Reklama

Symboliczna ustawa [FELIETON]

29/05/2018 11:38

Prezydent Andrzej Duda udzielił parę dni temu wywiadu Telewizji Trwam i Radiu Maryja. Wśród wielu poruszanych kwestii padło pytanie o uchwaloną przez Kongres Stanów Zjednoczonych i podpisaną już przez prezydenta Trumpa „ustawę 447”, o której procedowaniu w Polsce panowało głuche milczenie, mimo że prace trwały kilka miesięcy, a protesty przeciw niej do kongresmenów kierowali licznie przedstawiciele polonii amerykańskiej. Kto nie śledzi na bieżąco publicystyki Stanisława Michalkiewicza, mógł się poczuć tym pytaniem mocno zaskoczony. O co chodzi i dlaczego sprawa w Polsce nie została wprowadzona do debaty publicznej ani przez obóz władzy, ani przez opozycję, ani przez media? O problemie pisze się u nas w sposób wyjątkowo oględny. Na przykład dowiadujemy się, że „ustawa nakłada na sekretarza stanu USA obowiązek składania dorocznego raportu z realizacji ustaleń zawartych w Deklaracji Terezińskiej”, którą w 2009 roku podpisało 46 państw świata, w tym Polska, a która jest „niezobowiązującą listą podstawowych zasad mających przyśpieszyć, ułatwić i uczynić przejrzystymi procedury restytucji dzieł sztuki oraz prywatnego i komunalnego mienia przejętego siłą, skradzionego lub oddanego pod presją w czasie Holokaustu”, w tym tzw. „mienia bezdziedzicznego”, czyli takiego, którego spadkobiercy już nie żyją.
W związku z tą ustawą, czyniącą USA światowym żandarmem w dziedzinie restytucji mienia żydowskiego, pojawiły się dwa stanowiska, jedno „uspokajające” – że niby ustawa ma jedynie „charakter symboliczny”, gdyż nie nakłada żadnych sankcji wobec państw, które „nie spełniły swych obietnic dotyczących zwrotu mienia ofiar Holokaustu ich prawowitym właścicielom bądź ich spadkobiercom” – i drugie stanowisko „niepokojące” – że niby ustawa może uruchomić proces nękania krajów sygnatariuszy „Deklaracji”, w tym Polski, w sprawie przyśpieszenia „spełniania niezobowiązujących zasad”. Wiele może wyjaśnić w tym miejscu odpowiedź prezydenta Dudy na pytanie o to, czy Polacy mają się czego obawiać w związku z przyjęciem tej ustawy przez Kongres USA. Wyjaśnienie Prezydenta, że „trudno przewidzieć, jakie będą jej dalsze implikacje”, raczej wzmacnia stanowisko „niepokojące”, bo kto jak kto, ale Prezydent powinien wiedzieć, jakie będą „implikacje”, a skoro „nie wie” (lub nie chce powiedzieć), to znaczy, że zapewne nie będą wesołe.
Bo i dlaczego miałyby być wesołe, skoro za „przyśpieszenie spełniania zadeklarowanych niezobowiązujących obietnic” bierze się Kongres i Prezydent Stanów Zjednoczonych, a dobrze poinformowani twierdzą, że te „niezobowiązujące obietnice” w przypadku Polski międzynarodowe organizacje żydowskie zlokalizowane w USA ustaliły na ponad 60 miliardów dolarów, czyli około 200 miliardów złotych, co stanowi jedną piątą rocznego budżetu naszego wciąż znajdującego się na dorobku biednego kraju. Kwota wcale nie wydaje się symboliczna i trudno też przypuszczać, że Kongres USA przez pół roku zajmował się sprawą, która miałaby być potraktowana tylko symbolicznie. Zresztą dalsza część wypowiedzi Prezydenta we wspomnianym wywiadzie przybiera kształt dosyć enigmatyczny: państwo polskie dołoży wszelkich starań, by wszyscy obywatele polscy byli zawsze „traktowani równo”. I co to właściwie w kontekście poruszonego problemu miałoby oznaczać?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości