Reklama

Widziane ze skarpy

04/04/2007 12:36

Źle się dzieje w państwie duńskim… to jest – w reprezentacji pływaków. Polskich. Dla kibiców, i nie tylko zresztą, nie jest to nic szczególnie zaskakującego. W pływaniu nasi reprezentanci odnosili ostatnio sukcesy. I to sukcesy niemałe. Otylia cieszyła się w narodzie popularnością niemal na miarę Adama Małysza. I wszystko to pod okiem polskiego szkoleniowca i jego sztabu. Tak u nas być nie może. Jeśli ktoś ma sukcesy, to zaraz znajdą się „fachowcy”, którzy „odkryją”, że to nie tyle jego zasługa, co fart. Ot, trafili mu się wyjątkowo utalentowani reprezentanci. Tacy, co to wygrywaliby nawet pod batutą teściowej kierownika magazynu. Nie mówiąc już o rzeczonych „fachowcach”. Ich „pomysły” to dopiero przyniosłyby owoce! Co gorsza, podobnie zaczynają myśleć zawodnicy. Niektórzy przynajmniej. I na efekty nie trzeba zazwyczaj długo czekać.
Pamiętamy dobrze historię Małysza. Jak tylko zaczął wygrywać, działacze od razu poczuli rosnący w oczach przypływ „fachowości” i rychło doszli do wniosku, że skoro Małysz wygrywa, to jest dobry. A jak jest dobry, to po co ta cała kosztowna machina, te sztaby psychologów, fizjologów i Bóg wie kogo jeszcze? Ile można by grosza zaoszczędzić, gdyby tak rozpędzić to towarzystwo na cztery wiatry! Jak „pomyśleli”, tak zrobili! Na efekty nie trzeba było długo czekać. I tylko Małysza szkoda, bo zmarnowali mu najlepsze lata kariery. Podobnie było w przeszłości. Wagner (kat!), Niemczyk (pijak!), a nawet Kazimierz Górski (tylko srebro w Montrealu!)… U pływaków widać ten sam syndrom. Już nie trener jest najmądrzejszy, ale panowie zawodnicy, panowie działacze… Toteż i wyniki nie takie, jak przed wyjazdem na antypody oczekiwano.
Obym był złym prorokiem, ale łatwo przewidzieć, że reprezentację w piłce nożnej czeka podobny los. Niech no się Holendrowi noga powinie… A nawet i bez tego… Wszak od początku nominacja obcokrajowca na najważniejszy stołek trenerski w kraju wywoływała niezadowolenie zwolenników „polskiej myśli szkoleniowej”. Nie ukrywane zresztą specjalnie! Cóż! Każdy ma prawo do własnego zdania. Tyle, że „polską myśl szkoleniową” można porównać do Yeti. Wielu o niej mówi, ale tak naprawdę to nikt jej nie widział… Owszem, trafiają się utalentowane jednostki. Nazwisk nie będę wymieniał, było ich sporo w różnych dyscyplinach sportu. Ale „myśl szkoleniowa”? O czymś takim to mogą mówić na przykład Holendrzy. W futbolu oczywiście.
I na koniec akcent lokalny. Czy istnieje na przykład „płocka szkoła piłki ręcznej”? Tak twierdzą niektórzy i trzeba się z nimi zgodzić. Z małym zastrzeżeniem, że nie jest to uniwersytet, ale szkoła podstawowa najwyżej. Europy jeszcze nie zawojowaliśmy, a i w kraju jest to i owo do zrobienia. Seryjnie tytułów mistrzowskich płoccy piłkarze nie zdobywają. Za to „poprawiaczy” i u nas nie brakuje. Byle tylko nie skończyło się tak, jak w opisanych wyżej przypadkach ogólnokrajowych…
 

 Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości