W życiu instytucji, podobnie jak u ludzi, można wyróżnić kilka faz. Im również zdarza się, choć nie musi, przekroczenie progu dojrzałości. I nie bez satysfakcji pozwolę sobie stwierdzić, że nasz płocki teatr dojrzał! Znany dotąd głównie z kuszenia widza farsami angielskimi oraz inscenizacji szkolnych lektur, na otwarcie nowego sezonu zaoferował danie wyjątkowo smakowite. W każdym razie ja skonsumowałem je z niekłamaną przyjemnością. I Szanownym Czytelnikom z czystym sumieniem gorąco polecam!
[sociallocker id=121491]
I proszę się nie zniechęcać, jeśli narracja wyda się na początku nie za bardzo pociągająca. Drugi akt zrekompensuje to poczucie z nawiązką. Przeniesienie akcji ze sceny na widownię nie jest zabiegiem bardzo oryginalnym, ale tym razem daje efekt naprawdę spektakularny. I jeśli teatr ma oddziaływać na emocje, to w tym momencie wywiązuje się z zadania znakomicie. I nie tylko aktorzy, ale również, a może przede wszystkim milcząca większość, czyli widzowie. Choć milczy, to odczucie drzemiącej w niej siły jest dojmujące. Bez jej niemego udziału zabiegi politycznych manipulatorów nie robiłyby nawet w części tak złowrogiego wrażenia. Szacunek dla reżysera spektaklu!
Oczywiście to absolutny przypadek, że premiera sztuki Ibsena zbiegła się w czasie z moim felietonem poświęconym „najlepszemu z możliwych ustrojów”. Niemniej jednak można ją śmiało potraktować jako głos w dyskusji. Pozwolę sobie go odczytać jako głos krytyczny. Nie sposób po jej obejrzeniu uciec od refleksji, że demokracja to nie, jak by wskazywało dosłowne tłumaczenie z greki, ludowładztwo, ale raczej rządy speców od manipulowania nastrojami tłumu. A dokładnie mówiąc, do wytworzenia u obserwatora wrażenia, że te nastroje powstają samoczynnie, gdy tymczasem aktywna jest niewielka grupa krzykaczy, a odbiorca ma poczucie, że oddziałuje na niego całe zbiorowisko. Słyszę pojedyncze wrogie okrzyki, ale czuję na plecach oddech całej zgromadzonej masy ludzkiej. I trzeba naprawdę silnej psychiki, by temu oddziaływaniu nie ulec i sprowadzić zjawisko do rzeczywistych rozmiarów.
A naprawdę rzadko się zdarza, by tłum przełamał bierność i uruchomił całą swoją energię. W naszych czasach ludzie są w swojej masie raczej żądni komfortu i nieskorzy do nadmiernego ryzyka. Stąd współczesne manifestacje w obronie różnych ważnych spraw przypominają raczej wielkie happeningi niż śmiertelny bój o wyznawane ideały. Tym bardziej, że nie pociągają za sobą większego ryzyka. Dziś do manifestantów nie tylko się nie strzela, ale i pałowanie należy do rzadkości i nie jest nadmiernie brutalne…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
[/sociallocker]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze