Dwa ostatnie w tym roku „marsze równości” – w Lublinie i Wrocławiu – zagrożone były operetkowymi groźbami zamachów terrorystycznych. W ten sposób doczekaliśmy się sytuacji, w której promotorzy wyprowadzenia dewiacyjnych zachowań seksualnych z zacisza domowego do przestrzeni publicznej i nadania im statusu małżeństwa będą odtąd występować w roli męczenników. Czyżby liczyli, że wzbudzona w ten sposób litość dla nich ułatwi im uświęcenie jednoznacznie nagannych moralnie stosunków seksualnych i zdjęcie z nich odium grzechu wołającego o pomstę do nieba, w które ubrał je Kościół katolicki, a wcześniej nauka żydowskich proroków, a potem apostołów (też zresztą Żydów). Mało kto zwrócił uwagę na to, że w ten sposób kabaretowe „marsze równości” stały się w Polsce i na świecie najbardziej antysemickimi wystąpieniami, ochranianymi za każdym razem przez „wzmożone siły policji” demokratycznych państw. Jednak ten antysemityzm nie przeszkadza ani Adamowi Michnikowi (Żydowi), który na potęgę je wspiera, ani Georgowi Sorosowi (Żydowi), który na potęgę je finansuje, a stawiają się nań ochoczo postępowi katolicy i wcale się tego nie wstydzą i z tego nie spowiadają, choć ich zachowanie jako budzące zgorszenie maluczkich jest dotknięte sankcją grzechu.
Nie zdają sobie nawet z tego sprawy, bo nie zadają sobie trudu, aby myśleć i zrozumieć naturę problemu. Lewacki dogmatyzm każe tu ukrywać prawdziwe intencje tych skandalicznych demonstracji (legalizacja gorszących związków jednopłciowych) pod fasadą idyllicznych życzeń w rodzaju „postulatu równości i szacunku dla wszystkich” oraz „czystego powietrza”. Gdyby tu tylko chodziło o „równość i szacunek dla wszystkich”, to zapewne zadbano by także o szacunek dla tych „żydowskich” idei, które mają te nałogi za naprawdę ciężki grzech, z którego trzeba się wyzwolić, nawrócić, jak o to prosił uprzejmie inny Żyd – Jezus Chrystus z Nazaretu – a swoją wielką prośbę przypieczętował męką i śmiercią. Ale ponieważ męka i śmierć tego Żyda jest dziś w powszechnej pogardzie, a z Jego bogatych nauk zapamiętano tylko naukę o „miłości, która nie wyklucza”, a zapomniano naukę o grzechu, który wiedzie do śmierci i piekła, więc bałamuci się na potęgę dzieci i młodzież, odwracając ich uwagę od strasznych skutków praktykowania grzechu sodomii i czyni się to pod osłaniającymi gorszycieli lufami karabinów w rękach funkcjonariuszy demokratycznego państwa, i to tego, które rzekomo weszło w jakieś nadzwyczajne konszachty z Kościołem.
Czy te kolby karabinów, te „wzmożone siły policji”, ten postępujący ze strony lewactwa przymus „równości i szacunku” nawet dla grzechu, występku, niemoralności, manifestowany nawet przez przedstawicieli nauki, te groźby wyrzucenia z pracy, z uczelni, pociągnięcia do odpowiedzialności za cytowanie Biblii (największego na świecie zbioru żydowskich nauk) można jeszcze nazwać demokracją? A może to właśnie jest demokracja? Demokracja, czyli co? Możliwość niekrępowania się i robienia tego, na co ma się ochotę, choćby to było bardzo niemoralne, złe, gorszące? Wystarczy pewnych zjawisk przez długi czas w ten sposób nie nazywać, żeby zapomniano, że są to sprawy niemoralne, złe i gorszące. Taki proces dokonuje się na naszych oczach. Staje się obowiązującym stylem życia, inny już jest albo niedługo będzie karany, jak na Zachodzie, gdzie duchowni nauczający według żydowskich wskazówek idą do więzienia, jak ostatnio ksiądz we Francji, a gorszyciele swobodnie hasają sobie na wolności. Na naszych oczach zdycha stara i piękna cywilizacja szkaradnie przystrojona w tęczowe kolory obłudy i zakłamania.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie Kopeć, kończ Pan z pisaniem tych bredni, wstydu oszczędź!
Współczuję uczniom Jagi... Żal... Niestety Jaga ma pecha do tego typu "gwiazdorów", moralizatorów i indoktrynerów...Niedawno jeszcze panoszył się słynny "pedagog" od 7 boleści dwojga imion pan M. (na szczęście już nie w Jadze) a teraz "godnie" zajmuje jego miejsce pan K. Skąd się biorą tacy ludzie?
Panie Kopeć, kończ Pan z pisaniem tych bredni, wstydu oszczędź!
Współczuję uczniom Jagi... Żal... Niestety Jaga ma pecha do tego typu "gwiazdorów", moralizatorów i indoktrynerów...Niedawno jeszcze panoszył się słynny "pedagog" od 7 boleści dwojga imion pan M. (na szczęście już nie w Jadze) a teraz "godnie" zajmuje jego miejsce pan K. Skąd się biorą tacy ludzie?