Reklama

Proboszcz, Rada Parafialna, dozorca...

27/06/2007 09:09
Sześć lat temu na placu należącym do płockiej parafii ewangelicko-augsburskiej, po wielu latach starań stanęła kaplica. Porządku wokół niej oraz na terenie sąsiadującego z kaplicą cmentarza strzegł Sławomir Mianecki. Tak było do maja tego roku, kiedy to obecny proboszcz parafii postarał się o administratora terenu. Mianecki stał się niepotrzebny. W domu, w którym mieszka razem z rodziną, odcięto wodę i prąd. Za rodziną ujęła się grupa parafian, która nie akceptuje decyzji proboszcza.
Obok kaplicy stoi stary dom gospodarczy. Od 2002 r. jest w nim zameldowana rodzina Mianeckich. Parafia ewangelicko-augsburska (wówczas jej kuratorem była dobrze znana w Płocku Hanna Witt-Paszta), podpisała ze Sławomirem Mianeckim umowę. Mianecki zobowiązał się do sprzątania kaplicy i utrzymywania porządku na cmentarzu oraz opłacania części mediów. Umowa mogła być rozwiązana tylko z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem, po trzykrotnym udzieleniu pisemnej nagany. Ale nie było takiej potrzeby: – Ze swoich obowiązków pan Sławek wywiązywał się bardzo dobrze, w kaplicy był porządek, a trawa na cmentarzu była zawsze skoszona – relacjonuje Jacek Słomiński z parafii ewangelicko-augsburskiej.
Życie parafii biegło swoim trybem do czasu nastania nowego proboszcza. Zresztą do proboszczów ewangelicy szczęścia nie mieli. W ciągu ostatnich 5 lat było ich aż 10. W ubiegłym roku pomyślano, że najwyższa pora postarać się o proboszcza, który w Płocku zamieszka. Dziesięć miesięcy temu funkcję proboszcza objął ks. Artur Woltman, który w marcu tego roku wraz z rodziną zamieszkał w wynajętym przez parafię mieszkaniu przy ul. Grodzkiej. Przez kilka miesięcy nie robił żadnego zebrania Rady Parafialnej. Potem zaczęły się konflikty: – Jestem członkiem rady parafialnej. Na pierwszym zebraniu przedstawiłem, które sprawy trzeba jak najszybciej załatwić. Na to nowy proboszcz, że Rada Parafialna powinna pracować, a on będzie wszystko nadzorował. Ja zaś na to, że to administrator parafii powinien pracować, a Rada Parafialna nadzorować jego pracę oraz współpracować, pomagać – opowiada Jacek Słomiński.
Z dalszej relacji wynika, że proboszcz rozpoczął porządki od cmentarza. Najpierw postanowił, że trzeba umożliwić pochówki na cmentarzu ewangelickim osobom innych wyznań. Rada Parafialna zgodziła się na 10 takich pochówków w ciągu roku, tylko w jednej z części cmentarza, ale podobno proboszcz był bardziej liberalny w tym względzie. W różnych częściach miasta można było znaleźć ogłoszenia, że parafia ewangelicka w Płocku sprzedaje place do pochówków na cmentarzu przy ul. Kazimierza Wielkiego 39. Dalej podany był numer telefonu proboszcza parafii. Część parafian nie była w stanie tego zaakceptować.
Okazało się, że proboszcz swoje uprawnienia administratora własności kościelnej (cmentarza, kaplicy) przekazał przedsiębiorcy pogrzebowemu Grzegorzowi Baranowskiemu, który od 20 lat zajmuje się cmentarzem przy ul. Norbertańskiej.: – Nagle zjawił się pan z zakładu pogrzebowego, powiedział, że przejmuje wszystko i zaczął swoje porządki. Wszędzie pozmieniał zamki, odciął mi wodę i prąd. Widziałem, że zmieniają zamki, ale pomyślałem, że przyniosą mi nowe klucze. Nie zrobili tego. Od kilku tygodni żyjemy bez niezbędnych mediów. A ja zostałem pozbawiony możliwości wykonywania swoich obowiązków – skarży się Sławomir Mianecki, któremu bez własnej winy przyszło żyć jak za króla Ćwieczka. – Żyjemy z całą rodziną przy świecach, bez wody, bez możliwości korzystania z toalety. Zostaliśmy bez niczego, bez jakiegokolwiek słowa powiadomienia, wcześniejszego uprzedzenia czy zerwania umowy.
Mianecki przyznaje, że w pewnym momencie, gdy pojawiły się trudności w kontaktach z proboszczem, przestał płacić parafii 100 zł miesięcznie, które w ustnej rozmowie polecił mu regulować ksiądz, kiedy przybył do parafii.
Jacek Słomiński na zarządzenia proboszcza zareagował od razu. Powiedział nowemu proboszczowi, że nie ma prawa bez zgody wszystkich parafian podejmować takich decyzji. Poza tym nie było powodów do rozwiązania umowy z Mianeckim. Słomiński zaznacza, że podczas jednego z zebrań Rady Parafialnej zaproponował tzw. opcję zerową dla Mianeckiego – anulowanie mu wszelkich zadłużeń, co zostało jednogłośnie przyjęte przez Radę.
Nowy administrator
od razu wziął sprawy w swoje ręce. Zapowiedział, że wyburzy mur, za którym są zabytkowe nagrobki, żeby tam wstawić śmietnik. I że tylko główna alejka cmentarza będzie należeć do ewangelików, a wszystkie groby zostaną odsunięte głębiej.
Proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej ks. Artur Woltman potwierdza, że 24 maja br. podpisał z Grzegorzem Baranowskim umowę, oddając mu w zarząd cmentarz i teren wokół: – Na pochówki osób spoza parafii nie zgadzała się jedna osoba z rady parafialnej, przy pięciu głosach za. Szanuję zdanie moich parafian. Nie ma mowy o masowości pochówków osób innych wyznań, będzie ich tylko 12 rocznie.
Ks. Artur Woltman wie, że rodzina Mianeckich od kilku tygodni żyje bez wody i prądu, ale nie dziwi się postawie administratora Baranowskiego: – W styczniu 2006 roku poprzedni proboszcz rozwiązał umowę ze Sławomirem Mianeckim. Było to spowodowane długiem za prąd w wysokości 4 tys. zł. Rodzina zalegała z płaceniem należności, nie regulowała ich na bieżąco. Nasza parafia utrzymuje się z dotacji, więc nie jest w stanie dopłacać do prądu pracownika. A jeśli chodzi o wodę, to nie ma jej z powodu awarii – po prostu pękła rura doprowadzająca ją – tłumaczy proboszcz.
Administrator ewangelickiego cmentarza Grzegorz Baranowski również odpiera zarzuty, że nagle cmentarz zupełnie przestanie być ewangelicki: – Do tej pory żaden plac nie został jeszcze sprzedany. Poza tym dwie najważniejsze alejki na pewno nie będą ruszane – mówi w rozmowie z „TP”. – Poza tym cmentarz był zarośnięty po pas. Teraz robię na nim porządki. Przywiozłem piach, będzie zasiana nowa trawa, posiane kwiaty, zrobię alejki, chodniki i oświetlenie – zapowiada Baranowski. – Zgodnie z podpisaną z proboszczem umową, wszystko zostanie uporządkowane. Wywiozłem już z cmentarza 10 starów śmieci. Nie jest łatwo, bo non stop mnie i księdza spotykają ataki. Ale ksiądz dał mi wolną rękę, więc powoli wszystko uporządkuję.
Grzegorz Baranowski jest świadom, że Mianeccy żyją bez prądu i wody, ale potrafi to wytłumaczyć: – Jeśli ktoś nie płaci za prąd, to niech się nie dziwi, że ma wyłączony prąd. Mianecki może uregulować należności i zrobić sobie podlicznik prądu, to będzie miał prąd – i, podobnie jak proboszcz, brak wody tłumaczy popsutą rurą. Jeśli Mianecki ją naprawi, wtedy woda popłynie do jego mieszkania ponownie.
Dodaje także, że przychodzący na cmentarz ludzie komentują, że wreszcie ktoś robi na nim porządek. Ale musi z tym uważać, gdyż jak poinformowano nas w płockiej Delegaturze Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, cmentarz ten znajduje się w ewidencji zabytków miasta Płocka.
Hanna Witt-Paszta, która w ubiegłym roku zrezygnowała z członkostwa w Radzie Parafialnej parafii ewangelicko-augsburskiej, komentuje: – Cała ta sytuacja jest niejasna i zaskakująca. Proboszcz powinien brać pod uwagę opinię wszystkich parafian, zanim ostatecznie podejmie tak ważne decyzje. Powinien informować parafian o zamiarach i planach, a realizować je dopiero po przedstawieniu sprawy podczas tzw. zgromadzenia parafialnego, po dyskusji i wysłuchaniu wszystkich za i przeciw. W Kościele Ewangelickim zdanie, rola, opinia parafian, a nie tylko Rady Parafialnej, jest bardzo ważna i proboszcz powinien się z nią liczyć. Tymczasem my o zmianach dowiedzieliśmy się z ogłoszeń rozwieszonych w mieście. Przyjmuję to jako ignorancję. Natomiast sprawa odcięcia rodzinie Mianeckich bez uprzedzenia mediów jest kuriozalna i niehumanitarna.
Ewangelicy, którzy nie zgadzają się z decyzjami swojego proboszcza, mówią na koniec: – To jakieś ubezwłasnowolnienie parafian, którzy o zgodę na wejście do swojej kaplicy będą musieli pytać przedsiębiorcę pogrzebowego.
Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości