Początek marca rozbudził nadzieję na piękne i ciepłe przedwiośnie. Przyleciały żurawie. Zaczęły się nocne przeloty dzikich gęsi. Podniosło mi się ciśnienie, udzieliły emocje, roziskrzyły namiętności… Tymczasem, parę dni później śnieżny, wietrzny i mroźny powrót zimy. Kilka koszmarnych dni. Później, kiedy w końcu wszystkie zimowe gwałtowności pogodowe ustały, nadciągnął słoneczny wyż. Temperatura powietrza wzrastała w ciągu dnia do kilku kresek powyżej zera. Tylko nocami trzymał mróz. Ale dni nastały piękne, ciepłe i niemal bezwietrzne, choć zimowe. Nie wytrzymałem. Ruszyłem. Warto było, chociażby dla samych zimowych plenerów przepięknie rozświetlonych promieniami dość mocno już przygrzewającego marcowego słońca. Rzeka w słonecznej zimowej oprawie prezentowała się wspaniale. Pewne obawy wzniecał jedynie niski stan wody, mocno prześwietlony słonecznymi promieniami. W takich warunkach pstrągi trudno będzie podejść i skusić do brania. Przerabiałem to już nie raz. W takie dni jak ten dzisiejszy najczęściej schodziłem z rzeki bez brania. Bywało jednak, że jedno jedyne branie kończyło się wyholowaniem przyzwoitego, nierzadko okazowego pstrąga. W ubiegłym roku, w czerwcu, miałem przyjemność łowić na tym odcinku rzeki. Nie było rewelacji, ale kilka kontaktów z pstrągami zaliczyłem. Dzisiaj kompletnie nic się nie dzieje, jakby ich nie było. Jedyną jak na razie przyjemnością jest sam pobyt nad rzeką i doznania estetyczne, jakich dostarcza człowiekowi obcowanie z ostatnimi już chyba tego roku pięknymi zimowymi plenerami.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze