– Często się słyszy, że ci, co pracują w organizacjach humanitarnych, pozarządowych, to są lepsi ludzie, bo chcą pomagać innym, widzą nieszczęścia gdzie indziej. Uważam, że tak nie jest, bo mnie to uratowało. Pomyślałam, że wszyscy, którzy biorą udział w takich działaniach, robią to dla siebie. Ja też to zrobiłam dla siebie – mówi doktor Alina Margolis-Edelman, bohaterka filmu dokumentalnego Ala z elementarza. Film powstały w 2010 roku w studio Kalejdoskop obejrzeli uczestnicy spotkania w Muzeum Żydów Mazowieckich. Po projekcji o Alinie Margolis-Edelman, jej pracy i założonej przez nią w 1991 roku Fundacji Dzieci Niczyje opowiadały Zofia Winawer i Marta Skierkowska.
Dr Alina Margolis-Edelman, uczestniczka powstania w getcie warszawskim i powstania warszawskiego, wychowała się w inteligenckiej rodzinie lekarzy w Łodzi. Jako kilkuletnia dziewczynka Ala została pierwowzorem bohaterki Elementarza, bo jego autor, Marian Falski, przyjaźnił się z rodziną. Z Łodzi, już bez ojca, Margolisowie wyjechali do Warszawy. Alina trafiła do szkoły pielęgniarskiej w getcie. – Tam były dziewczyny, które z różnych przyczyn dyrektorka chciała uratować. Dlaczego wybrano mnie? Po pierwsze moja matka została sama z dwojgiem dzieci, była pediatrą i społecznicą – opowiada w filmie Alina Margolis-Edelman. Pobyt w szkole mimo tragedii rozgrywającej się dookoła wspominała jako szczęśliwy okres. – Wieczorami opowiadałyśmy sobie różne historie, śmiałyśmy się – no tak, jakbyśmy nie były w getcie. Jak mnie ktoś o to pyta, to ja zawsze mówię, że nie jestem dobrym świadkiem. Raz pamiętam, że byłyśmy gdzieś na jakimś oddziale i przez okno zobaczyłyśmy, jak pędzą ludzi. Koleżanka dostrzegła w tym tłumie swoją matkę. Wybiegła ze szpitala, dogoniła ją i razem wsiadły do wagonu.
Po wojnie Alina Margolis zaczęła studiować medycynę. – Zawsze chciałam być nauczycielką albo przedszkolanką. Okazało się, że szkoła pielęgniarek została zaliczona za pierwszy rok medycyny, czyli ja bez żadnego egzaminu mogłam się dostać od razu na studia – mówi. Początki pracy w szpitalu nie były łatwe. – Kiedy zaczęłam pracować w klinice dla dzieci, każdy z nas dostał troje albo czworo dzieci pod własną opiekę, oczywiście pod kontrolą ordynatora. Wśród trojga moich dzieci była jedna trzyletnia dziewczynka. Wtedy szalała biegunka. Mimo obecności ordynatora ta dziewczynka zginęła. Minęło kilkadziesiąt lat i to dziecko zawsze mam w oczach. To było pierwsze moje dziecko, które umarło. Potem zaczęła się specjalizować w leczeniu dzieci z cukrzycą. Organizowała dla nich zjazdy i kolonie. Bogatsza o doświadczenia ze stażu w paryskiej klinice, stosowała nowatorskie metody pozwalające chorym dzieciom na prowadzenie normalnego trybu życia zdrowych rówieśników. – W 1968 roku, kiedy komuna powiedziała, że Żydzi to jest taka piąta kolumna, zaczęło się znęcanie nad pracownikami pochodzenia żydowskiego. Jak się spotkało z kimś znajomym, jedynym tematem rozmów było: wyjechać czy nie wyjechać? Alina wraz z mężem Markiem Edelmanem zdecydowała, że wyjedzie wraz z dziećmi do Paryża. Edelman został w Polsce.
Francja nie uznawała wtedy polskich dyplomów. Alina Margolis-Edelman znalazła pracę jako laborantka. Robiła badania na szczurach. Początki życia na obczyźnie wspominała jako najgorsze w swoim życiu. Potem zaczęła pracować jako lekarz. Związała się z organizacją Lekarze bez Granic, potem – Lekarze Świata. Wyjechała do Salwadoru. – Kiedy mnie pytano, czy jestem Polką, czy Francuzką, czy Żydówką, to miałam ochotę przez wiele lat odpowiedzieć, że jestem Salwadorianką. Tak bardzo ten naród mi przypadł do serca – stwierdza w filmie. – Matki szły czasami dwie doby z nadzieją, że uratujemy ich dzieci. Mieliśmy tylko kilka miejsc. Trzeba było robić segregacje i wybierać te dzieci, które miały największe szanse na przeżycie. To było bardzo trudne. Przypominało mi Treblinkę. Nie wierzę w Boga. Żałuję bardzo. Nawet mam pretensje do moich rodziców, że mnie tak wychowali. Bo o wiele łatwiej jest żyć, jak się wierzy w Boga. I umierać jest łatwiej, jak się wierzy.
Doktor Alina Margolis-Edelman działała w Paryżu w Komitecie Solidarności i współpracowała ze środowiskiem skupionym wokół księdza Platera. Organizowała konwoje z lekarstwami dla Polski, zbierała pieniądze na leki (w lekach były też materiały dla podziemnych wydawnictw). Nie wróciła do Polski, ale potem często odwiedzała kraj. Założyła m. in. fundację SOS Pomoc Chorym w Polsce, która sprowadzała chorych do Francji, a lekarzom proponowała dodatkowe staże, żeby mogli zapoznać się z nowoczesną medycyną. 25 lat temu powołała kolejną Fundację Dzieci Niczyje, która zajmuje się dziećmi krzywdzonymi. Zmarła w 2008 roku.
– Około 1997 roku Alina zaproponowała mi public relations, czyli prowadzenie kontaktów z mediami. Powiedziała to tonem nie znoszącym sprzeciwu. Ona tutaj w tym filmie to jest właściwie łagodna i łagodnie opowiada o tym, co robiła w życiu, mimo że te tematy są często bardzo trudne. Ale to nie była takiej łagodności osoba. Żeby zrobić to wszystko, co zrobiła – tego ludzie łagodni nie robią – opowiadała uczestnikom spotkania Zofia Winawer. – Ona była osobą zdecydowaną, wymagającą w stosunku do siebie i do innych. Trudno jej się było oprzeć. Jak o coś prosiła, to to było na granicy rozkazu. Ja z przyjemnością wykonałam ten rozkaz i związałam się z Fundacją Dzieci Niczyje. (…) Alina Margolis-Edelman zapoczątkowała leczenie cukrzycy u dzieci w Polsce. Wyjechała również dlatego, że zablokowano jej habilitację. Nie mogła się rozwijać naukowo. Pracowała w paryskim szpitalu, urlopy spędzała na misjach Lekarzy Świata. Bardzo dużo jak na jednego człowieka. Nie pielęgnowała poczucia krzywdy – podkreśliła Zofia Winawer.
O pracy Fundacji Dzieci Niczyje i realizowanych przez nią projektach opowiedziała Marta Skierkowska. Przedstawiła kilka projektów, m. in.: „Dobry Rodzic – Dobry Start”, bezpłatny telefon dla dzieci i projekt hotelowy, który uczula personel hoteli na komercyjne wykorzystanie dzieci (prostytucja, handel nieletnimi). Fundacja dba również o to, żeby dzieci, które były ofiarami lub świadkami tragicznych wydarzeń, były przesłuchiwane w komfortowych warunkach. Na jej zamówienie powstały znane kampanie społeczne: „Nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie” – zwracająca uwagę na bezpieczeństwo dzieci w internecie czy „Tracąc cierpliwość możesz stracić więcej” podnosząca problem przemocy wobec dzieci ze strony rodziców.
Spotkanie zakończył krótki pokaz spotów pochodzących ze zrealizowanych kampanii. (lesz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze