Rozmowa z doktorem Michałem Ostrowskim, zastępcą Ordynatora Oddziału Nefrologicznego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku
Od kilku dni spotyka się pan z ważnymi ludźmi, prasą, pacjentami, do których skierował pan list. Dlaczego? Nie jest pan w komitecie protestacyjnym. Nie złożył pan wypowiedzenia.
Sytuacja zaszła za daleko, chcę pokazać, że trzeba szybko coś zrobić i to coś nadzwyczajnego. U nas na Oddziale Nefrologicznym wypowiedzenia złożyło 8 specjalistów. Ja z ordynatorem nie. Uważamy, że ktoś musi zostać, chociażby na zasadzie zgaszenia światła. Oczywiście, jeśli nie dojdzie do porozumienia, nie damy sobie rady w dwie osoby na oddziale z 33 łóżkami i stacją dializ, gdzie jest 120 pacjentów. Ale odwleczemy katastrofę dla pacjentów dializowanych na tyle, na ile się da.
Nie jest pan w komitecie protestacyjnym, ale patronuje pan protestującym.
Raczej pomagam, działam równolegle. Trzeba działać, bo na każdym oddziale szpitala są ogromne niedobory personelu i pracują resztki lekarzy. Minęły dwa miesiące od chwili złożenia wypowiedzeń przez 22 lekarzy z czterech oddziałów (nefrologii, pediatrii, interny, płucnego) i nic się nie wydarzyło, żeby zmienić sytuację dla tego szpitala, lekarzy, pacjentów. Wbrew temu co mówi Pan Dyrektor, nie było codziennych rozmów. Ostatni raz takie odbyły się 6 września i dopiero ponownie powrócono do nich 16 września. Faktycznie teraz (16 – 17 września) są drugie tury rozmów, intensywne negocjacje z zachowaniem pisemnych wersji własnych propozycji. Ale ciągle rozbieżność zdań jest duża.
Czy uda się przebrnąć przez trudny temat wynagrodzeń? Bo wydaje się, że postulat finansowy jest największym punktem zapalnym?
Nie jest prawdą, że protestującym lekarzom chodzi wyłącznie o pieniądze. Sednem protestu jest walka o warunki pracy, przeładowanie obowiązkami i brak personelu. Teraz to wygląda tak, że jeden lekarz biega i to dosłownie między czterema komórkami szpitala. Od oddziału, po poradnię, blok operacyjny, izbę przyjęć. Jak ma leczyć, zająć się pacjentem? Dyrektor planuje zamknięcia – zawieszenia oddziałów od 24 września (w pierwszej kolejności oddział płucny), szpital zmierza do likwidacji. Zrobię wszystko, aby zachować inne oddziały i ten oddział ze stacją dializ w dotychczasowym stanie zarówno organizacyjnym jak i personalnym. Wypełniam swoje obowiązki, chcę uchronić pacjentów przed katastrofą, jaką byłoby zamknięcie oddziału. Likwidacja jakiejkolwiek komórki szpitala będzie likwidacją na zawsze. Bo już nigdy się jej nie odbuduje. Nie odbuduje się takiego oddziału nefrologicznego, jeśli się go zlikwiduje. A jest to największy oddział nefrologiczny na Mazowszu, a być może w całej Polsce, poza ośrodkami klinicznymi w dużych miastach. I dlatego to robię.
Ale to właśnie finansowe oczekiwania lekarzy wybrzmiewają najbardziej.
A ja jeszcze raz podkreślę, że nie to jest istotą sprawy. Mnie ta podwyżka za bardzo nie interesuje. Oczywiście jeśli będzie, przyjmę ją z całą dobrocią. Ale jeśli nawet dostanę 10 razy więcej, to nie zmieni mojej sytuacji i nadal będę pracował za trzech. I padnę. A na tamten świat pieniędzy nie zabiorę. Więc po co mi to? Wie pani, co mówią koledzy lekarze? Gdyby zaproponowano im pracować dwa razy mniej albo zarabiać dwa razy więcej, to wybraliby wariant z pracą dwa razy mniej. Młodzi i starsi lekarze są wykończeni fizycznie i psychicznie. Rano na raportach nie mają siły ich czytać. Kilka razy czytałem za koleżanki. Może jestem ciut silniejszy, ale też wiem, że wielu lekarzom po dyżurach zdarzało się wracać z płaczem. Tak to wygląda. Bo to nie jest tak, że wracamy do domu i zapominamy. To jest praca, od której nie da się odciąć.
W tej chwili to jest walka nie przeciwko komuś, tylko o coś. Ale czy to trochę nie jest w kategorii cudu? Bo nagle znajdą się cudem lekarze, podadzą cudowne lekarstwo i coś się zmieni?
Chodzi o to, by wszyscy mający wpływ, odpowiedzialni za to miejsce mieli świadomość, że jest katastrofa. Nie mogą się obudzić któregoś pięknego dnia z wiadomością: ojej jest katastrofa, jak to się stało? Oczekuję od tych ludzi, że zrobią to, co mogą, jako politycy, dyrektorzy, ludzie, pacjenci. Tak jak ja robię to, co mogę. Być może się okaże, że tego kraju nie stać na opiekę zdrowotną. To jest bardzo daleko idący wniosek. Może się jednak tak okaże.
Co na to koledzy z komitetu prestacyjnego?
Dziękują mi. Wspierają mnie też koledzy niezwiązani bezpośrednio z protestem.
Ale złożyli wypowiedzenia. Chcą odejść. Ma pan argument, aby ich przekonać?
Niestety nie. Jesteśmy zmęczeni, jest nas za mało, rozumiem ich. Tu się zebrały zaległości z kilkunastu lat.
Ale czy to jest kwestia braku kadry?
Tak, bo jeden lekarz biega często między czterema jednostkami szpitala. Zdajemy sobie sprawę, że chory jest cały system w całej Polsce. W dużych miastach na oddziale 30 łóżkowym jest 7 specjalistów plus 5 – 6 rezydentów. W pracy do 15.00 na jednego doktora przypada 3 – 4 pacjentów. W Płocku w tej chwili jest tak, że na jednego lekarza, gdzie jest fala wypowiedzeń, w tej chwili na Oddziale Wewnętrznym, Płucnym czy Nefrologicznym na jednego lekarza przypada 10 – 15 pacjentów. Na oddziale moim i wewnętrznym ordynator nie pełni już funkcji nadzorczych, tylko bezpośrednio leczy pacjentów jak każdy inny lekarz.
Czy jest szansa na dobrą pracę i współpracę?
Nie wiem i nie chcę wchodzić w kompetencje dyrekcji. Ja nie pytam, jak mam leczyć chorych dializowanych.
Ale jak zaradzić brakom kadrowym? Są propozycje wsparcia finansowego, mieszkaniowego. Nie pomaga.
W innych szpitalach są specjaliści. Nie jestem od organizowania pracy. Powinno nas być więcej. Do braku kadry dochodzi szereg spraw, jak chociażby wykonywanie niektórych badań diagnostycznych przez lekarzy oddziałowych, a nie dedykowane pracownie, przeciążenie biurokracją, brak wsparcia ze strony administracji. W tym szpitalu nigdy nie było gastroenterologa. Praktycznie nie ma hematologa. Za chwilę nie będzie żadnego diabetologa i endokrynologa. W tak wielkim szpitalu nie ma specjalistów chorób wewnętrznych w wąskich dziedzinach. Są tylko kardiolodzy i nefrolodzy, ale dziedzin interny jest więcej. Boli mnie, że w takich samych szpitalach jak nasze są, a tu nie. To często drobne problemy, ale jak drobne puzzle układają się w wielki obraz zapaści. Wiem, że to jest trudne zadanie, nie mam rozwiązań pokazuję, jak jest. I że inni radzą sobie z tym.
Myśli pan o odejściu z zawodu?
Teraz tak. Chociaż robię to, co umiem i lubię. Ale jest mi już straszliwie ciężko. I jak przychodzę do domu straszliwie zmęczony psychicznie i fizycznie, to mam dosyć. Do tego stopnia, że kiedy zaczynał się COVID, powiedziałem, że po epidemii wypiszę się nie tylko ze szpitala, ale i z zawodu. Jesteśmy tak źle traktowani i przez rządzących centralnie, i w szpitalu, i czasem też przez pacjentów. Ja nie mówię, że jesteśmy święci. Jak powiedział mój kolega-lekarz: „być może i jesteśmy chamami, ale myśmy się nimi zrobili w tej pracy, myśmy tego z domu nie wynieśli”.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Dziękuję za rozmowę.
Teresa Radwańska-Justyńska
fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Marzeniem większości plocczan było zamknięcie tej budy...marzenia się spełniają .
Ciekawe gdzie będziemy się leczyć ,może minister zdrowia nas przyjmie w klinice rządowej bo sobie to dali podwyżki i ciągle mówią jak u nas jest dobrze
Marzeniem zdrowych ludzi jest zamknąć szpital, a chorych- mieć szpital w pobliżu i nie stać w korkach, by dostać się do Kliniki w Warszawie. Zdrowy tego problemu nie zrozumie. Bierze suplementy i uważa, że dzięki nim jest zdrowy. Wszystko do czasu.
w szpitalach nie ma odwiedzających chorych, wiec nie ma żadnej kontroli ai lekarze i pielęgniarki luzzz passs, kawka a nocą na parking ogródków działkowych pozostawiając zużyte chusteczki, ręczniki papierowe itp Za tak dużą umieralność winny jest personel szpitala, który narzeka na braki. J
Brak personelu??? a po co pielęgniarka ze specjalista w przychodni?? ona nic nie robi to ją skierować na oddział
Dawno już powinno się wymienić całe to kolesiostwo, te jedną wielką bandę... Od oddziałowych po dyrekcję, z nielicznymi wyjątkami. Mobbing, chaos, zastraszanie, chleb powszedni
Debilka
Ten szpital to masakra,umieralnia, mieszkam w Płocku, leczę się w Warszawie,nigdy w życiu nie pójdę po pomoc do tego szpitala,brak specjalistów, personel, pielęgniarki-masakra,opieka lekarska na najniższym poziomie,nie dziwię się, że brak tu personelu...Dawno powinni Szpital Winiary zlikwidować
W tym szpitalu pracuje bardzo dużo mądrych i oddanych ludzi, ale rosnąca biurokracja i komputery odhumanizowały zawody medyczne zabierając 70% czasu potrzebnego na fachowe czynności medyczne.Lekarz traktowany jest jak wyrobnik punktów z kontraktu szpitala, niezależnie od jakości Zatrudnić więcej sekretarek/ asystentów medycznych do czynności informatycznych ,odciążyć SORy od niepotrzebnych ambulatoryjnych porad specjalistów, pozwolić zarobić tyle, aby nie musieli dorabiać na 2-3 etatach i sytuacja poprawi się natychmiast
a zamknac to dziadostwo w cholere i tak strach sie tam leczyc
To dziadostwo pół roku temu uratowało mi życie na OIT.Pacjentka covidowa.
Wyrzucić z Płocka mafię komucha Struzika i całe PSL i będzie dobrze
najgorszy szpital w regionie. kolesiostwo i partyjniactwo!!! wlacznie z kwiatkowskim o ile jeszcze jest.
Dziadostwo nie szpital panowie lekarze pracują ale w prywatnych gabinetach
Dla mnie to Derektor jest problemem jego powinni zwolnić
racja. ten co dowodzi jest odpowiedzialny za firme/szlital.
Popieram. Pielęgniarki, lekarze - kto im tworzy warunki pracy, określa zakres obowiązków? Teściowa jest tam pielęgniarką, nieraz wraca z pracy bez sił i że łzami w oczach. A kocha ten zawód. Nie pracownicy są problemem, tylko zarząd.
Wielki szacunek dla lekarza Ostrowskiego. Inny lekarz miałby to gdzieś. Dlatego kto nie wie jak tam naprawde nie wie jak tam jest to niech głupot,,krytyki" niech nie wypisuje. Może przyjsc czas ze ktos bedzie potrzebowac pomocy z oddzialu dializ to zamiast do Płocka bedzie musiał 3razy w tyg jezdzic do Włoclawka czy Warszawy. Chcecie tego? Wątpie...
Leżałem w tym szpitalu kilka razy i nigdy nie spotkałem się z arogancją Oni są odbiciem społeczeństwa .Uważam że krytykanci jeszcze nie byli ciężko chorzy.
Oj tak,chyba nie wiedzą jak się prawie umiera.Mnie uratowali.Bylam pod respiratorem,zaintubowana,w śpiączce farmakologicznej-covid.Tym cudownym ludziom z OIT i Odzialu zakaznego zawdzięczam życie.Wielki szacunek za fachowość i empatie.
Szkoda że nie mogą mówić Ci co umarli
Niech PO+PSL pokażą jak się rozwiązuje problemy służby zdrowia zaczynając od własnego szpitala. Czekamy na pomysły.
Gdyby ludzie przestali chodzić do ich gabinetów prywatnych to jeden lekarz nie biegał by po czterech oddziałach jak tu napisane w wywiadzie Do dziesiątej jest ich na dziele dziesięciu A potem zostaje jeden a reszta idzie przyjmować za kasę prywatnie A na wypis to się czeka tygodniami
Oddział nefrologii to lekarzena najwyższym poziomie począwszy od lekarzy po salowe niejeden profesor z kliniki powinien się tu uczyć zawodu. Nielezales na tym odziele nie wypowiadaj się w ogóle
Przepraszam nie chodzi O nefrologie ale inny odział w tym szpitalu na którym przebywalem i wiem o czym mowie
pacjenci chodzący to maja dobrze, zaś leżący muszą czekać na śmierć-taka jest teraz opieka, gdyż nikt nie przyjdzie z rodziny i nie umyje itp
To prawda, dziennikarze wyrywkowo powinni jechać na Wiśniowy Sad" ROD i porobić fotki z parkinku
Marzeniem większości plocczan było zamknięcie tej budy...marzenia się spełniają .
Ciekawe gdzie będziemy się leczyć ,może minister zdrowia nas przyjmie w klinice rządowej bo sobie to dali podwyżki i ciągle mówią jak u nas jest dobrze
Marzeniem zdrowych ludzi jest zamknąć szpital, a chorych- mieć szpital w pobliżu i nie stać w korkach, by dostać się do Kliniki w Warszawie. Zdrowy tego problemu nie zrozumie. Bierze suplementy i uważa, że dzięki nim jest zdrowy. Wszystko do czasu.