Jesteśmy podzieleni od dawna, ale nadchodzący rok będzie czasem wyraźnego przyspieszenia na tym odcinku. W „temacie politycznym”, jak by powiedział klasyk, proces ten rozpoczął się po wyborach parlamentarnych. Przed wyborami żyliśmy w jednym państwie, to znaczy w „państwie PiS”. Opozycja była swojej państwowości pozbawiona. Do czasu… Po zwycięskich wyborach (demokratycznych, rzecz jasna, w odróżnieniu od tych sejmowych) do izby wyższej parlamentu powstało państwo bez nazwy (na razie), ale z innymi atrybutami państwowości jak najbardziej! Głową nowego państwa jest marszałek Senatu, a widocznym znakiem obecności na mapie Europy (symbolicznej na razie) wygłaszane przy rozmaitych okazjach (albo i bez okazji) orędzia tejże głowy do narodu wybranego… To jest, chciałem powiedzieć, obrońców Konstytucji i wolnych sądów, orędzia. Póki co mamy pewną nierównowagę między tymi dwoma bytami politycznymi, ale gdyby najbliższe wybory prezydenckie wygrał(a) kandydat(ka) „opozycji demokratycznej”, sytuacja zmieniłaby się radykalnie. Orędzia w imieniu państwa bez nazwy wygłaszałby prezydent, co jest światową normą, a w przypadku „państwa PiS”… No, właśnie…
Nie tylko w polityce przyspieszyło! A to za sprawą „najbardziej opiniotwórczego dziennika w kraju”. Dotychczas przekaz medialny w wydaniach świątecznych był jednolity. Pisano o tym, jak ludzie spędzają święta. Tym razem w świątecznym numerze rzeczonego dziennika znajdujemy tekst na całą szpaltę z nadtytułem „Wigilia bez rodziny”. Nie, Szanowny Czytelniku! To nie o „tych, co na morzu” albo na misjach w Afganistanie, ale o tych co „wigilię spędzą samotnie, bo nie czują żadnych związków z rodziną,… nie chcą brać udziału w świątecznych rytuałach”. „Podczas samotnych wędrówek po Azji zdała sobie sprawę, że nic jej nie łączy z rodziną oprócz więzów krwi… Tak naprawdę jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi… dla pokolenia 30 – latków rodziną są przyjaciele i znajomi, a nie rodzice”. „…pojadę do znajomej na wigilijne ciastko, pójdę do Planu B (lokal na placu, o ironio, Zbawiciela), który co roku jest tego dnia otwarty, a na końcu chcę potańczyć w klubie na Jasnej”. Z rodziną „spędzę pierwsze kilka dni nowego roku. Jaka jest różnica między wigilią a kolacją, którą zjemy wspólnie 1 lub 2 stycznia? Moim zdaniem żadna”. „Przez ostatnie kilka lat omijała rodzinny dom również ze względu na syna, którego nie wychowuje w katolicyzmie… Święta zawsze były dla niej trudnym okresem właśnie z powodu ich religijnego charakteru: łamania się opłatkiem, kolęd, wspólnej modlitwy”. Przyspiesza walka między Biblią a „Misiem” Barei, między tradycją, a „nową, świecką tradycją”. Do Siego Roku!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze