Kiedy wstrzymywaliśmy oddech, czekając na wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych, rząd przyjął pakiet ustaw oświatowych likwidujących gimnazja i przywracających dwustopniowy model edukacyjny ze szkołą podstawową i szkołą średnią, jak przed wojną i jak w czasach PRL-u. Miejmy nadzieję, że tak jak obiecujący, choć pełen niewiadomych, jest wybór Amerykanów, którzy powiedzieli „dość” pompowaniu w nich ideologii poprawności politycznej, tak dobre będą zmiany, które proponują nam rządzący w sektorze edukacji, która jak od lat ropiejąca rana potrzebuje naprawdę pilnej i autentycznej terapii. Ponieważ Donald Trump przemówił do Amerykanów nowym językiem, innym niż politgramota wiodących mediów i „elit”, narzucających masom swoją postępową wizję świata, dlatego wygrał. Przedstawiano go także nam jako chama, szaleńca, tyrana, który rzuci się w ramiona Putina, wybuduje mur na granicy z Meksykiem, wyrzuci z USA imigrantów, skłóci kraj z całym światem. Była w tym zamierzona propagandowa przesada, mająca na celu zohydzenie konserwatywnego polityka o nieco niewyparzonej gębie.
Wygrana Trumpa, wielka, ale budząca nadzieję niewiadoma, tak trudna do przełknięcia dla amerykańskich, europejskich i polskich sił postępu, politycznych i medialnych, jest policzkiem wymierzonym w tych ludzi i w te instytucje, którym się wydawało, że raz na zawsze zawłaszczyli dla siebie rolę duchowych przewodników świata. Jednak demokracja, w której podmiotami są ludzie, zwykli szarzy ludzie, potrafi sprawiać niespodzianki, wywracając na nice manipulatorskie, chełpliwe dążenia tych, którym się wydawało, że raz na zawsze zdobyli prawo, by narzucać masom nowoczesną „tęczową” wizję świata i nie liczyć się z odczuciami innych. Cieszy mnie zatem, że amerykańscy wyborcy dali odpór tej miałkiej ideologii z nadętą homopropagandą, mentalnością proaborcyjną, wezwaniem do „kochania” wszystkich imigrantów świata i innymi „nowinkami” promującymi uznanie prawne i mentalne dla przeróżnych małych i większych dewiacji. Na chwilę wygrała normalność, jeśli przeciwnicy wyboru nie wywołają wojny (właśnie nasilają się protesty), to przekonamy się, jakie będą owoce wcielenia jej w życie.
Podobną szansę dostrzegam we wspomnianym wyżej pakiecie ustaw oświatowych przyjętych na razie tylko przez rząd i skierowanych do sejmu. Będzie z pewnością awantura, bo i nasze rodzime siły postępu, wspierane przez europejskich sojuszników, ostrzą sobie apetyt na to, by zablokować niezbędne reformy. Byłe panie ministerki oświatowe i działacze związkowi bezwstydnie przekonują, że stworzyli doskonały system szkolny i gwałtem na ich wspaniałym dziele jest próba jego zmiany. W sukurs idą im unijni towarzysze. Na przykład upubliczniono ostatnio raport Komisji Europejskiej, z którego wynika, wbrew szerokiemu odczuciu społecznemu, że mamy wspaniałą, dobrze rozwiniętą edukację, wyróżniającą się i tym, że coraz mniej uczniów ma problemy z matematyką. Wiemy wszyscy, i nauczyciele, i uczniowie, i rodzice, że jest dokładnie odwrotnie. Ta manipulatorska bezczelność szermierzy postępu, broniących kłamstwem swojej wizji świata jest bez granic, ale i na nią są sposoby. Znalazła je Ameryka, mam nadzieję, że poradzimy sobie z nią również i my.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze