Reklama

Zagadka tulipana

14/03/2012 08:47
Na ławie oskarżonych w płockim Sądzie Okręgowym usiadło trzech młodych ludzi z gminy Sanniki i Gąbin. Prokuratura zarzuca im dokonanie rozboju i to z „niebezpiecznym narzędziem”. Grożą im nie mniej niż trzy lata więzienia.
27-letni Marcin O. i 26-letni Rafał F. to mieszkańcy jednej ze wsi w gminie Sanniki. Natomiast 26-letni Łukasz K. mieszka w gminie Gąbin. Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani i z aresztu doprowadzeni do płockiego sądu. Prokuratura zarzuca im dokonanie rozboju w nocy z 11 na 12 czerwca ubiegłego roku. W Brzozowie (gm. Iłów) mieli bić i kopać Łukasza W. Na dodatek podczas całego zajścia prawdopodobnie użyli też tzw. tulipana, czyli stłuczonej butelki. Prokuratura zarzuca im, że zabrali Łukaszowi W. portfel i zamknęli w bagażniku fiata cinquecento. W najgorszej sytuacji jest Rafał F., bo to przy nim znaleziono portfel pokrzywdzonego. Na dodatek może mu grozić wyższy wyrok, bo już wcześniej był karany za podobne przestępstwo.
Oskarżeni przyznali się do pobicia, natomiast stanowczo zaprzeczają, że któryś z nich użył stłuczonej butelki. Z ich wyjaśnień wynika, że wszystko zaczęło się na dyskotece w miejscowości Rybno (pow. sochaczewski). Przed wejściem na dyskotekę wypili pół litra wódki, później pili piwo. Gdy było już dobrze po północy, postanowili wrócić do domu. Oczywiście fiatem cinquecento, którym dotarli do Rybna. Mieli jechać w stronę Sannik. Według Łukasza K. i Rafała F. na parkingu przed dyskoteką podszedł do nich jakiś chłopak i chciał, żeby go podwieźć do domu. Zgodzili się i ruszyli w drogę. W Brzozowie pasażer, czyli Łukasz W., miał się kłócić z kierowcą o to, że nie jadą w tym kierunku, w którym on by chciał. Zdaniem Marcina O. i Rafała F., autem kierował Łukasz K. Ten jednak zaprzecza i twierdzi, że prowadził F.
Ostatecznie jednak kierowca zatrzymał auto. Łukasz W. miał wysiąść z auta, wyjąć kluczyki ze stacyjki i je wyrzucić. Zaczął uciekać. Oskarżeni dogonili go, bo – jak tłumaczą – myśleli, że ma kluczyki przy sobie. Wtedy zaczęła się bijatyka. Według Marcina O. jego koledzy pierwsi dopadli Łukasza W. i zaczęli go przeszukiwać. Ci jednak nie przyznają się do szperania po kieszeniach pokrzywdzonego. W sądzie F. tłumaczył, że policja znalazła przy nim portfel, ale nie zabrał go pokrzywdzonemu. – Znalazłem portfel blisko auta i nie wiedziałem, czyj on jest. Myślałem, że Łukasza albo Marcina i schowałem go do kieszeni – mówił.
Do całego zajścia doszło w pewnej odległości od auta. W końcu oskarżeni zaczęli ciągnąć Łukasza W. w kierunku samochodu i wrzucili go do bagażnika. I właśnie wtedy pojawiła się policja, zaalarmowana przez przejeżdżającego kierowcę. Łukasz W. opowiedział o całym zdarzeniu i trójka oskarżonych została zatrzymana.
W swoich wyjaśnieniach przed sądem 27-letni Łukasz W. stwierdził, że wypił kilka piw przed wyruszeniem na dyskotekę. Pił piwo też na dyskotece. Gdy poczuł się słabo, postanowił wrócić do domu. Na parkingu spotkał oskarżonych i zaproponował, żeby podwieźli go do domu. – Powiedziałem, że dam pieniądze na paliwo. Mówiłem też, że chcę jechać w stronę Sochaczewa. Oni stwierdzili, że jadą w innym kierunku, ale wzięli kasę i zgodzili się mnie odwieźć – opowiadał Łukasz W. Nie potrafił jednak sprecyzować, ile dał pieniędzy, komu i kto kierował autem.
Z jego wyjaśnień wynika, że początkowo podróż odbywała się w kierunku, który mu odpowiadał. Później jednak auto skręciło na Sanniki, czyli w przeciwną stronę. Gdy to zauważył, zaczął domagać się zawrócenia. Wywiązała się kłótnia. W Brzozowie kierowca stanął. – Powiedział, żebym wyp... – mówił Łukasz W. Opowiadał, że wysiadł z auta, przez otwarte okno wyjął kluczyki ze stacyjki i je wyrzucił. Pytany przez sąd, dlaczego to zrobił, stwierdził, że zauważył, iż kierowca jest nietrzeźwy i nie chciał, żeby dalej jechał. Przyznał, że wcześniej tego nie dostrzegł. Później były ucieczka, bicie, kopanie, ciągnienie po ziemi i zamkniecie w bagażniku. Łukasz W. stwierdził, że podczas całego zajścia oskarżeni grozili, że „urżną mu łeb” albo „wywiozą do lasu i powieszą”.
Przed sądem Łukasz W. stwierdził także, że podczas bicia usłyszał trzask rozbijanej butelki. Mówił także, że został nią ugodzony w klatkę piersiową i do dzisiaj ma blizny. I właśnie użycie tzw. tulipana jest kwestią sporną, a to istotny fakt dla całej sprawy, który może wpłynąć na kwalifikacje prawną czynów oskarżonych, a tym samym na wyrok. Sędzia Dariusz Wysocki stwierdził, że z akt sprawy nie można jasno wywnioskować, czy rzeczywiście doszło do użycia potłuczonej butelki. Na to pytanie nie daje odpowiedzi lekarskie orzeczenie, które jest w aktach. Dlatego dopytywał Łukasza W. o to, czy widział tę stłuczoną butelkę, bo w swoich wcześniejszych zeznaniach stwierdził, że  miał ją w ręku któryś z oskarżonych. Teraz natomiast stwierdził, że słyszał trzask rozbijanej butelki. Ostatecznie Łukasz W. powiedział, że nie jest w stanie przypomnieć sobie , czy widział butelkę czy tylko słyszał trzask tłuczonego szkła.
Sędzia Dariusz Wysocki dopytywał też policjantów, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce zdarzenia, czy w swoich notatkach uwzględniliby fakt użycia butelki, gdyby im pokrzywdzony o tym powiedział. Ci stwierdzili, że tak. W notatkach nie ma jednak o tym słowa.
Ostatecznie prokurator zgłosił wniosek, aby powołać biegłego lekarza sądowego, który stwierdzi, w jaki sposób powstały obrażenia ciała pokrzywdzonego. Sąd przyjął ten wniosek, podobnie jak propozycje obrony, aby przesłuchać biegłych psychologów i psychiatrów. Jeśli w kolejnym terminie rozprawy, czyli 26 marca, uda się przesłuchać biegłych, być może zapadnie wyrok w tej sprawie.    (gsz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości