Płock jest miastem o bogatej, wielowątkowej historii. Opowiadając o jego dziejach można skupić się na tym, co specyficzne dla Mazowsza Płockiego, ale też potraktować go jako przykładową ilustrację do opowieści o historii Polski.
Czy mówilibyśmy bowiem o epoce przedrozbiorowej (w szczególności za panowania Piastów), walce o odzyskanie niepodległości, 20-leciu międzywojennym, II wojnie światowej czy realiach życia i oporu w okresie PRL – w każdej z tych opowieści Płock miał swój udział jako jedno z miast uczestniczących w wydarzeniach ważnych dla całego kraju. Związane były z nim również liczne postaci, o których na lekcjach dowiadują się uczniowie szkół w całej Polsce, chociaż niekoniecznie wiążą je z tym akurat miastem. Zasoby historyczne, do których Płock może się odwoływać, są więc przebogate, jednakże ich właściwe zagospodarowanie może jednocześnie stanowić wyzwanie. Czasem bogactwo może okazać się też problemem.
Kilka tygodni temu dr Arkadiusz Lewandowski zwracał uwagę na łamach Tygodnika na brak muzealnego upamiętnienia historii obrony Płocka z 1920 roku – takiego, które można by „sprzedać” odwiedzającym miasto gościom jako nowoczesną atrakcję, która pozostałaby w pamięci odwiedzających, mogłaby stanowić wizytówkę miasta, a jednocześnie upowszechniać jedno z tych wydarzeń, z których Płock jest najbardziej dumny. Budowa muzeum to wielkie, obliczone na lata wyzwanie, ale brak chociaż planów takiego upamiętnienia może dziwić, biorąc pod uwagę, iż mamy za sobą dwa lata obchodów związanych z tym wydarzeniem: rok 2020 ogłoszony został rokiem setnej rocznicy bohaterskiej obrony Płocka, kolejny zaś wiązał się z faktem nadania miastu odznaczenia Krzyżem Walecznych w 1921 roku. Trudno więc było o lepszy moment na chociaż symboliczne rozpoczęcie działań związanych z tworzeniem takiego nowoczesnego upamiętnienia.
Zamiast niego mamy liczne mniejsze pamiątki wydarzeń z 1920 roku. Licząc kolumnę na placu Narutowicza, rozrzucone po mieście tablice pamiątkowe, mogiły oraz powstałe niedawno murale, jest ich na terenie Płocka przynajmniej piętnaście. Ilość nie idzie jednak w parze z jakością, bo jak uskarżał się w artykule z końca czerwca Tomasz Szatkowski – w przypadku przede wszystkim Bratniej Mogiły przy ulicy Targowej zabrakło woli, aby nadać temu miejscu pamięci odpowiednią rangę i zadbać o tak przyziemną kwestię, jak zapewnienie do niego dostępu.
Choć nie można powiedzieć, że w Płocku robi się mało, jeżeli chodzi o upamiętnienia historyczne, odnoszę wrażenie, że rozproszenie i pewien chaos wśród tych działań sprawia, iż trudno jest mówić o kształtowaniu jasnego przekazu, który docierałby do każdego, kto przyjeżdża do Płocka i jest zainteresowany poznawaniem jego dziejów. Efektem dwóch lat celebrowania obrony Płocka jest kilka pomniejszych obiektów, z których turysta odwiedzający miasto zobaczy prawdopodobnie jedynie mural przy ulicy Bielskiej, chyba że idąc w stronę dworca natknie się przypadkiem na chyba najciekawsze z upamiętnień, czyli tablicę w miejscu ustawienia barykady przy ulicy 1 Maja (bardziej prawdopodobne jest jednak, iż ów turysta natknie się na fatalnie zaniedbany cmentarz żydowski przy ulicy Mickiewicza, ale kwestia pamiątek po żydowskiej historii Płocka to temat na osobną dyskusję).
Wspomniałem już o tym, iż lata 2020-2021 poświęcone były upamiętnieniom związanym z płockim wątkiem wojny polsko-bolszewickiej. Ustanawianie roku patronackiego było w ostatniej dekadzie często wykorzystywanym w Płocku sposobem honorowania określonych postaci i organizacji – mieliśmy już rok Stefana Themersona, Zygmunta Padlewskiego, Władysława Broniewskiego, Polskiego Czerwonego Krzyża, Harcerstwa Polskiego, a także „Rok Wolności” w 25. rocznicę transformacji z 1989 roku. W niektórych latach honorowani byli jednocześnie dwaj patroni (Broniewski musiał w 2012 podzielić się z Harcerstwem, zaś 2013 upamiętniał zarówno Themersona, jak i Padlewskiego), inne pozbawione były jakiegokolwiek takiego wyróżnienia. Rok 2022 stanowi zaś wielogłos: jest jednocześnie rokiem Władysława Broniewskiego (w związku z przypadającymi rocznicami: 125 lat od urodzin, 60 lat od śmierci oraz 50 lat od odsłonięcia pomnika przy placu Obrońców Warszawy), Ignacego Łukasiewicza (w dwusetną rocznicę jego urodzin i sto czterdziestą śmierci), a także Władysława Bartoszewskiego (w związku z setną rocznicą urodzin).
Nie negując zasadności uhonorowania którejkolwiek z tych postaci, można się zastanowić, czy taka polifonia jest pożądana. Wygląda to bowiem tak, jakby zamiast ukształtowanej i świadomej polityki pamięci powstał historyczny plac zabaw, na którym każdy upamiętnia tego, na kogo ma ochotę. Brakuje jasności, jak często należy upamiętniać daną postać (wszak dziesięć lat temu mieliśmy już rok Broniewskiego) oraz czy lata patronackie mają być dedykowane postaciom związanym z Płockiem, czy też takim, które i tak honorowane są w całym kraju – przypadek Władysława Bartoszewskiego wynika wszak z chęci uczczenia przez działaczy PSL wybitnej postaci wywodzącej się właśnie z ruchu ludowego. Idąc tym tropem, każdego roku można by upamiętniać po kilka, jeżeli nie kilkanaście istotnych postaci i wydarzeń historycznych. Należy jednak zastanowić się, czy warto i czy poza uchwałami i ewentualnymi ograniczonymi czasowo wydarzeniami pozostanie po nich coś trwałego i wywierającego wpływ. Skoro dwa lata obchodów związanych z obroną Płocka zostawiły zaledwie kilka rozproszonych śladów w przestrzeni miejskiej, czy z innymi wydarzeniami nie będzie podobnie?
(...)
dr Bartłomiej Różycki
Zakład Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie
Wydział Nauk Społecznych
Mazowiecka Uczelnia Publiczna w Płocku
Fot. D. Ossowski

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze