Zmoknięci i zmęczeni przeczesujemy leśne przestrzenie w poszukiwaniu grzybów. Zrywając lśniące łebki podgrzybków, planujemy jak to, zaraz po ususzeniu, wejdą w skład naszych rezerw strategicznych, gromadzonych na czas świąt Bożego Narodzenia. Uszka z grzybami, pierogi z kapustą, bigos – oto ich docelowy port. Niemniej warto nieco zboczyć z obranego kursu i w ślad za wybitnym admirałem brytyjskiej floty Horatio Nelsonem (1759–1805) przygotować znakomite zrazy. Nelson jak mało kto potrafił czerpać rozkosz z doczesności tego świata. Drogę do nieśmiertelnej sławy otworzyła mu bitwa z hiszpańską flotą (1797 r.), która rozegrała się u Przylądka św. Wincentego. Wówczas to niewykonanie rozkazu przełożonego i zastosowanie własnej taktyki przesądziło o zwycięstwie. W życiu osobistym również nie stosował się on do ogólnie przyjętych norm, czego żywym dowodem był nieukrywany romans z Emmą Hamilton (najpiękniejszą kobietą tamtej epoki). Życie miał barwne i wyraziste, choć z nagła zakończone (podczas zwycięskiej bitwy pod Trafalgarem). Droga życia admirała przypomina danie, którego jest on autorem. Zrazy po nelsońsku, bo o nich tu mowa, są przepyszne i zawsze kończą się niespodziewanie dla biesiadników.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze