Po tym reportażu („Franciszkańska 3”) w duszy człowieka wierzącego pozostaje głęboki smutek, zawód, rozczarowanie. Coś woła w środku, że może to pomówienia, zła wola, element „walki z Kościołem”, kampania wyborcza. Wygodnie byłoby tylko oskarżać, posądzać o nierzetelność, ale tak się chyba nie da. Już się nie da. Po tylu „aferach” z hierarchami, którzy „kryli” przestępców w sutannach w polskich diecezjach, przyszła i ta historia. Ale nie przyszło opamiętanie, nie przyszła determinacja, aby to wszystko w końcu przeciąć, wyjaśnić, wytłumaczyć, wyjąć z rąk polityków, powiedzieć to, czego się w gruncie rzeczy domyślamy, a przez to oczyścić się i dzięki temu „zdekonstruować” ten wrzód, jak celnie to ujął ktoś w mediach. Drogą, jaką poszli niektórzy hierarchowie, choćby abp Gądecki jako przewodniczący KEP-u, czy kardynał Dziwisz, iść się nie da. Już się nie da. To droga dziecinna. Pasterze, nie wyrządzajcie dłużej krzywdy Kościołowi, nie wyrządzajcie krzywdy nam, wiernym. Jeśli nie umiecie rozwiązać tego i podobnych problemów, ustąpcie, oddajcie sprawy w ręce silniejszych i zdolnych stawić czoła tak poważnym sprawom. Do opamiętania trzeba wezwać także władze państwowe. Każda pyskówka w tej sprawie, każda publiczna przepychanka wystawia na śmieszność naszego Papieża, szczególnie w oczach młodzieży. Nie róbcie tego Papieżowi, nie róbcie tego Kościołowi, nie róbcie tego Polsce.
A przecież prawda w tym przypadku wydaje się przewidywalna, choć, aby wyzwalała, paść musi z ust do tego przeznaczonych. Przyznać się, że jeszcze pół wieku temu, nie tylko pół wieku, może i 30 lat temu Kościół nie tylko w Polsce, ale i w Europie, i na świecie, tak te sprawy załatwiał, nie będzie łatwo. Nie będzie łatwo, bo to były metody prymitywne, nielicujące z godnością i wykształceniem hierarchów, wśród których były nawet umysły tak potężne jak kardynał Wojtyła, a mimo to nie zdobyły się na odwagę, by sprzeciwić się prymitywnemu systemowi reagowania na zło. Przecież nawet średnio rozgarnięty człowiek widzi, że to był system prostacki. Być może motywowany jakimiś względami, okolicznościami, źle pojętym dobrem, zakorzeniony nie w dzisiejszej przecież, ale w ówczesnej wiedzy, w ówczesnych uwikłaniach politycznych, esbeckich grach operacyjnych, ale to trzeba publicznie i spokojnie opowiedzieć, wyjaśnić, nazwać po imieniu. Ta operacja musi boleć.
Przyjaciel doradza, by czytać w tym trudnym czasie „Wyznania” św. Augustyna, przyglądać się, jak mówi o swoich błędach i grzechach, jak rozlicza się ze swojego życia, jak potrafi być samokrytyczny, samooceniający się. Może tam znajdziemy przykład, jak rozwiązywać tak trudne sprawy. Barykadowanie się, zatrzaskiwanie drzwi przed dziennikarzami, tuszowanie i oskarżanie, zdawanie się na obronę ze strony wątpliwej wartości moralnej polityków, to metody nie na ten czas. Apel o wyrozumiałość do ludzi „dobrej woli” to także za mało. Tu nie można się zasłaniać „dobrą wolą”, tu trzeba przeprowadzić prawdziwą operację, bo operacje wcześniejsze się nie udały. Noga się źle zrosła. Pacjent kuleje. Jeśli „Wyznania” nie wystarczą, trzeba obejrzeć „Znachora”. Tam podpowiedziana jest metoda. Śpieszcie się, bo niedługo nic nie zostawią z naszego Papieża. „Gruba kreska” została zawieszona dla dobra rozpoczętej kampanii. Przecież „rolą niezależnych i rzetelnych mediów jest pokazywać fakty, nawet jeśli są one bolesne i trudne do przyjęcia”. Wiemy, rozumiemy, towarzyszu, ale dlaczego to zawsze działa, tam u was, tylko w jedną stronę?
Wiesław Kopeć
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze