Reklama

Wszyscy chcą pomóc alkoholikowi, nikt jego bratanicy. "On się nade mną znęca"

11/04/2021 15:23

W grudniowym numerze Tygodnika Płockiego opisaliśmy historię mieszkańca Łącka i jego bratanicy, którzy zgodnie z testamentem jej dziadków, mieszkają razem. Nie jest to jednak normalne mieszkanie. Wuj jest alkoholikiem ze wszystkimi konsekwencjami nadużywania napojów wyskokowych, który na dodatek za nic ma koronawirusa, nie używa maseczki, za to czasami znika, jedzie nie wiadomo dokąd, robi nie wiadomo co i z kim. Potem wraca do siebie i znowu zatruwa życie swojej bratanicy, która już nie wie, co ma robić.

Wuj pani A. jest bardzo lubiany. Ludzie, z którymi czasami się spotyka, określają go – dusza człowiek. Każdemu pomoże, naprawi, jest złotą rączką, przekaże dobre słowo. Ale te zalety dotyczą tylko kontaktów z obcymi. Najbliżsi, rodzina, bracia nie są w stanie go zaakceptować, bo jest alkoholikiem i to takim, który właściwie nie chce pomocy. Pasuje mu to, co jest.
Mieszka w niezłych warunkach, razem z siostrzenicą, zarabia, zwykle na czarno jakieś grosze, które wystarczają na alkohol, nie płaci żadnych rachunków. Nie tylko rodzina nie chce mieć z nim nic wspólnego, narzekają też sąsiedzi. Bo co tu dużo mówić, załatwia potrzeby fizjologiczne gdzie popadnie, niszczy wszystko, co jest w jego zasięgu.
Nasza czytelniczka skarży się, że nie może sobie z wujkiem poradzić. – On nigdy się nie usamodzielnił. Mieszka ze mną, ale żyjemy osobno. Jest dobrze znany w okolicy. Ci, którzy tylko czasem mają z nim do czynienia, dadzą mu czasem parę groszy, czasem jakąś robotę na czarno. Nikt go nie zatrudni na stałe, bo nie jest w stanie dotrzymać swoich zobowiązań – wylicza pani A.
Wuj ma dwóch braci, ale ci nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Choć przynajmniej jeden z nich ma niezłe warunki mieszkaniowe, to nie chce wziąć go do siebie. – Przed sądem obaj twierdzili, że nie mają warunków, by zabrać brata do siebie. A do mnie mówią, że skoro wzięłam mieszkanie po dziadkach, to wujek jest teraz moim problemem – tłumaczy.
Toczyły się też sprawy w sądzie o przymusowe leczenie, ale wyrok raczej nic nie zmieni. Pan M. zapomina, że powinien stawić się na rozprawę. – Nie wierzę, że to może przynieść jakikolwiek rezultat. Wuj nie zamierza się zmienić, jemu jest dobrze tak, jak jest teraz – twierdzi pani A.
Kilka tygodni temu próbował popełnić samobójstwo. Pani A. zdążyła do domu, odcięła, uratowała życie. Z wściekłości wrzuciła zdjęcie do internetu - wuj podał ją do sądu. Sprawa została umorzona.
Umorzona została też sprawa o znęcanie i nękanie. Kobieta się odwołała, ale nie liczy na to, że w ten sposób uda się rozwiązać problem. Jedynym rozwiązaniem jest wyeksmitowanie wuja. Do tego jednak potrzebny jest przydział lokalu.

Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.

Reklama

Jol.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości