W ratuszu powstaje strategia dla miasta do 2030 roku. Mieszkańcy mogą zgłaszać swoje uwagi i propozycje. Pierwsza myśl, jaka mi przychodzi do głowy, to pytanie, czy plany na najbliższe dwanaście lat można nazwać strategią? Cóż bowiem znaczy taki okres w historii miasta? Ale mniejsza o to. Jakie problemy są dla nas najważniejsze? Niezmiennie takie rozważania prowadzą na drogi. A dokładniej, na drogi, których nie ma. Największą bolączką naszego pięknego miasta wydaje się być upośledzenie komunikacyjne. I to zarówno, że tak powiem, zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Nie ma porządnych szlaków komunikacyjnych do największych miast położonych wokół Płocka. Do Warszawy. Łodzi, Poznania, Torunia… Nie mówiąc już o innych ważnych miejscach w Polsce, jak morze, góry, czy na przykład Śląsk. A w konsekwencji brak porządnej komunikacji publicznej na tych trasach. Ostatnio znajoma narzekała, że córka nie może dojechać wygodnie pociągiem na studia do Katowic. Trzeba ją podwozić samochodem do Kutna… Nie lepiej wygląda sytuacja w samym mieście, które przecina tylko jeden porządny, dwupasmowy szlak: Dobrzyńska, Kobylińskiego, Jachowicza, Piłsudskiego, Wyszogrodzka. A i ten nie wyprowadzi nas z miasta. Z obu stron kończy się bowiem zwężeniem do jednego pasma! O innych liniach komunikacyjnych, jak kolej, drogi powietrzne czy wodne (leżymy nad Wisłą!) nie ma co mówić. Oczywiście tych problemów własnymi siłami nie rozwiążemy. To na ogół nie są zadania dla samorządów. W strategii mogą się znaleźć tylko pomysły na skuteczny lobbing!
Pytanie, czy to w ogóle możliwe? Lokalny dodatek do „najbardziej opiniotwórczego dziennika w kraju” podaje, że do dyskusji zaproszeni zostali również uczniowie podstawówek i według ich wyobrażeń Płock przyszłości to „miasto wieżowców”. Piękna wizja, ale czy nie na wyrost? Kiedyś towarzysz Stalin miał powiedzieć, że komunizm pasuje do Polski, jak sidło do krowy. Czy w tym przypadku nie mamy do czynienia z podobną sytuacją? Może nasze oczekiwania są zbyt duże, jak na prowincjonalne miasto średniej wielkości gdzieś na kresach Mazowsza? Owszem, mamy największą polska firmę w swoich granicach, ale to firma o zasięgu działania ogólnokrajowym co najmniej. Dla niej rynek płocki to margines marginesu! Dlaczego miałaby być ważnym argumentem, przemawiającym za szczególnym traktowaniem tego miejsca choćby przez władze wojewódzkie, o centralnych nie wspominając? Może zatem trzeba porzucić marzenia o wielkich inwestycjach komunikacyjnych, prestiżowych uczelniach, wieżowcach niczym na Manhattanie (kto będzie wynajmował te powierzchnie biurowe czy pokoje hotelowe?) i mozolnie pracować, zaczynając „od małych rzeczy”? Nie wiem…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze