Reklama

Uprzejmie donoszę

22/04/2004 12:41
Mówi się potocznie, że tam gdzie jest dwóch Polaków, tam są trzy zdania. A ponieważ w wielu sytuacjach nie ma takiej możliwości, by problem zakończył się zgodą, jedna osoba na drugą pisze skargę. Czasami pisząc podpisuje się, a często jest to po prostu list zaczynający się od słów “uprzejmie donoszę”.
Jest bardzo wiele miejsc, do których takie listy są wysyłane. Wszystko zależy od tego, co jest powodem niezgody. Bo jeśli sąsiad spojrzał krzywo na sąsiada, to można śmiało pisać do prokuratury, ale jeśli do tego sąsiad jest bardzo bogaty, to nie można oczywiście zapomnieć o liście wysłanym do Urzędu Skarbowego.
Na przestrzeni dziejów bywały takie lata, kiedy anonimy natychmiast były wrzucane do kosza, jako te, których rozpatrywać się nie będzie. Ale bywały czasy, kiedy stanowiły one rewelacyjne źródło informacji. Co prawda źródło, które musiało być sprawdzone, ale wystarczył donos, by złamać komuś karierę lub pozbawić majątku i pracy. Bywały też powodem, że ktoś lądował w więzieniu. Bo historia odnotowuje takie przykłady, kiedy potrzebny był człowiek, a paragraf można było znaleźć na niego bez żadnego problemu.
Skarga czy donos
Jedną z tych instytucji, które listów dostają najwięcej, jest prokuratura. Najczęściej są to skargi, oczywiście podpisane tak, by od razu można było nadać bieg sprawie. - Chyba, że dotyczą wyjątkowo absurdalnej sprawy, a takie też się zdarzają, to wtedy biegu się nie nadaje - tłumaczy Józef Dubleski, szef Prokuratury Rejonowej w Płocku. - Zwykle skargi są podpisane.. Czasami tylko, gdy nie bardzo wiemy, czego list dotyczy, prosimy o doprecyzowanie i też nadawany jest bieg. Każde takie pismo traktujemy jak zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i prowadzony jest normalny tryb procesowy.
Ale do prokuratury przysyłane są także anonimy. Te traktowane są różnie, w zależności od tego, czy opisany przypadek jest prawdopodobny, czy też nie. Bo sporo listów przychodzi od osób niezrównoważonych psychicznie, które piszą o bardzo abstrakcyjnych sprawach. Udowadniają, że mieli spotkanie z UFO, są wiecznie podsłuchiwani lub inwigilowani w inny sposób. Takie sprawy są wpisywane do odpowiednich ksiąg, ale nie nadaje im się biegu.
Jeśli istnieje duża doza prawdopodobieństwa, oczywiście nie w przypadkach podobnych do spotkania UFO, wtedy sprawa przekazywana jest do policji, by tam została sprawdzona. - Nigdy żadnych pism nie wyrzucamy do kosza - dodaje prokurator Dubleski. - Nie pozwala nam na to regulamin. Zresztą ludzie decydują się do nas napisać z różnych powodów, najczęściej wtedy, gdy czują się bezradni, nie mają komu zaufać.
Zdarzają się także listy, które na pewno nie powinny być adresowane do prokuratury. Na przykład zawiadomienie o, zdaniem nadawcy, zawyżonym rachunku telefonicznym. O swoich problemach piszą ludzie starsi, bywa że z defektami psychicznymi, co daje się ocenić już przy czytaniu listu.
Ale przecież nie każdy potrafi napisać skargę. Dlatego w prokuraturze są wydzielone stanowiska dla pokuratorów, którzy pomagają w takich sytuacjach. Pełnią rolę koordynatorów. Ludzie występują z różnymi roszczeniami i nie zawsze wiedzą, jak walczyć o swoje. - Pewnie o niektórych sprawach piszą także do innych instytucji - tłumaczy J. Dubleski. - Naszą rolą jest weryfikowanie tych pism, analizowanie, sprawdzanie.

Śmieją się z urzędu
Może ktoś się zdziwić, ale w ciągu ostatnich 15 miesięcy, do Urzędu Skarbowego w Płocku przyszły tylko 104 donosy, w tym jedynie 18 anonimów, czyli takich, których autorów nie udało się zidentyfikować. Zdecydowana większość listów jest podpisana, ale bywa tak, że listy są kierowane na zły adres. Informacje w nich zawarte nie dotyczą spraw, jakimi zajmuje się Urząd Skarbowy.
- Najczęściej dostajemy wiadomość, że ktoś nie płaci podatku i śmieje się z urzędu - tłumaczy Teresa Morze, zastępca naczelnika Urzędu Skarbowego w Płocku. - Nie zawsze jest to poparte dowodami, zwykle chodzi o zazdrość. Ale są i inne sprawy. Dostajemy na przykład zawiadomienie, że ktoś był zatrudniony na czarno i nie dostał rozliczenia PIT 11, że ktoś sobie kupił drugi samochód, a inną osobę nie stać na utrzymanie wielodzietnej rodziny. Dostajemy informację, że w sklepie sprzedawany jest alkohol bez zezwolenia, albo, że bar jest odwiedzany przez czyjegoś męża, który przepija tam pieniądze, a nic nie daje na życie rodzinie.
Wydawać by się mogło, że donosy dotyczą wielkich afer finansowych, tymczasem ludzie piszą tylko o tych drobnych. Skarżą się, że nie dostali w sklepie paragonu, co ich zdaniem oznacza, że ktoś oszukuje urząd. Albo, że pobiera rentę, a pracuje na gospodarstwie. Skoro dostaje pieniądze od państwa, to państwo powinno zabrać rentę i najlepiej dać ją osobie, która taki list przysyła.
- Czasami ludzie składający skargi przyznają się nam, że komuś powiedzieli,” ja cię załatwię”, żeby wszyscy widzieli i w ten sposób próbują zrealizować swój zamysł - mówi T. Morze. - Bardzo często te donosy wynikają ze spraw typowo ludzkich, z zawiści, z zazdrości, często widać, że ktoś pisał list pod wpływem emocji. Gdyby chwilę się zastanowił, albo odłożył pisanie na dzień następny, pewnie by tego nie zrobił.
Żadnych listów czy skarg w urzędzie się nie wyrzuca do kosza, także tych anonimowych. Wielu nie udaje się potwierdzić, a wiele nawet trudno sprawdzać. Bo jak podejść do listu, w którym ktoś donosi, że kolega, któremu kiedyś dał ściągę w szkole, teraz gdy się dorobił, już mu się nie kłania. Albo jak potraktować informację, że sąsiadka na pewno oszukuje urząd, bo choć jej nie stać, to kupiła sobie nowe futro.
- Często, zwłaszcza kiedy ktoś dzwoni lub przychodzi na skargę do urzędu, pełnimy rolę pocieszyciela - dodaje T. Morze. - Musimy wysłuchać, dać się wyżalić, czasem nawet potwierdzić to, co ktoś nam opowie. Zdarza się, że po takim wysłuchaniu osoba nawet nie potrafi powiedzieć, po co właściwie przyszła do nas. Okazuje się, że wystarczyło wysłuchać tę osobę, która czuje się pokrzywdzona.

Kontaktują
się z dzielnicowym
Wbrew powszechnej opiniii na policję rzadko kiedy przychodzą donosy. Osoby, które chcą się na kogoś poskarżyć, najczęściej kontaktują się z dzielnicowymi, a ci starają się szybko wyjaśnić sprawę. Donosów przychodzi niewiele, ale każdy jest dokładnie sprawdzany, pod warunkiem, że jest podpisany, bądź jest adres tej osoby, która miała dokonać zabronionego czynu.
- To już nie te czasy, kiedy sąsiad mógł donieść na sąsiada, że ten pędzi bimber - wyjaśnia podkomisarz Karol Dmochowski, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Płocku. - Teraz bywają skargi dotyczące antagonizmów między ludźmi, niewygodnego sąsiada, ale w takich przypadkach zwykle ludzie skarżą się dzielnicowym, a nie nam. Do nas należy wykonywanie zleconych czynności przez prokuraturę, bo to tam przychodzi najwięcej donosów i skarg. Jeśli już dostajemy taką informację, to wtedy ją sprawdzamy, ale także szukamy jej źródeł. Policjant jedzie i sprawdza, czy opisane zdarzenie mogło mieć miejsce.

Patrol od razu sprawdza
Do Straży Miejskiej bardzo rzadko przychodzą donosy. Najczęściej ludzie dzwonią i opowiadają o konkretnych sprawach, które im się nie podobają. Dzwonią zwykle anonimowo, mało kto chce się przedstawić donosząc na sąsiada. Czasem boi się zemsty, a czasem dotyczy tak błahej sprawy, że nawet nie warto się przedstawiać.
- Ludzie do nas dzwonią i zgłaszają najróżniejsze skargi - mówi Piotr Umiński, rzecznik Straży Pożarnej. - Opowiadają o tych, którzy wyprowadzają psy bez kagańca i bez smyczy, o rozjeżdżaniu trawników na osiedlach. Niestety przybywa pojazdów i miejsc parkingowych nie wystarcza dla wszystkich. Dlatego samochody ustawiane są na chodnikach lub trawnikach, a nawet pod znakami zakazu zatrzymywania się. My wtedy wysyłamy partol na miejsce i nasi ludzie sprawdzają, czy to prawda. Bywa, że kontaktujemy się a administracją osiedla lub doprowadzamy do zmiany oznakowania. Staramy się bardzo szybko odpowiedzieć na skargę, a jak to jest możliwe, to załatwić sprawę. Bywa i tak, że skarga się nie potwierdza, a wtedy odkładamy ją do akt.
Te czasy, kiedy donosy mogły mieć wpływ na nasze życie dawno już minęły. Być może ludzie piszą znacznie mniej, bo mają teraz wiele innych zajęć, a może nie wierzą w ich skuteczność. Jest tyle innych sposobów, by niecne uczynki wyszły na jaw, że wiele osób, niegdyś chętnie piszących do władz, dziś tego nie robi. Listy zaczynające się od słow. “uprzejmie donoszę” raczej przechodzą do historii.
Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości