„Przegraliśmy cały mecz, ale wygraliśmy drugą połowę” – tak skomentował pojedynek z Irlandią trener Wojciech Łazarek. Faktycznie, polegliśmy 1:3. Do przerwy przeciwnik prowadził trzy do zera, a w drugiej połowie nasze orły strzeliły tak zwaną bramkę honorową. „Jakbym wygrał, to dopiero bym przegrał” – to z kolei wypowiedź byłego prezydenta (nie muszę dodawać którego) po przegranej w drugiej turze wyborów. A „zwycięski remis” na Wembley? Tak, zwycięstwo różną ma postać, nawet w tak, wydawałoby się, wymiernej dziedzinie jak sport. A co dopiero wybory… Zwłaszcza przy obowiązującej aktualnie ordynacji do izby niższej naszego parlamentu! Niby reguły podziału mandatów są precyzyjnie określone, ale na tyle skomplikowane, że tak zwany przeciętny wyborca „nie ogarnia”. I tu jest pole do działania dla speców od „pijaru”! I można twierdzić, że wprawdzie „władza” zgarnęła ponad połowę miejsc w Sejmie, ale to „opozycja” zdobyła w sumie więcej głosów!
Tyle, że metoda d’Hondta preferuje większe ugrupowania! To tak jak w siatkówce czy w tenisie. Można przegrać dwa sety dwadzieścia pięć do zera i wygrać trzy pozostałe dwadzieścia pięć do dwudziestu trzech i mecz wygrywamy! Mimo, że przeciwnik zdobył łącznie sto dziewiętnaście punktów, a my siedemdziesiąt pięć… Takie są reguły gry w tej dyscyplinie i trzeba się do nich dostosować. Niesprawiedliwe? Może! Jeśli ktoś tak uważa, niech gra w coś innego, a nie opowiada, że przeciwnik wygrał, bo d’Hondt jest niesłuszny. Odwołując się do przykładu z najpopularniejszej dyscypliny sportowej to tak, jakby trener drużyny futbolowej zabronił swoim graczom uderzania piłki głową, bo to jest piłka nożna i trzeba nogami! Ktoś by postawił na drużynę z takim „fachowcem” na trenerskim stołku?
Zatem Panie i Panowie zdobywcy mniejszej liczby mandatów! Oraz piszący do wiadomej gazety, która wszelkimi środkami próbuje przekonać czytelników, że zwycięzcy tych wyborów wygrali tak naprawdę dzięki ordynacji, a nie poparciu „elektoratu”. Odpuście sobie! Graliście w grę, której zasady są znane od lat i dopóki nie zostaną zmienione, trzeba przyjąć do wiadomości, że podział mandatów sejmowych według metody d’Hondta jest równie naturalny, jak „główka” w futbolu. Mimo, że Konstytucja RP mówi co innego, to tak na marginesie. I najlepiej skupić się na rozmyślaniu, jak ten fakt wykorzystać, bo za cztery lata będzie tak samo! I jeszcze jedno. Jednomandatowe okręgi wyborcze do Senatu to zupełnie inna dyscyplina. Bardziej zbliżona do systemu play off (przegrywający odpada), jeśli odwołać się do przykładu sportowego. Metoda, która tam przyniosła sukces, w przypadku wyborów do izby niższej może nie zadziałać….
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze