Działacze warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej w liście otwartym do Lecha Wałęsy, „z wyrazami solidarności i wsparcia”, ubolewają, że żyjemy w strasznie „trudnym dla naszego kraju czasie, gdy historia stała się przedmiotem walki politycznej”. Tak, to bardzo przykre i karygodne, że tak się u nas postępuje z historią, ale wypada dopytać inteligentnych działaczy, czy dopiero teraz tak źle zaczęło się u nas traktować historię i czy chodzi im o całą naszą 1050-letnią historię, którą z racji jubileuszu mamy okazję sobie teraz nieco dokładniej przypomnieć, czy tylko o jakiś jej mały, bardzo mały wycinek, w którym oni sami odegrali pewną rolę, co do której ostatnio namnożyło się trochę wątpliwości. Ale czy można mieć ludziom za złe, że mają wątpliwości i chcieliby wiedzieć, jak było naprawdę? W końcu sami żyli w tych przełomowych czasach, kiedy ważyły się losy transformacji, w której każdemu przypadło całkiem inne miejsce i nie każdy jest z tego zadowolony w takim stopniu, w jakim jest zadowolony pan Michnik, pan Kwaśniewski, pan Komorowski, czy pan Urban.
Jednych przecież transformacja wyniosła na szczyt, i to niekoniecznie za sprawą ich szczególnych talentów, a innych zepchnęła na sam dół, i to niewyłącznie z ich winy. Dlatego ludzie chcą wiedzieć, dlaczego tak się stało. A kiedy już raz dawno temu padło podejrzenie, że możliwy był tu udział sił innych niż tylko spontaniczny zryw narodu pod przywództwem zdeterminowanego i czystego jak łza trybuna ludowego, to już żadna przemoc nie zagrodzi ludziom drogi do prawdy. Dlatego tak długo, bo całe ćwierć wieku trwały targi, by ustalić prawdziwą wersję zdarzeń. I oto, proszę Państwa, w tych dniach nieco się w tej sprawie przejaśniło. Pomógł oczywiście sam trybun, uchylając rąbka tajemnicy. „Współpraca” oczywiście była, ale to nie trybun współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, tylko Służba Bezpieczeństwa współpracowała z trybunem.
Nie jest to chyba ostatnie wyjaśnienie tej zawiłej sprawy, bo przecież kiedyś „trudne czasy” ustąpią, a wtedy będzie można wrócić do wyjaśnień mniej skomplikowanych, na miarę możliwości rozumienia ludzi mniej inteligentnych niż ta garstka członków warszawskiego KIK-u, czy nawet te rzesze ludzi, którzy w ramach inicjatywy pod nazwą KOD wyszły na ulice, by zatrzeć niemiłe wrażenie, że jakiekolwiek podejrzenie o współpracy mogło zmącić święte przekonanie, że rewolucja była dziełem w pełni spontanicznym, a nie wykalkulowanym w siedzibie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i głęboko przemyślanym w siedzibie warszawskiego KIK-u. W każdym razie, jeszcze raz sprawdziło się przekonanie, że „kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”, które dawno temu ustalił niezastąpiony znawca tematu, czyli sam George Orwell. Ta reguła sprawdzała się przez 27 lat transformacji, dlaczego więc nie miałaby się sprawdzać nadal. Oczywiście, szkopuł w tym, że nastąpiła zmiana warty i teraz historią rządzi nowa ekipa. Stąd nerwowe podrygiwania tych wszystkich, którym wydawało się, że panowanie nad historią zostało już raz na zawsze w ich rękach.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze