Innego wielkiego szczupaka straciłem podczas trollingu w jednej z dużych rzek. Do południa nic się nie działo i po czterech godzinach intensywnego „dorożkowania” nie widziałem nawet przysłowiowego rybiego ogona. Postanowiłem wobec tego wpłynąć do niewielkiego portu i spróbować szczęścia w wodzie stojącej. Łowiłem na nowiuteńkiego szaroczarnego woblera Shad Rap. Na wysokości wejścia do portu na moją przynętę sztuczną połakomił się duży drapieżnik. Nieco zaskoczony tym nagłym atakiem wyłączyłem silnik. Ryba od razu zaczęła wyciągać mi żyłkę z kołowrotka i dziko szalała na powierzchni wody. Moja radość nie trwała zbyt długo i już po chwili straciłem kontakt ze swoją niedoszłą zdobyczą. Szczupak spiął się w pierwszej fazie holu, z czego prosty wniosek, że kotwiczki nie wbiły się zbyt dobrze w jego twardą paszczę. Przyczyna: nowe woblery mają z reguły kotwiczki wykonane ze zbyt grubego drutu. Normalnie zawsze wymieniam je na nowe superostre kotwiczki tej samej wielkości. Normalnie… Czasami bywa i tak, że ma się szczęście w nieszczęściu i ryba, która zerwała żyłkę, bierze jakiś czas później jeszcze raz na taką samą przynętę. Któregoś razu razem z kolegą łowiliśmy szczupaki na martwe ryby.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze