Reklama

Różaniec bez granic [FELIETON]

17/10/2017 10:25
Milion ludzi modliło się 7 października wzdłuż granic Polski. Jedni przeżyli to nadzwyczajne i niecodzienne wydarzenie głęboko i przejęli się jego doniosłością. Inni zmiażdżyli je bezlitosną krytyką. Brytyjska stacja BBC delikatnie skomentowała, że było „kontrowersyjne”, na forach internetowych posypały się obelżywe komentarze dyskredytujące modlących się. Wszelkie granice przekroczył jednak Janusz Palikot bezpardonową wypowiedzią, którą pozwolę sobie przytoczyć w całości: „Doprawdy akcja „Różaniec do granic” to coś tak zawstydzającego i ośmieszającego nas wszystkich, że doprawdy nie wiem, co jeszcze bardziej kuriozalnego może się zdarzyć. Wstyd za rezygnację z rozumu, oświecenia, tradycji europejskiej. Jesteśmy jak wieśniak na stacji metra, modlący się o to, aby pociąg się na niego nie gniewał. I nie spóźniał więcej. Istne kuriozum”.
No cóż, w epoce pluralizmu i wolności słowa każdy ma prawo komentować takie sprawy, jak chce, na miarę swojego zaangażowania i rozumienia, ale trudno się zgodzić, że modlitwa różańcowa, także ta publiczna, zbiorowa, nawet masowa nie należy do tradycji europejskiej, że jest sprzeczna z rozumem i oświeconym umysłem.
Setki tysięcy ludzi wyszły na ulice, place, nad brzeg morza, aby modlić się za Polskę i za świat, który wstrząsany jest zamachami, klęskami żywiołowymi, a przede wszystkim wojnami, którym nikt nie zamierza się w jakikolwiek sposób przeciwstawić. Cóż złego jest w publicznej modlitwie? To lepiej niż modlić się urządzać „parady równości”, w których roznegliżowani dziwacy, nieznający miary w popularyzowaniu swoich odmienności gorszą innych?
Organizatorzy takich dziwacznych „parad”, które popiera pan Janusz Palikot, domagają się tolerancji dla swoich dziwactw, a nie potrafią tolerować czegoś tak szlachetnego i czystego w swej istocie jak modlitwa? Coś się pomieszało w głowach liberalnym postępowcom, że modlitwę uważają za coś zawstydzającego, a obnoszenie się ze swoimi gorszącymi preferencjami seksualnymi za coś godnego uznania i uszanowania.
I nie o zamknięcie granic przed uchodźcami była ta modlitwa, jak z różnych stron usiłuje się wmówić, ale o opiekę Opatrzności nad Polską i światem, zagrożonym na dużą skalę islamskim terroryzmem, który przemieszcza się po świecie wraz z uchodźcami z krajów muzułmańskich, uciekającymi przed wojnami celowo wszczynanymi, aby przerzucić do spójnej do niedawna pod względem kulturowym Europy rzesze ludzi innej kultury i wiary.
Wmawia się nam, że „Różaniec” ten miał charakter polityczny, a to jest straszny grzech. Ale nawet jeśli miał taki charakter, to nie ma w tym ostatecznie nic złego. Matka Boska niejednokrotnie w XX wieku mieszała się do polityki, prosząc choćby w Fatimie o modlitwę różańcową w celu przyśpieszenia zakończenia wojny światowej i ochronę świata przed politycznymi „błędami Rosji”. Prosiła też o poświęcenie tej ostatniej Jej Niepokalanemu Sercu, co było aktem wyjątkowo politycznym.
A ileż było w XX wieku przykładów wielkich i politycznych „cudów” wymodlonych w zbiorowych krucjatach różańcowych w różnych częściach świata, choćby „cud nad Wisłą”, opuszczenie Austrii przez wojska sowieckie, zdarzenia na Filipinach. Prawdziwie oświecony umysł z pewnością nie może zamykać się na takie zdarzenia. Dlatego opinia pana Palikota, choć dosadna, nie może nam przeszkodzić w wierze w bogate owoce tej ostatniej krucjaty.

Wiesław Kopeć

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości