Na stadionach Francji jest pięknie, kolorowo, bardzo sielankowo, może tylko, jak na razie, pada trochę za mało bramek. Poza stadionami już nie jest tak wesoło. I nie chodzi tylko o burdy wywoływane przez rosyjskich i angielskich kibiców, czy napięcie związane z oczekiwaniem na nagły wzrost religijności jakiegoś ortodoksyjnego muzułmanina, który z potrzeby przypodobania się Allahowi zechce podesłać mu kilkadziesiąt nowych ofiar, licząc za to na 77 hurys w muzułmańskim raju. Na razie z tym problemem borykają się Amerykanie, choć ich prezydent zaprzecza jakoby mord w Orlando miał coś wspólnego z religią. Nie może tego głośno powiedzieć, bo w aktualnym programie dla maluczkich po definitywnym rozprawieniu się z chrześcijaństwem w zachodnim świecie zaplanowano zastąpienie go islamem, religią, która zawsze miała ambicje wszechświatowe. We Francji natomiast gotuje się z innego powodu. Od wielu tygodni paraliżuje kraj strajk wielu sektorów gospodarki. Ludzie krzyczą, że nie chcą dłużej takiego społeczeństwa, w którym jest tyle „ciężkiej pracy młodych i nędzy starych”. O co chodzi tym Francuzom, to trudno pojąć, bo przecież ciężka praca młodych to marzenie w kapitalizmie, wszyscy za tym gonią. Z tą nędzą starych to Francuzi też chyba przesadzają, gdzie tam u nich nędza, niech przyjadą do nas.
Nie dziwmy się też, że nie potrafią rozwiązać tych swoich socjalnych problemów. Po prostu nie mają takich genialnych władców jak my. Tacy mądrzy ci Francuzi, a nie wpadli ani na pomysł „500+”, ani „1000+”, a przecież ich cywilizacja jest dużo starsza od naszej. Nasza ma dopiero 1050 lat, ich z pięćset więcej. I co? Myśmy ich przebili, u nas, proszę, spokój, cisza, ogólne zadowolenie, a burd takich jak w Paryżu nie ma. W całym kraju trwa natomiast wielkie wypłacanie kasy za ten spokój. Co miasto, co gmina, to płyną setki tysięcy złotych. I tak będzie już zawsze, bo jakby się skończyło, to wiadomo.... Ponoć wypłacono już dwa i pół miliarda złotych, to znaczy jakiś czas temu, a kasa wciąż płynie i płynie… Niektórzy zadają sobie pytanie, skąd taka kasa się bierze. No bo przecież skądś musi się brać. Ani nie nastąpił jakiś nagły, cudowny przyrost w naszej leniwej gospodarce, ani w Bieszczadach nie odkryto strasznie grubej żyły złota, ani chyba truskawki, czy czereśnie nie obrodziły aż tak znowu, żeby można było za nie sfinansować tak ambitny projekt.
Kto zresztą dostaje swoje „500+”, to za dużo nie pyta, tylko bierze. Kto nie dostaje, to patrzy trochę z ukosa i zadaje głupie pytania, skąd na to wszystko jest kasa i jaki tego będzie efekt, no powiedzmy, za rok? Ja na razie tylko obserwuję ceny podstawowych produktów. No bo kto dostaje, to właśnie tę różnicę w cenach przed uruchomieniem programu i po uruchomieniu jakoś pokryje, a kto nie dostaje, to co zrobi? A dzieci ma, musi je ubrać, posłać do szkoły, itp. I co zawinił, że jedno dziecko skończyło właśnie 18 lat, a dla prawej i sprawiedliwej władzy drugie odtąd nie istnieje. Kto jeszcze pamięta, że ci szlachetni politycy w kampanii wyborczej obiecywali coś zupełnie innego? Ale o ile na kłamstewka poprzedniej władzy ówczesna opozycja szargała z największą zapiekłością, to nad swoimi własnymi dziwnymi pomysłami przechodzi do porządku dziennego, przedstawiając je w nimbie najczcigodniejszych cnót. A że ma do tego dyspensę od władz duchownych, to wszystko układa się nadzwyczaj pomyślnie.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze