Na najbliższy miesiąc to miejsce powinno się zapełnić tekstami opatrzonymi hasłem „Widziane z Rosji”. Nie obiecuję, że tak się stanie i ta najważniejsza z nieważnych dziedzin życia wypełni aż cztery cotygodniowe odcinki. Wiele zależeć będzie od postawy naszych Orłów… Zatem zaczynamy!
Po co jedziemy na Mundial? Od czasów niezapomnianego Huberta Wagnera jest w dobrym tonie buńczucznie zapowiadać: Jedziemy po złoto! Wiele takich zapowiedzi padło, ale jeśli chodzi o imprezy rangi mistrzostw świata, to w grach zespołowych tylko siatkarze przed czterema laty dokonali tej sztuki, ale obietnic wcześniej nie składali… I teraz ich nie ma. Słusznie, bo po co obiecywać przysłowiowe gruszki na wierzbie? Był polityk, który kiedyś stwierdził, że jak jego partia obieca w kampanii wyborczej gruszki na wierzbie, to one tam wyrosną, ale dziś ta partia i ten polityk wegetują gdzieś na marginesie naszej „sceny politycznej”. Zatem jedziemy, by „wyjść z grupy”!
Mało ambitne? Przypominam, że ostatni raz ta sztuka udała się naszym piłkarzom trzydzieści dwa lata temu! I to cudem. Wystarczy powiedzieć, że zdobyli na tym turnieju jedną (!) bramkę. To się nazywa zwycięski gol! Potem było szesnaście lat absencji i dwa kolejne turnieje według schematu: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor! Te ostatnie zwycięskie. I kolejne dwanaście lat przerwy. Historia nas nie rozpieszczała…
Co się od tego czasu zmieniło? Niewiele! Marna liga, bez sukcesów w europejskich pucharach, brak ludzi z umiejętnościami potrzebnymi do zarządzania klubami, mizerny poziom szkolenia, poczynając od najmłodszych adeptów futbolu, a kończąc na „zawodowcach” z ekstraklasy. Klubowi menedżerowie zmieniają szkoleniowców jak rękawiczki, zapominając o mądrości ludowej, która głosi, że herbata nie zrobi się słodsza od samego mieszania. A polski trener jaki jest, każdy widzi. Choćby po tym, że futbolowego świata jakoś nie zawojował. Chyba, że mówimy o „trzecim świecie” … Kraje arabskie, Cypr, Grecja… Jedynym polskim szkoleniowcem, który pracował w wielkim zachodnim klubie pozostaje Antoni Brzeżańczyk, w sezonie 1975/76 trener Feyenoordu Rotterdam. Za to stadiony mamy na miarę dwudziestego pierwszego wieku niemal w każdej gminie. Nawet tam, gdzie drużyna gra w trzeciej lidze (Łódź, Lublin)… Pozostają zatem marzenia. I dobrze! Kibic to duże dziecko, wierzy w swoją drużynę do końca. Idealnie do kibicowskiej duszy pasuje powiedzonko Trenera Tysiąclecia, Kazimierza Górskiego: dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Marzmy zatem!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze