Reklama

Wieś powstała z reformy

13/04/2022 08:00

Po obu stronach doskonałej asfaltowej szosy domy – wille. Murowane, w większości piętrowe z balkonami, tarasami, garażami. W głębi podwórek budynki inwentarskie – solidne, murowane, wytrzymają niejedno pokolenie. Od strony szosy za ozdobnymi ogrodzeniami ogrody kwiatowe. Najpiękniejsze teraz, wczesnym latem.

Ta podłęczycka wieś Błonie ciągnie się od „Jungu”, hen dobrych parę kilometrów. Powstała niemal w całości z parcelacji majątku, tego samego, którego część zajmuje Zakład Doświadczalny  Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa, po dawnemu przez miejscowych „Jungiem” zwany.
Miejscowi, to już w większości pokolenie tych, co to 34 lata temu po raz pierwszy w życiu otrzymali ziemię na własność: Feliks Strzelecki, Władysław Kowalski, Feliks Popecki, Michał Estal i inni. Z tamtych lat pamiętają, że w majątku (bo to był państwowy majątek) przed wojną Szpunar zawiadywał. Potem rządzili się w nim Niemcy, a po wyzwoleniu…
W pałacu, gdzie była szkoła rolnicza, zebrało się ich chyba ze 30. Po krótkim wstępie, powiedziano im to, co najważniejsze: za tydzień przyjedziemy dzielić ziemię. Każdy dostanie po parę hektarów. I jeszcze, żeby się przygotowali, bo będzie potrzebna pomoc przy pomiarach.
Przebieg zebrania sprzed 34 laty jego uczestnicy relacjonują dziś spokojnie, niemal obojętnie. Ale wtedy nikt nie był ani spokojny, ani obojętny. Dano im ziemię na własność, a oni ociągali się nieufnie, wahali, bo czasy były niespokojne. Kto wie, dziś ziemie dadzą, jutro odbiorą. Niektórzy zamyślali ze wsi jechać, może nawet na zachód, tam gospodarować… nikt nie pojechał. A kiedy w tydzień później przyjechał z Mikołajewa pełnomocnik Karlikowski z dwoma pomocnikami i taśmą do mierzenia, chętnych do pomocy było wielu. Pilnowano też dobrze taśmy, bo łakoma to była rzecz w tym czasie, a bez niej pomiary trzeba było robić odpowiedniej długości sznurkiem. Trochę to było niejako, urzędowe pomiary sznurkiem robić, toteż pilnowali taśmy jak mało czego. 
Pierwszego dnia mierzyli grunty po obu stronach drogi. Potem przyszła kolej na „błota”, łąki i pastwiska. Odmierzali sprawiedliwie. Każdy ponad 5 ha dostał. Trudno opisać wzruszenie, 
bo przecież żaden z nich nie miał ani ziemi, ani własnego domu, choć każdy marzył o jednym i drugim, skąpiąc, oszczędzając latami na kawałek gruntu. Własnego gruntu. 
- Dostaliśmy ziemię, ale że nie było czym robić, tośmy pożyczali narzędzia jeden od drugiego co kto miał, albo z majątku dostał. Ten pierwszy rok był najgorszy – wspominają. Ziemia była, choć trudno przychodziło oswoić się z myślą, że to ziemia własna… Nie było też pewności, co będzie za tydzień, za miesiąc… Ci, co słuchali zagranicznych audycji, rozpowiadali niestworzone rzeczy.
Nic więc dziwnego, że ludzie się bali, że wahali się – zostać czy szukać gdzie indziej miejsca.
Wiosną zazieleniły się pola nad podziw piękne, a kiedy pierwsze, własne zboże zaczęło się kłosić, wiadomo było, że już stąd nie odejdą. Zostali wszyscy. Maszorek, Popecki, Skonieczko, Brzeski, Jóźwiak, Królikowski i inni. Mądrze gospodarując dorobili się, nie zaprzepaścili szansy od władzy ludowej. I wciąż pamiętają, co było początkiem ich dorobku.

Reklama

 

***

Dziedzic z czasów mojego dzieciństwa miał ogród od róż – różanym zwany. Tu, w Błoniu, po obu stronach szosy przed każdym domem, willą byłych robotników rolnych – kwitną róże, piękniejsze od tych z różanego ogrodu.

 

(CPl)

Więcej archiwalnych tekstów z roku 1978
w Tygodniku Płockim

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości