I stało się to, czego się obawialiśmy od początku wojny. Na terytorium naszego pięknego (i bezpiecznego, jak nas zapewniano) kraju spadła rakieta. Zginęli ludzie! Poczucie bezpieczeństwa jakby zmalało… Pojawiły się pytania. Od najprostszego, co się stało? Aż do fundamentalnego, jak to naprawdę jest z tym bezpieczeństwem?
Zatem od początku. Niebo nad Polską nie jest bezpieczne. Te wszystkie systemy o których tyle słyszymy, Wisła, Narew, Pilica, Gromy, Pioruny, Patrioty, brytyjski Sky Sabre, stare systemy posowieckie, posterunki radarowe krajowe i zagraniczne najzwyczajniej w świecie „zaspały”! Nie przechwyciły pierwszej rakiety zmierzającej w kierunku naszej granicy.
I my teraz mamy wierzyć, że zadziałają gdyby na nasze terytorium runęła lawina pocisków, jaka w tym feralnym dniu spadła na naszego wschodniego sąsiada? Ukraińcy zestrzelili, jak podają źródła z tego kraju, ponad siedemdziesiąt z nich. Pytanie ile padłoby ofiarą naszej obrony powietrznej wydaje się dziś mocno retoryczne… Cóż, my dziś jesteśmy przygotowani na wojnę, która ewentualnie wybuchnie za trzy – pięć lat! Wtedy będziemy (chyba) mieli te Himarsy, Patrioty, Apache, F- 35, Abramsy, czołgi i wyrzutnie koreańskie, których nazw nie chce mi się już „guglować”…
A dziś? Możemy liczyć wyłącznie na naszych sojuszników. A tak naprawdę „Naszego Najważniejszego Sojusznika”. I ta wiara również ucierpiała w wyniku nieszczęsnego incydentu. Usłyszeliśmy wprawdzie po raz któryś w ostatnim czasie twardą deklarację o obronie „każdego centymetra kwadratowego terytorium NATO”, ale jak się ogląda lej w ziemi o powierzchni wielu metrów kwadratowych (a jeden metr kwadratowy to dziesięć tysięcy tak często przywoływanych centymetrów kwadratowych), to jakoś wiara w wartość tych deklaracji słabnie….
A jeśli dołożymy do tego zapełniające paski w programach informacyjnych rozmaitych telewizji newsy o „intensywnych konsultacjach na temat zasadności uruchomienia artykułu czwartego Traktatu Waszyngtońskiego, który głosi, iż "Strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć - zdaniem którejkolwiek z nich - zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron", to naprawdę trzeba być urodzonym optymistą, by spać spokojnie… Na dodatek po pierwszych krajowych i światowych głosach potępienia dla agresora, który ośmielił się uderzyć w terytorium NATO słyszymy, że nasze oddziały i służby zostały postawione w stan podwyższonej gotowości. A u sojuszników pełen luz… I po kilku godzinach informacja, że to nie Rosja, ale ukraińska obrona przeciwrakietowa…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze