Trwający od miesiąca w Sejmie protest rodziców niepełnosprawnych dzieci stwarza rządzącym nie lada problem. Z jednej strony uruchomiony programem „500+” proces rozdawnictwa z publicznej kasy nastawiony na pozyskiwanie wyborców uruchamia postawy roszczeniowe kolejnych grup społecznych znajdujących się w niełatwym położeniu, także z powodu drożyzny spowodowanej tym programem. Z drugiej strony deklarowana przez władze solidarnościowa postawa prospołeczna wychodząca naprzeciw potrzebującym zmusza do poważnego zajęcia się ludzkimi problemami. Poza tym ktoś, kto usiłuje przeforsować zaostrzenie prawa aborcyjnego i skłonić do rodzenia dzieci niepełnosprawnych, powinien mieć w zanadrzu poważny program pomocowy dla takich rodzin. Dziwnym zbiegiem okoliczności „żebranie” o pomoc przez niepełnosprawnych zbiegło się w czasie z horrendalnymi nagrodami dla ministrów, którzy do biedaków raczej nie należą, a trudno się doszukać wśród nich prawdziwych Wokulskich dobrowolnie gotowych zrezygnować ze swego na rzecz ratowania potrzebujących.
Siłą rzeczy spór przybiera kształt zawstydzający, bo komu jak komu, ale tym akurat ludziom, niezdolnym często do samodzielnej egzystencji, pomoc się należy, bardziej nawet niż hojnie rozdawane „500+” niezależnie od dochodów rodzin, szczególnie od formacji politycznej, która na każdym kroku podkreśla potrzebę budowania społeczeństwa solidarnościowego i manifestuje swą wyższość nad bezdusznie liberalną Platformą. Dlatego niewpuszczenie do Sejmu zarówno Wandy Traczyk-Stawskiej, 92-letniej uczestniczki powstania warszawskiego, jak i Janiny Ochojskiej, osób o dużym społecznym autorytecie, chluby władzy nie przynosi. Traci także w całym sporze mocno wizerunek popierającego PiS milczącego Kościoła. No cóż, budowanie społeczeństwa na zasadach społecznego solidaryzmu nie jest sprawą łatwą, wymaga nie tylko dobrych chęci, ale także wielkiej roztropności, a do tego potrzebny jest rozum, a kto wie, czy też nie wielkie serce.
Tymczasem rządowi łowcy milionowych nagród raczej przejawiają swoim zachowaniem umiarkowany altruizm, stąd przepychanka w Sejmie przybiera kształt groteskowy. Dziwne, że dotąd „dobra zmiana” nie znalazła „dobrego” rozwiązania tego problemu, przecież sama na każdym kroku się chwali, że robi wszystko dobrze. Nie wiadomo, jakie w skali kraju są potrzeby niepełnosprawnych i czy ich problemów nie rozwiązałaby weryfikacja funduszy z programu „500+”, przyznawanych niezależnie od dochodu. Żeby zatem ratować ideę dobrej zmiany wcielanej w życie przez dobrych ludzi, należało też mądrzej spożytkować zwracane przez ministrów fundusze, na które tak zazdrośnie spojrzała opozycja. Że też nikt dotąd nie wpadł na pomysł, żeby z tych krępujących srebrników stworzyć zalążek jakiegoś filantropijnego przedsięwzięcia, na które zrzuciliby się wszyscy beneficjenci dobrej zmiany, od którego Polacy zaniemówiliby z wrażenia i zmianę, jaką serwuje im rząd, sami od serca, bez przymusu, nazwali „dobrą”. Niestety, na razie szanse na oczarowanie rodaków po raz kolejny zostały bezpowrotnie zmarnowane.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze