów win i ostrych past paprykowych. Dla lubiących przygodę mamy jeszcze inną propozycję. Do Czarnogóry jedziemy samochodem przez Chorwację, ale wracamy częściowo koleją. Otóż w czarnogórskim porcie Bar wykupujemy miejsce dla swojego auta na kolejowej lawecie oraz kuszetkę dla siebie i swoich bliskich. Dojeżdżamy tym sposobem do Belgradu, a w dalszą podróż udajemy się samochodem. Linia kolejowa z Baru do Belgradu wiedzie pod szczytami bardzo wysokich gór. Niesamowite przeżycia są gwarantowane. Do dzisiaj zastanawiam się, w jaki sposób można tak wysoko umieścić linię kolejową...
Zapomniałem o jeszcze jednej możliwości. Środkiem lokomocji może być także samolot. Polskie biura podróży czarterują samoloty do chorwackiego Dubrownika. Stamtąd autokarem jedzie się około 3 godzin do Budvy. Dlaczego tak długo? Czasami (prawdę mówiąc rzadko) turyści są ofiarami nadgorliwych celników na granicy chorwacko-czarnogórskiej. Tuż obok Budvy – w Tivacie usytuowane jest niewielkie lotnisko czarterowe, jednak nie wiadomo dlaczego korzystają z niego jedyni turyści z Ukrainy i Rosji. Może w przyszłym roku polskie samoloty też będą tam lądować?
Warto zobaczyć
Czarnogóra jest wymarzonym miejscem dla tych, których niekoniecznie interesuje leżenie plackiem na plaży czy przy basenie. Mnóstwo wycieczek organizowanych jest przez lokalne biura podróży. Językiem najczęściej stosowanym przez pilota jest rosyjski, zatem Polacy w wieku produkcyjnym nie mają większych problemów z jego zrozumieniem. W sezonie nie brak także wycieczek z polskim pilotem. Co polecamy? Zdecydowanie wyjazd do Albanii; drugiej takiej okazji może już nie być. Także w drugą stronę – do chorwackiego Dubrownika. Nie należy zapominać o wycieczce kanionami Czarnogóry: kanionem rzeki Moraca (to stamtąd widać linię kolejową z Baru do Belgradu, usytuowaną gdzieś wysoko w chmurach), oraz wysokim na 1300 metrów kanionem rzeki Tara. Czarnogórcy twierdzą, że jest on najgłębszy w Europie, a drugi na świecie – po kanionie rzeki Kolorado. Według nas zapominają o zdecydowanie najgłębszym kanionie Colca w Peru. Podczas tej wycieczki będziemy mieli możliwość przespacerowania się słynnym mostem nad Tarą, znanym przede wszystkim z filmu “Komandosi z Nawarony”. Ta wycieczka jest akurat bardzo długa, bo podziwiamy przy okazji 2 parki narodowe: Durmitor i Biogradska Gora. Ten ostatni, jak twierdzą przewodnicy, jest obok polskiego Białowieskiego Parku Narodowego najstarszy w Europie. Autokar zawiezie nas także do czarnogórskiego centrum sportów zimowych w okolicach Żabljaka. Czarnogóra to także kraj wielu monastyrów, kościołów i cerkwi. Warto zobaczyć najważniejszą prawosławną świątynię na Bałkanach – klasztor Ostrog oraz inne sakralne budynki: m.in. w Cetinje (dawnej stolicy Czarnogóry) czy na usytuowanej na Jeziorze Szkoderskim wyspie Beska.
Takim swoistym turystycznym znakiem rozpoznawczym Czarnogóry jest wyspa św. Stefana. Niestety pozostaje ona w rękach prywatnych, a turyści mają zakaz jej zwiedzania. Oczywiście można skorzystać z jej oferty noclegowej. Znany piłkarz Robinho wyprawił tam swoje urodziny za 4,5 miliona euro. Tak przynajmniej twierdzą miejscowi przewodnicy.
Jak się okazuje, żeby spotkać znanego sportowca, nie trzeba się udawać na wymienioną wyspę. Podczas naszego pobytu w Budvie na sportowym obozie w tym samym hotelu przebywał ze swoim nowym klubem Dynamo Moskwa najbardziej znany dzisiaj polski siatkarz Bartosz Kurek. Polacy wypoczywający w hotelu Slovenska Plaza mieli dużo powodów do radości. Nieczęsto zdarza się porozmawiać z taką sportową gwiazdą i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
Jeśli dysponujemy własnym środkiem transportu, warto przeżyć niezapomnianą przygodę, udając się w podróż z Cetinje starą drogą do Kotoru. Podobno niektórzy mają potem bardzo miękkie nogi. Tak naprawdę nie jest ona taka straszna, choć widoki gwarantuje przepiękne. Faktem pozostaje, że gdzieniegdzie od przepaści nie oddzielają nas żadne barierki… Zainteresowanych odsyłam do strony http://www.youtube.com/watch?v=5P0dsQJSGJw.
Trzy palce – trzy bratnie
narody
Ciężko uciec od polityki na terenach byłej Jugosławii. Trudno także przyznać jednoznaczną rację mieszkańcom któregokolwiek z państw etnicznych tego byłego dużego kraju. Serbowie, których nie brak w Czarnogórze, często unoszą do góry trzy palce, mówiąc o trzech rodzonych braciach: Serbach, Kosowianach i Czarnogórcach. Pytani o powody rozstania z Serbią Czarnogórcy odpowiadają krótko: polityka. Albańczycy z Kosowa także mają swoją wizję rozwoju państwa (o niej za tydzień w relacji z podróży po Albanii). Chorwaci za Serbami nie przepadają, traktując ich po trosze jako barbarzyńców (tak o Serbach opowiada także zamieszkała na stałe od 20 lat w chorwackim Dubrowniku polska przewodniczka, która na pamiętających Cesarstwo Rzymskie murach pokazuje ślady ostrzału artyleryjskiego z czasów wojny serbsko-chorwackiej). Z kolei Serbowie określają Chorwatów mianem faszystów i chętnie opowiadają o historii chorwackich obozów koncentracyjnych, powołując się przy okazji na polskie doświadczenia z okresu II wojny światowej. Bośnia i Hercegowina to wielonarodowościowy tygiel, a przy okazji najbiedniejsze chyba państwo powstałe po rozpadzie Jugosławii, z kolei Słowenia to już trochę inna kultura i inne zwyczaje, choć język bardzo podobny. A żeby było jeszcze ciekawiej, nie brak na Półwyspie Bałkańskim takich, którym marzy się dawna duża Jugosławia. W Czarnogórze zgrupowani są w partii Jedność i widać ich było chociażby w reklamach miejscowej telewizji przed wyborami, które odbywają się na jesieni tego roku.
Niemniej przyznać trzeba, że z tej wieloletniej krwawej wojny chyba najbardziej poszkodowani wyszli Serbowie. Stracili na rzecz innych państw wiele swoich terenów, a dla swoich mniejszości pozostałych poza obszarem etnicznym państwa nic nie zdołali wywalczyć na forum międzynarodowym. W obronie mniejszości albańskiej w Kosowie stanęły NATO i ONZ. Z kolei po serbskiej Krajinie nie ma już praktycznie w Chorwacji śladu. 200 tysięcy Serbów zostało stamtąd po prostu wypędzonych.
– I gdzie tu sprawiedliwość – zagaja Milan, nasz serbski, mówiący po polsku przewodnik. – Popatrz – pokazuje na drodze do Dubrownika w Chorwacji przydrożny bilbord, na którym ujrzeć można przystojnego faceta w mundurze. – To generał Ante Gotovina, odpowiedzialny za wypędzenie z Krajiny serbskiej ludności, odpowiednik naszego generała Ratko Mladića. Tylko nam każą za naszego Mladića ciągle przepraszać, a Gotovinę w Chorwacji pokazuje się na plakatach jako bohatera narodowego. A przecież Krajina to teren wybitnie serbski. Wiem coś o tym, od pokoleń mieszkała tam moja rodzina, a ja w wieku 10 lat musiałem z niej w popłochu uciekać przed Chorwatami.
Kiedy pytam o serbskie zbrodnie w muzułmańskiej, leżącej na terenie Bośni i Hercegowiny Srebrenicy, Milan odpowiada: – Zgadza się, taki fakt miał miejsce i nikomu on dumy nie przynosi, jednak dlaczego na Zachodzie Europy mówi się tylko o jednej stronie tego wydarzenia? A zaczęło się od tego, że obok Srebrenicy usytuowane były 4 rdzenne wioski serbskie. Kiedy generał Mladić szedł ze swoją serbską armią w kierunku Dubrownika, przyłączyli się do niego wszyscy mężczyźni z tych wsi. W drodze powrotnej okazało się, że po wsiach nie ma już nawet śladu. Muzułmanie ze Srebrenicy wymordowali wszystkich. Wyobraź sobie zatem, jak się czuli ci, którym zamordowano całe rodziny. Wzięli odwet na Srebrenicy, na wszystkich mężczyznach. Oczywiście nie popieram mordów, chciałbym jedynie zwrócić twoją uwagę na nierówne traktowanie narodów byłej Jugosławii w środkach masowego przekazu Zachodniej Europy.
Co, gdzie, za ile?
Bardzo często interesujemy się – i nic w tym dziwnego – cenami w kraju, do którego się udajemy, a także jego kuchnią. Ta ostatnia jest bardzo zróżnicowana w zależności od regionu kraju. Na wybrzeżu nie brak ryb i innych owoców morza, takich jak kalmary. Podstawowe ryby to morskie skumbrio (moim zdaniem to takie trochę mniejsze makrele). Podawane są w różnego rodzaju sosach, z których najbardziej znany jest robiony z pietruszki, czosnku i soku cytrynowego. Miłośnicy morskiego wędkowania mogą bez problemu umówić się z jednym z miejscowych rybaków czy właścicieli większych łódek. Myśmy także skorzystali z tej oferty. Miejscowe makrele łowi się najczęściej za pomocą tak zwanej choinki, czyli znanej ze śledziowych połowów wędki z głównym obciążeniem i kilkoma haczykami. Wyciąganie kilku makreli na jednej wędce z 50-metrowej toni to niezapomniana frajda. Tym bardziej że bardzo często przynętę upatrzy sobie okazała hubotnica, znana w Polsce jako ośmiornica. Czarnogóra to oczywiście także mięso i wszelkie jego przetwory. Polecamy miejscową wędzoną, a raczej suszoną szynkę oraz takie potrawy, jak ćevapi (pieczone na grillu pikantne pałeczki z mieszanego mięsa czy serbskie raznjići (szaszłyki), a także baraninę we wszelkich odmianach.
Czym popić taki pożywny posiłek? Niewątpliwie warto spróbować miejscowej rakii bądź wina Vranac. I tu mała uwaga: w Czarnogórze ceny alkoholi oferowanych w sklepach są często niższe niż te, które musimy uiścić za wyroby bezpośrednio od rolnika. Czarnogórcy twierdzą, że wszystko, co najlepsze (mają na myśli jedzenie i trunki), musi być domasznoje. Przemysłowe artykuły nie są zatem według nich warte uwagi, a za wyrób domowy trzeba zapłacić więcej. Butelka prawdziwego, dobrego domaszniego wina kosztuje 10 euro, a w sklepie o połowę mniej, a nawet taniej. Naszym zdaniem warto skorzystać z tej niepowtarzalnej oferty, dać odpocząć naszemu żołądkowi od żywności produkowanej masowo.
Miałem napisać o cenach. Żeby ująć wszystko w jednym, powiem tylko, że za 2-tygodniowy pobyt w wersji all inclusive w hotelu Slovenska Plaza trzeba zapłacić 1430 zł (nie licząc kosztów dojazdu). Oczywiście nie w środku sezonu, tylko na przełomie września i października. Ale tak naprawdę jest to jedyny czas dla osób nielubiących tłoku. A temperatura i tak sięga codziennie 30 stopni.
Tomasz Szatkowski
fot. Szat.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości