Kiedy parę miesięcy temu Renata Beger, Mata Hari z Samoobrony, jak to zgrabnie ujął jeden z uczestników dyskusji w programie Jana Pospieszalskiego, wespół z TVN-em obalała rząd, wtedy sprawnie wyreżyserowany przez opozycję i asystujące jej media spektakl miał rodzić wrażenie, że polityka braci Kaczyńskich osiągnęła dno degrengolady. Rozhisteryzowana Platforma o pierwszej w nocy zwoływała konferencję prasową, domagając się przedterminowych wyborów, nadęte artykuły prasowe i materiały telewizyjne potępiały w czambuł praktyki polityczne stosowane dla ratowania kruszejącej koalicji. Wydawało się, że rząd nie przetrzyma tej nawałnicy. Po ujawnieniu „taśm Gudzowatego” atmosfera medialna jest w zasadzie spokojna, mimo że sprawa wydaje się o wiele bardziej poważna. Dotyczy przecież kwestii fundamentalnej, czyli oceny formacji politycznej, która utrzymywała ster władzy przez długi czas po roku 89 i wciąż ma takie aspiracje, o czym mają, lub już tylko miały, świadczyć szumne zapowiedzieć wielkiego powrotu do polityki byłego prezydenta, na którego w dalszym ciągu, nawet po ujawnieniu kompromitujących materiałów, a może dzięki nim, czeka ponad połowa stęsknionych rodaków.
Czemu zatem miało służyć ujawnienie taśm Oleksego? Kompromitacji byłej głowy państwa, czy – przeciwnie – medialnemu wskrzeszeniu nieco już przybladłej persony, która nie okazała się na tyle silna, by zająć znaczącą pozycję w polityce światowej, a nadaje się w sam raz, by pomóc reanimować politycznego trupa, jakim od dłuższego czasu wydaje się być skompromitowana aferami postkomunistyczna lewica. Ponieważ wielu Polaków zdążyło w międzyczasie docenić nieobecność byłego prezydenta, trzeba było uruchomić odpowiednie mechanizmy marketingu politycznego, które przywróciłyby pana Kwaśniewskiego świadomości politycznej Polaków, a najlepiej, by od razu w tej świadomości wywindowały go na jak najwyższą pozycję. Któż bardziej nadaje się do takiej roli, jak nie człowiek niesłusznie pomówiony, skrzywdzony, poniżony, a najlepiej zaszczuty przez totalitarne praktyki obecnie rządzących. Zatem prezydent Kwaśniewski dla wzbudzenia społecznego współczucia całkiem chyba szczerze żali się, że w „IV RP” jest inwigilowany. Przy okazji zarazem, by odciąć się od niechlubnych praktyk środowiska, któremu ma przewodzić, niektórych kolegów z SLD nazywa po prostu kretynami.
Jeśli ktoś w tej sprawie śmiałby mieć wątpliwości, pan Marek Borowski z rozbrajającą szczerością uspokaja, że „jakoś tak się stało, że polskie społeczeństwo ocenia go pozytywnie”. Jak to się dzieje, doprawdy pojąć nie sposób, ale sondaż przeprowadzony już po ujawnieniu kompromitujących byłą głowę państwa i całą formację polityczną materiałów potwierdza, że tak właśnie wciąż jest. Bo taśmy przecież mogą być zmanipulowane, a i rozmówcy byli w stanie wskazującym na spożycie. Kto bardziej to zrozumie niż polski byczy chłop. Można zatem powiedzieć, że test się chyba powiódł, media zbytnio nie kąsają, a ponieważ lewica na gwałt jest demokracji potrzebna, przyznają to nawet prawicowi komentatorzy, stąd i mąż opatrznościowy, który będzie miał szansę ją reaktywować, powitany zostanie z otwartymi rękami. A kto jeszcze raczy pamiętać, że za czasów panowania szanownego pana ustawy w sejmie miano kupować mniej więcej za 3 miliony dolarów, a polowanie na lewą kasę (czyli wyłudzanie od biznesu wysokich podarków) miało być praktyką powszechną, o czym z rozbrajającą szczerością mówią właśnie „taśmy Oleksego”. Od tych rewelacji sondaże od razu panu prezydentowi skoczyły. Jaki naród, taki powrót! Do widzenia.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze