Mieszkańcy Płocka przechodzący ul. Kolegialną widzą i słyszą, jak wre praca na budowie Muzeum Mazowieckiego. Z daleka widać jeżdżące koparki, pracujące dźwigi, wielki wykop tuż przy budynku, w którym nadal mieszkają ludzie. Codziennie rano budzą ich dźwięki pracujących maszyn, co jest uciążliwe, ale nie aż tak bardzo, jak pękające ściany budynku, zapadająca się podłoga w mieszkaniu i stały hałas pracującego obok ciężkiego sprzętu.
Pan Bronisław zaprosił nas na budowę, na której od kilku miesięcy przyszło mu mieszkać. – Już dawno zostaliśmy z naszych mieszkań wymeldowani, ale nadal tu żyjemy, płacimy czynsz i zastanawiamy się, jak długo jeszcze wytrzymamy. Wystarczy popatrzeć, co się tu dzieje. Nie twierdzę, że robotnicy wykonują swoje obowiązki niezgodnie z planem, ale jak tak można, żeby pracowali metr od naszych okien. Praca ciężkiego sprzętu ma ogromny wpływ na ten istniejący budynek, w którym my cały czas mieszkamy – tłumaczy zapraszając do środka. Rzeczywiście, musimy potwierdzić, że to o czym mówił, jest całkowicie zgodne z prawdą. Mieszkanie jest w środku obudowane panelami nie dlatego, żeby było ładniej lub cieplej, ale dlatego, żeby się trzymało kupy. Stale muszą podkładać pod pralkę kolejne deski, bo stare się załamują z podłogą. Tylko czekają, kiedy razem z pracującą pralką spadną do piwnicy. Część budynku została już rozebrana, nie ma oficyny, ale nie wiadomo, czy to było zgodne z prawem budowlanym, bo część ścian nie ma żadnego oparcia i wcale nie jest wykluczone, że pewnego dnia po prostu spadną do aktualnie wykonywanego wykopu pod budynki Muzeum Mazowieckiego. Co prawda w tym najbardziej zagrożonym budynku mieszka między innymi osoba mająca nakaz eksmisji, ale to nie oznacza, że może czekać, aż znajdzie się pod gruzami, co jest wysoce prawdopodobne. – Pozostałe budynki, które jeszcze istnieją, codziennie ulegają zniszczeniu. A my tu mieszkamy, śpimy, nie wiemy, czy następnego dnia nie znajdziemy się pod gruzami. Teren obok naszego budynku nie jest w żaden sposób zabezpieczony, ponieważ prace wykonywane są bez przerwy, boimy się, że nasze się osuną albo wręcz runą, bo nie ma żadnego oszalowania, nic – tłumaczy. O takich „drobiazgach” jak: hałas w godzinach pracy ciężkiego sprzętu czy smród spalin z koparek, ciężarówek, które prawie wjeżdżają im do domu, już nawet nie wspomina. – Czy to normalne, że budowa jest o jakiś metr od budynku, w którym mieszkamy – pyta pan Bronisław. A najgorsze jest to, że nie wiedzą, jaki będzie ich los. – Moja żona mieszka tu od 68 lat, od urodzenia, razem mieszkamy w tym budynku od 1974 roku. Teraz czekamy na mieszkanie, choćby jakąś informację, kiedy to może nastąpić. W budynku zostało tylko osiem rodzin, cała oficyna została rozebrana, od strony ul. Kolegialnej kierowcy zrobili sobie bezpłatny parking. Teren jest otwarty, więc wjeżdżają tam samochodami. A tu droga jest rozjechana, ciężko przejść suchą stopą. Gdzie nie spojrzeć, same problemy – zapewnia. Mieszkanie, które zajmuje pan Bronisław z żoną nadaje się tylko do remontu, ale tu już nie ma jak poprawić warunków
Jola Marciniak
fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze