Reklama

Wiosna, ach to ty!

25/03/2023 08:00

Ten felieton ukaże się w pierwszym dniu wiosny. Mowa o wiośnie kalendarzowej. Astronomiczna, czyli zrównanie dnia z nocą w tym roku przypada dwudziestego marca o 22:24 (jest to święto ruchome, jak Wielkanoc). Czasem daty te się pokrywają, czasem nie. Kolejna zbieżność nastąpi w roku dwa tysiące sto drugim. Mamy jeszcze wiosnę meteorologiczną (1 – 31 marca), termiczną (kiedy przez kolejne pięć dni temperatura przez całą dobę nie spada poniżej pięciu stopni), fenologiczną (gdy drzewa zaczynają kwitnąć, a trawa się zielenić)… I last but not least, jak mówią Anglicy, piłkarską (kiedy „ekstraklasa” rozpoczyna rundę rewanżową). I nie sposób tu wspomnieć, że dzień rozpoczęcia wiosny kalendarzowej pokrywa się ze świętem wprawdzie bez wiosny w nazwie, ale równie charakterystycznym dla tego momentu czasowego, czyli Dniem Wagarowicza.  
Żyję długo na tym świecie i przez większą część tego czasu panował „w temacie wiosny” porządek. Ale ostatnio… Weźmy taką wiosnę termiczną. Nie chce mi się sprawdzać dokładnych dat, ale w tym roku takie „piecio
dniówki „zdarzały się w każdym miesiącu. W każdym razie w lutym na pewno. Luty i wiosna! Przecież ta nazwa to po staropolsku  srogi, mroźny, ostry. Najzimniejszy miesiąc w roku! Nic dziwnego, że fenologiczna pojawia się nie w porę i od kilku lat drzewa w moim ogródku kwitną przedwcześnie, przychodzi mróz i po owocach…
A weźmy taką wiosnę futbolową. W tym roku piłkarze rozpoczęli rundę wiosenną… dwudziestego siódmego stycznia! I co ma zrobić z tym fantem kibic w moim wieku? Na mecz iść i siedzieć dwie godziny na zmrożonym plastiku przy temperaturze minus ileśtam? Bo i takie się w tym „wiosennym” okresie zdarzały. 
I na koniec kilka zdań o wspomnianym wyżej szkolnym obyczaju nakazującym powitanie wiosny poprzez opuszczenie szkolnych murów w celu spędzenia czasu w sposób ciekawszy niż ten, który ma młodym ludziom do zaoferowania system edukacji. Czyli mówiąc językiem mniej kwiecistym, na wagarach. Tyle, że i ten termin znaczy dziś co innego niż za moich lat szkolnych powiedzmy. Wtedy bowiem całe przedsięwzięcie było od a do z zaplanowane, zorganizowane i przeprowadzone przez uczniów. Przy głośnej 
dezaprobacie (w skrytości ducha różnie zapewne z tym bywało) nauczycieli i oczywiście rodziców. Dziś jeśli nauczyciele chcą podtrzymać  długoletnią tradycję, muszą sami zaproponować jakąś formę spędzenia tego dnia (kino, pizza, kręgle, oglądanie filmów w szkole…). A i to nie wystarczy, bo jak jedni chcą do kina, to inni na pizzę. A spora grupa po prostu tego dnia nie pojawi się w szkole ani w innym umówionym miejscu. Wolą spędzić czas w domu ze smartfonem. Albo komputerem…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości