Reklama

Przepisy kulinarne Izabeli Chudzyńskiej. Dżem wiśniowy

Pewnego niedzielnego przedpołudnia został mi zaproponowany szczególny dar – watykańskie ciasto szczęścia. Ponad piętnaście lat temu także trafiło do mnie, choć wtedy funkcjonowało jako watykański chleb miłości. Cóż, takie ciasto podobno można piec tylko raz w życiu. Ja już piekłam, ale mój mąż jeszcze nie, dlatego ponownie zawitało do naszej kuchni. Z instrukcji pielęgnowania rozczynu i przygotowania ciasta dowiadujemy się, że chleb watykański otacza tajemnica. Nie wiadomo dokładnie, gdzie i kiedy powstał. Wiadomo natomiast, że ma przynieść szczęście całej rodzinie, a osobie, która o niego dba, pozwolić spełnić marzenia. Trzeba przyznać, że jak na ciasto ma dość ambitny zakres obowiązków. To niezwykłe ciasto w pełni realizuje cechy zjawiska magicznego w ujęciu antropologicznym. Za takie uznaje się bowiem działania, które mają wpływać na tę nieznaną, niewidzialną część naszej rzeczywistości. Często towarzyszy im szczegółowa instrukcja wykonania, bo przecież aby skutecznie oddziaływać na rzeczywistość niematerialną, nie można pomylić kolejności czynności ani zlekceważyć żadnego etapu. Niby nie wierzę w magię, ale ciasto piekłam, a męża pilnowałam, żeby nie naruszył receptury. Bo przecież – a jeżeli jednak? A skoro już zajmujemy się kuchenną magią, to trudno o lepszy dodatek do ciasta niż dżem wiśniowy, gdyby samo szczęście okazało się jednak zbyt mało konkretne.

Dżem wiśniowy

Skład:

  • 1 kg wiśni;
  • 600 g cukru.

Wykonanie:
Opłukane i osuszone wiśnie drylujemy. Połowę wydrylowanych owoców zasypujemy cukrem i pozostawiamy na kilka godzin, aby puściły sok. Następnie podgrzewamy je na małym ogniu przez około godzinę. Po tym czasie dodajemy pozostałe wiśnie i gotujemy dżem, aż stanie się gęsty. Co pewien czas sprawdzamy jego konsystencję, nakładając odrobinę na zimny talerzyk – jeśli płyn tężeje, dżem jest gotowy. Przekładamy go do umytych i wyparzonych słoiczków, dokładnie zakręcamy, a po ostudzeniu przenosimy w chłodne i ciemne miejsce.

Reklama

 

Marcel Mauss to jeden z tych antropologów, którzy potrafili spojrzeć na dar i zobaczyć w nim coś więcej niż uprzejmy gest albo ładnie zapakowany przedmiot. Mauss pokazał, że dar nigdy nie jest całkiem niewinny. Nawet jeśli przychodzi do nas w pudełeczku, koszyku albo słoiku z zaczynem, niesie ze sobą coś więcej niż swoją materialną zawartość. Dar buduje relację. Może oznaczać życzliwość, szacunek, wdzięczność, pamięć, ale czasem także zobowiązanie. Nie jest więc zwykłą transakcją, po której każdy idzie w swoją stronę. W przypadku daru sprawa jest bardziej skomplikowana. Ktoś daje, ktoś przyjmuje, a potem – prędzej czy później – pojawia się potrzeba odwzajemnienia. Nie zawsze od razu, nie zawsze tym samym, ale jednak. Dar zostawia po sobie ślad. Mauss pisał o trzech obowiązkach: trzeba dawać, trzeba przyjmować i trzeba odwzajemniać. Brzmi to może surowo, jak regulamin, ale w praktyce opisuje coś bardzo ludzkiego. Odmowa przyjęcia daru bywa przecież czymś więcej niż odmową rzeczy. Może oznaczać odsunięcie drugiej osoby, niechęć do relacji, przerwanie nici, która właśnie miała zostać zawiązana. Przyjęcie daru włącza nas natomiast w pewną wymianę, czasem serdeczną, czasem kłopotliwą, ale zawsze znaczącą. I może właśnie dlatego watykańskie ciasto szczęścia tak dobrze działa na wyobraźnię. Nie dlatego, że naprawdę musi spełniać marzenia. Ono działa już przez sam fakt przekazania. Ktoś dzieli się zaczynem, instrukcją, obietnicą szczęścia i odrobiną tajemnicy. A my przyjmujemy nie tylko ciasto, ale też gest, pamięć i zaproszenie do dalszego ciągu. Tak to już jest z prezentami. Otrzymane ciasto faktycznie może przynosić miłość, bo sam dar jest jej pierwszym zaczynem.

Reklama

dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia

Fot. Piotr Chudzyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości