Reklama

Rekordowy Reggaeland 2012

18/07/2012 08:25
– Rok temu zadawaliśmy sobie poważne pytanie, czy i w jaki sposób zorganizować festiwal, na który przyjeżdża coraz mniej osób – przyznaje Andrzej Nowakowski prezydent Płocka. Dziś ten festiwal może zaliczać do swoich ulubionych płockich imprez i to zarówno pod kątem frekwencyjnym jak i kasowym. Impreza przyniosła miastu ponad pół miliona zysku.
Istotne jest nie tylko 300 tys. zysku z samej sprzedaży biletów, ale też pozyskanie partnerów, którzy gotowi są zapłacić za udział w danym przedsięwzięciu. Mowa o sponsorach festiwalu. – Dla mnie jako prezydenta a wcześniej radnego istotny był sposób wydawania miejskich pieniędzy na kulturę w sposób rozważny i rozsądny. Nie sztuką jest bowiem wydać z budżetu 500 tys. zł i zrobić imprezę. Sztuką jest, przy znacznie mniejszych kosztach, osiągnąć sukces i na niej zarobić – zaznacza Andrzej Nowakowski.
Historia Reggaelandu, choć krótka, jest wyjątkowo barwna. Pomysł na reggae na płockiej plaży to idea sprzed 7 lat Grzegorza Żaglewskiego, ówczesnego pracownika Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki, dziś dyrektora artystycznego festiwalu. Udane pierwsze edycje powoli forsowały imprezę na rynek zauważalnych polskich festiwali. Z roku na rok impreza się rozkręcała, coraz więcej osób z kraju przyjeżdżało bawić się na płockiej plaży. W końcu dwa lata temu przetarg na organizację imprezy wygrała agencja, która organizuje bliźniaczą imprezę w Ostródzie. Ceny biletów poszybowały w zastraszającym tempie w górę, format gwiazd zmalał, a frekwencja błyskawicznie stopniała. Czyżby koniec był nieuchronny? Urząd Miasta zastanawiał się wtedy poważnie nad sensem kontynuacji tego festiwalu. W końcu zakręcił kurek z pieniędzmi, wykreślił imprezę z kalendarza, a mimo tego impreza się odbyła. Miłośnicy reggae zwarli szyki i w spontanicznym zrywie zorganizowali na plaży Underground Reggaeland. Miasto doceniło inicjatywę młodych. Ostatecznie sypnęło groszem, udostępniło sprzęt z Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki.
W ten sposób ratusz odkrył potencjał Reggaelandu i w tym roku postanowił zrobić z festiwalu wizytówkę miasta, ale na własnych warunkach, organizując go od A do Z. – Reggaeland okazał się nie tylko wielkim sukcesem frekwencyjnym, zamknął się liczbą 11 tys. sprzedanych biletów, ale też promocyjnym i finansowym. Jest pierwszym kulturalnym wydarzeniem, o tak dużej skali, zorganizowanym przez miejską jednostkę – mówi Mikołaj Łakomski, dyrektor promocji miasta w ratuszu.
Miasto zainwestowało w imprezę ponad 300 tysięcy zł a zarobiło na niej ponad 500 tys. zł. Dodatkowo z kolei wartość promocyjna imprezy została wyceniona na minimum 520 tys. zł. Takich wyliczeń dokonała firma monitorująca media Press Servicve. Ponadto sukces miasta przełożył się na obroty płockich przedsiębiorców z branży gastronomiczno-hotelarskiej. Urząd Miasta przeprowadził ankietę wśród 40 restauratorów.
– Wszyscy odnotowali wzrost obrotów nawet o 500%. Większość o 100 – 200%. Restauracje czynne były do godziny 6 rano, a otwierane już o 8.00. Okazało się, że Starówka może żyć nie tylko w ciągu dnia, ale też przez całą noc – cieszy się Andrzej Nowakowski, prezydent Płocka.
Miasto liczy zyski z przyszłych wpływów z podatków, choćby ze względu na zwiększony ruch turystyczny. Według kolejnych badań okazało się bowiem, że połowa uczestników festiwalu to osoby przyjezdne.     BeeS
fot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości