Czy Jacek K. skatował na śmierć Annę Z.? Na to pytanie będzie musiał odpowiedzieć płocki Sąd Okręgowy. Właśnie rozpoczął się proces w tej sprawie.
Jacek K. jest płocczaninem, ma 40 lat. Ten wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna był już karany. W więzieniu spędził 15 lat. Pod koniec czerwca ub.r. w jednym z mieszkań przy ul. Łukasiewicza doszło do awantury między nim a Anną Z. Jacek K. miał pobić kobietę. Bił ją pięściami i kopał. Gdy zorientował się, że Anna Z. nie daje oznak życia, podłożył jej pod krwawiącą głowę ręczniki i wyszedł z mieszkania. Przez kilka dni ukrywał się przed policją. Kobieta miała kilkadziesiąt obrażeń, kilka z nich było na tyle poważnych, że zmarła na miejscu. Anna Z. miała 41 lat. Kilka dni przed tragicznym zdarzeniem została babcią.
Jacek K. nie przyznał się do winy. Odmówił też składania wyjaśnień przed sądem. W zeznaniach, jakie złożył podczas śledztwa, stwierdził, że zanim doszło do tragicznego zdarzenia, od kilku dni pił i nic nie pamięta z tego dnia. Gdy się obudził, zobaczył leżącą na podłodze Annę Z. Podłożył jej ręczniki pod krwawiącą głowę i uciekł z mieszkania.
Oskarżycielami posiłkowymi w tym procesie są matka i córka Anny Z. Córka opowiadała, że Anna Z. zaczęła się spotykać z Jackiem K. około dwóch miesięcy przed tragedią. Anna Z. nie zwierzała się córce z tego, co się dzieje między nią a Jackiem K.
– Mama nic nie chciała mówić, chociaż widziałam, że coś się dzieje, że miała ślady pobicia. Proponowałam jej, że razem pójdziemy na policję, ale ona stwierdziła, że policja nic nie zrobi, a jak się dowie o tym Jacek K., to ją zabije. Bała się go. Kilka dni przed śmiercią zaczęła więcej opowiadać, mówiła, że już dłużej tak nie może, ale nie wie jak się rozstać z Jackiem K. – opowiadała Emila Z. Zarówno matka, jak i córka Anny Z. przyznały, że kobieta leczyła się z problemu alkoholowego.
Jednym z najważniejszych świadków w procesie jest Janina N., właścicielka mieszkania, w którym doszło do tragedii. Na miejscu dla świadków w sądzie spędziła sporo czasu. Sąd starał się bowiem wyjaśnić rozbieżności w jej zeznaniach złożonych w śledztwie i tych przed sądem. Ostatecznie Janina N. stwierdziła, że widziała, jak oskarżony uderzył i kopał Annę Z., mówił do niej, że stracił żonę oraz dziecko i teraz nie ma nic do stracenia. Miał powiedzieć do Anny Z.: „Zabiję cię, k…”. Janina N. stwierdziła, że nie mogła pomóc Annie Z., bo była zbyt pijana.
Z jej zeznań i wyjaśnień innych świadków wynika, że dzień przed tragedią w mieszkaniu Janiny N. odbyła się alkoholowa libacja. Brali w niej udział Janina N., jej znajomy Stanisław G., wynajmująca pokój w mieszkaniu Edyta M. i jej chłopak oraz Jacek K. i Anna Z. Na noc w mieszkaniu zostali Stanisław G. oraz Jacek K. i Anna Z.. Rano Anna Z. poszła do swojego domu. U Janiny N. dalej trwała impreza. Anna Z. pojawiła się na niej po południu. Z czasem coraz mniej osób uczestniczyło w libacji. Do domu poszedł Stanisław G., od stołu odeszli także Edyta M. i jej chłopak. W mieszkaniu została Janina N., Jacek K. i Anna Z. Oskarżony i Anna Z. mieli zacząć się kłócić. Pretekstem miało być utracenie przez Annę Z. prawa jazdy za prowadzenie auta po alkoholu. Awantura skończyła się tragicznie.
Janina N. zeznała, że obudziło ją pukanie do drzwi. To Edyta M. miała przynieść jej papierosy. Gdy właścicielka mieszkania wstała z kanapy, zobaczyła leżącą na podłodze Annę Z. i krew. Z wyjaśnień Edyty M. wynika, że drzwi mieszkania były otwarte. Gdy weszła do środka, zobaczyła Annę Z. leżącą twarzą do podłogi i krew oraz śpiącą Janinę N. Poszła po swojego chłopaka, który mieszka w tym samym bloku. Razem z nim próbowali obudzić Janinę N., ale było to trudne, bo właścicielka mieszkania była pijana. Edyta M. zeszła na dół do ochrony, żeby zawiadomić policję. (gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze