Fachowcy przewidują wielką ofensywę w okolicach rocznicy wybuchu wojny. Agresor gromadzi ogromne rezerwy. Mówi się, że zaangażuje w tę operację pół miliona ludzi. Jak będzie, zobaczymy! W mediach oprócz zapowiedzi pojawiają się też rozważania na temat możliwych scenariuszy zakończenia „operacji specjalnej”. Nie będę tu polemizował z ich autorami ani ich wspierał, bo moja wiedza na temat wojska i jego zastosowań jest, delikatnie mówiąc, niewielka. Natomiast mogę sobie pozwolić na wejście do gry z własnym scenariuszem. A co?
Zatem jako zapalony kibic odwołam się do terminologii z tej dziedziny, a dokładniej – futbolu. Otóż jak w totalizatorze piłkarskim możliwe są trzy rezultaty. Zwycięstwo gospodarzy (na kuponie wpisuje się „1”), remis („X”) oraz zwycięstwo gości („2”). Jak będzie w przypadku konfliktu za wschodnią granicą?
Zacznijmy od wariantu („X”). Taki rezultat padnie, kiedy sędzia w Waszyngtonie da gwizdkiem znać, że czas gry minął. Nie chcę spekulować, jaki rezultat będzie w tym momencie widniał na tablicy wyników. To znaczy jaka część terytorium Ukrainy będzie w posiadaniu gospodarzy, a jaka gości. Dla nas najważniejszy będzie jeden szczegół. Odległość od tej drugiej części do naszej granicy…
(„Dwójka”)… Wojska agresora zajmują całe terytorium. Obrońcy kapitulują, władze państwowe emigrują albo wpadają w ręce wroga. W zdobytej stolicy odbywa się naprędce zorganizowana defilada zwycięstwa. Pośpiech wynika z faktu, że „operacja specjalna” się nie kończy. W obliczu katastrofy nie tylko Ukrainy, ale i wspierającej ją „koalicji”, w tym przede wszystkim Ameryki i NATO jako całości, zapada jedynie słuszna decyzja. Trzeba iść za ciosem dopóki tamci nie otrząsną się z szoku! Cel? Narzuca się sam. Sąsiad, który najbardziej wspierał pokonanych. I spada grad rakiet i bomb na jego terytorium, a wojska lądowe wchodzą w głąb jak w masło. Sojusznicy tymczasem rozpoczynają konsultacje w ramach „artykułu czwartego”...
Wariant z „jedynką” można rozważać tylko jako opowieść z gatunku „science fiction” (czytaj: sajens fikszyn). Jak bowiem miałoby wyglądać takie rozstrzygnięcie? Armia ukraińska przechodzi do kontrnatarcia. Wypycha zdziesiątkowane oddziały agresora ze swojego terytorium i forsownym marszem posuwa się w głąb Rosji. Wkracza do opuszczonej przez resztki wrogiej armii stolicy. Główny sprawca ucieka w porę za Ural, albo „popełnia samobójstwo” w kremlowskich piwnicach. W zdobytym mieście odbywa się defilada zwycięskiej armii z udziałem sojuszników, którzy najofiarniej wspierali zwycięzców. Maszerują Amerykanie, Anglicy, Francuzi, Niemcy, Finowie, Szwedzi, Litwini, Łotysze, Estończycy, Czesi, Słowacy, Rumuni, Hiszpanie, Włosi, Kanadyjczycy, Australijczycy… Koniec strony, resztę Szanowni Czytelnicy dopiszą sami...
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze